ŚLAD ŚLADU

Piotr Pazinski

Marzec przetrwał i ma się dobrze. Nawet jeśli prawdą jest, że u jego źródeł legły spory wśród elity władzy, trafił na podatny grunt, został przyjęty i zaadaptowany.


Wielowątkowy, hybrydyczny charakter tzw. wydarzeń marcowych utrudnia odnalezienie w nich zasadniczego nerwu. Przecież Marzec to zarówno rewolta studencka, jak też bezprecedensowa, zainicjowana przez władze i chętnie przyjęta przez część społeczeństwa kampania antysemicka, to powrót języka lat 30., ostatnia duża emigracja polskich Żydów, bunt przeciwko zmurszałej epoce Władysława Gomułki, nagonka antyinteligencka oraz przejaw skomplikowanych przemian pokoleniowych i tworzenia się nowego oblicza społecznego PRL, w ćwierć wieku od zakończenia II wojny światowej.

Wszystkie te aspekty Marca zostały gruntownie opisane. Może dlatego lepiej spojrzeć na Marzec w kontekście jego dalekosiężnych skutków. Wydarzenia z odległej epoki okazują się ważnym krokiem ku stworzeniu takiej Polski, jaką znamy współcześnie. Dlatego Marzec jest sprawą wszystkich. Zarówno tych, których wówczas w upokarzający sposób z Polski wygnano, jak i tych, którzy pozostali. Tych, którzy ich wypędzali, i tych, którzy tylko się cieszyli, że Żydzi znów wyjeżdżają.

Wiadome kręgi

Nie ulega kwestii, że Marzec istnieje wciąż w społecznej podświadomości, jak inne ciemne karty polsko-żydowskiej historii, tkwi tam, uwiera niektórych jak wyrzut sumienia, nierzadko jest źródłem inspiracji: politycznej, lingwistycznej, moralnej.

Marzec przetrwał i ma się dobrze. Przetrwał w języku, w polszczyźnie potocznej i dziennikarskiej, w poważnych analizach i z pozoru niewinnych szlagwortach. To z Marca (a także z endeckiej pisaniny, która musiała inspirować marcowych propagandystów) wywodzą się „wrogowie wszystkiego, co nam bliskie”, „inspiratorzy, wichrzyciele i podżegacze”, „gorszy sort”, „wrogowie katolików”. Marzec dał polszczyźnie „syjonistów” jako nowoczesny ekwiwalent staroświeckich „zabójców Chrystusa”. Komunistyczne marcowe i pomarcowe państwo, formalnie ateistyczne, piętnowało tych, którzy „po raz pierwszy weszli do kościoła”, żeby działać na szkodę Polski ludowej. Tej Polski, w której – jeśli o Żydach mowa – przedwojenny język przetrwał w postaci prawie nienaruszonej, gdyż mimo Zagłady i upływu lat istnieją nad Wisłą niemal wszystkie dawne stereotypy antyżydowskie.

Z Marca wywodzi się praktykowany przez antysemickie gadzinówki obyczaj ujawniania „prawdziwych nazwisk” nielubianych polityków. Marzec, jego żargon i wydarzenia są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla publicystów piętnujących „salon”, tropiących Żydów rzekomo szkalujących Polskę za granicą czy zarzucających im „niewdzięczność” za pomoc udzielaną przez Polaków podczas okupacji. Marzec – kiedy to dokonał się nawrót endeckiej retoryki rodem z przedwojennych gazet narodowych czy pisemek narodowego samizdatu, gdy oficjalne partyjne gazety, „Trybuna Ludu” i „Żołnierz Wolności”, zaczęły przypominać pisma przedwojennych nacjonalistów – powraca między wierszami, gdy mowa jest o potomkach zdrajców i ludziach pełniących obowiązki Polaków.

Z Marca wywodzą się antyizraelskie (a tak naprawdę antysemickie) karykatury żołdaków z gwiazdą Dawida na hełmie, pojawiające się tu i ówdzie na łamach pism skrajnej lewicy, czy dziennikarskie „skróty” w rodzaju „żydowscy policjanci ostrzelali miejsce narodzin Jezusa Chrystusa”.

Z Marca pochodzi gadanie o „wiadomych kręgach”, „zachodnich ośrodkach”, „wichrzycielach” i wrażym establishmencie, który działa na szkodę Polski, wtenczas ludowej, dziś dzielnie niepoddającej się „dyktatowi Brukseli”.

Marzec to początek wielkiej wymiany elit – dwadzieścia kilka lat po powstaniu Polski Ludowej – i towarzysząca jej gwałtowna kampania antyinteligencka. W żadnej innej epoce w dziejach PRL, stalinizmu nie wyłączając, nie napisano tylu złych słów o twórcach i intelektualistach, co w ostatnich latach rządów Władysława Gomułki. Nigdy tak mocno nie przeciwstawiano „kawiarnianych elit” (obcego pochodzenia) społeczeństwu i narodowi, tworzącemu jakoby jednolitą wspólnotę wartości z dala od ośrodków wielkomiejskiego zepsucia. Nigdy tak bardzo nie podkreślano braku rozeznania elit w życiu zwyczajnych obywateli. Pisali te słowa ludzie mający wkrótce zająć miejsca po tych, których zwolniono i wypędzono – z partii, ministerstw, urzędów, redakcji, uczelni, szpitali, niewielkich przedsiębiorstw… Marzec był festiwalem oportunizmu, prędkich awansów, służalczości wobec władzy, nadgorliwości w tropieniu wroga. Był epoką wielkich możliwości i rozległych perspektyw. Nie tylko nałożył się na przemiany społeczne, ale sam je przyśpieszył. Marzec dał początek niejednej uniwersyteckiej, dziennikarskiej czy partyjnej karierze – w tym sensie był powtórką wczesnego stalinizmu, odgrywaną nie w internacjonalistycznym, ale narodowym kostiumie.


Calosc TUTAJ

One Response to “ŚLAD ŚLADU”

  1. Co za spadek! Po Angielsku: – What legacy! Polska dwuznacznosc slowa jest tu bardziej odpowiednia.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: