Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 49

Jarek

Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…


Aby nieco rozluźnić nasze nadwyrężone ostatnimi wydarzeniami i wypłukane do cna kory nadnerczy dzisiaj będzie nieco przewrotnie (ostrzegam). Osoby o słabych nerwach proszę o wyłączenie komputerów 🙂

Do wyboru autora dzisiejszego wiersza zainspirował mnie wywiad z Andrzejem Stasiukiem, opublikowany w „GW” 25 stycznia br. Piosenkarz śpiewa (a w zasadzie melorecytuje) utwory naszego największego wieszcza na płycie wydanej wspólnie z ukraińskim (sic!) zespołem folkowym Haydamaky. A tak Andrzej Stasiuk opisuje twórcę „Pana Tadeusza”:

„Adam Mickiewicz: Matka – żydowska frankistka, przechrzta. On sam wątpliwy katolik. Gania po świecie, dobrze czuje się w Paryżu. Ma przyjaciół Moskali, ale nie podlizuje się Moskwie i nie rozdaje kart w jej grze, co dzisiaj w Polsce modne. Jest Europejczykiem prawdziwym, a na dodatek pod koniec życia kombinuje z islamem (…). Nie nadałby się ten Mickiewicz do obrony terytorialnej ani do chrystianizowania Europy…”.

A więc podsumujmy Mickiewicza: syn Żydówki, utrzymujący zażyłe kontakty z Rosjanami i do tego jeszcze kombinujący z islamem. Już widzę po takiej dawce informacji miny niektórych młodych ludzi, którzy z żarem w oczach udostępniają na fejsie „Redutę Ordona” z filmu „Syzyfowe prace”. Nagły skok ciśnienia i rozległy zawał serca murowany…
Cały ten świat jest nieźle p…*

A poniżej jeden z moich ulubionych utworów naszego Wielkiego Pisarza i Poety, napisany w maju 1820 roku:

Powrót taty

„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciorek.

Tato nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze.”

Słysząc to dziatki biegną wszystkie razem,
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klękają obrazem
I zaczynają paciorek.

Całują ziemie, potem: „W imię Ojca,
Syna i Ducha Świętego,
Bądź pochwalona, przenajświętsza Trójca,
Teraz i czasu wszelkiego.”

Potem: Ojcze nasz i Zdrowaś, i Wierzę,
Dziesięcioro, i koronki,
A kiedy całe zmówili pacierze,
Wyjmą książeczkę z kieszonki.

I litaniją do Najświętszej Matki
Starszy brat śpiewa, a z bratem
„Najświętsza Matko – przyśpiewują dziatki –
Zmiłuj się, zmiłuj nad tatem!”

Wtem słychać turkot, wozy jadą drogą
I wóz znajomy na przedzie;
Skoczyły dzieci i krzyczą jak mogą:
„Tato, ach tato nasz jedzie!”

Obaczył kupiec, łzy radośnie leje,
Z wozu na ziemie wylata;
„Ha, jak się macie, co się u was dzieje?
Czyście tęskniły do tata?

Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi?
A ot rodzynki w koszyku”.
Ten sobie mówi, a ten sobie mówi,
Pełno radości i krzyku.

„Ruszajcie – kupiec na sługi zawoła –
Ja z dziećmi pójdę ku miastu”.
Idzie… aż zbójcy obskoczą dokoła,
A zbójców było dwunastu.

Brody ich długie, kręcone wąsiska,
Wzrok dziki, suknia plugawa;
Noże za pasem, miecz u boku błyska,
W ręku ogromna buława.

Krzyczały dziatki, do ojca przypadły,
Tulą się pod płaszcz na łonie;
Truchleją sługi, struchlał pan wybladły,
Drżące ku zbójcom wzniósł dłonie.

„Ach bierzcie wozy, ach bierzcie dostatek,
Tylko puszczajcie nas zdrowo,
Nie róbcie małych sierotami dziatek
I młodej małżonki wdową”.

Nie słucha zgraja, ten już wóz wyprzęga,
Zabiera konia, a drugi
„Pieniędzy!” krzyczy i buławą sięga,
Ów z mieczem wpada na sługi.

Wtem „Stójcie, stójcie!” – krzyknie stary zbójca,
I spędza bandę precz z drogi,
A wypuściwszy i dzieci, i ojca,
„Idźcie – rzekł – dalej bez trwogi”.

Kupiec dziękuje, a zbójca odpowie:
„Nie dziękuj, wyznam ci szczerze,
Pierwszy bym pałkę strzaskał na twej głowie,
Gdyby nie dziatek pacierze.

Dziatki sprawiły, że uchodzisz cało,
darzę cię życiem i zdrowiem;
Im więc podziękuj za to, co się stało,
A jak się stało, opowiem.

Z dawna już słysząc o przyjeździe kupca,
I ja, i moje kamraty,
Tutaj za miastem, przy wzgórku u słupce
Zasiadaliśmy na czaty.

Dzisiaj nadchodzę, patrzę między chrusty,
Modlą się dziatki do Boga;
Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty,
A potem litość i trwoga.

Słucham, ojczyste przyszły na myśl strony,
Buława upadła z ręki;
Ach! ja mam żonę, i u mojej żony
Jest synek taki maleńki.

Kupcze, jedź w miasto, ja do lasu muszę;
Wy dziatki, na ten pagórek
Biegajcie sobie, i za moją duszę
Zmówcie też czasem paciórek”.

Adam Mickiewicz, maj 1820

* * *

* pogmatwany 🙂

Miłych snów i… szczęśliwych powrotów do domu

Jarek

Wszystkie wpisy Jarka

TUTAJ

„Listy z krainy snów” – www.wiersze.co

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: