Uncategorized

DEKLARACJA ŚWIATOPOGLĄDOWA

Przemyslaw Wiszniewski

Jestem właśnie po lekturze omówienia badań prof. Joerga Stolza z Lozanny, opublikowanych w Nature Communications, dotyczących laicyzacji społeczeństw, w tym także polskiego. Omówienie jest dostępne w prasie internetowej, m.in. w RMF FM. Wynika z niego, że Polska jest najszybciej sekularyzującym się krajem na świecie. Komentująca te badania socjolożka religii, Katarzyna Zielińska z Uniwersytetu Jagiellońskiego zauważa wprawdzie, że nadal Polska na tle Europy pozostaje w tej dziedzinie w tyle, ale na tempo zmian mają wpływ postawy młodzieży, która szybciej od innych grup wiekowych zrywa więzi z Kościołem.

Od lat publicznie deklaruję się jako ateista. Nie po to, uchowaj Boże!, by dawać jakiś przykład czy wzór dla innych, ale dlatego, że chcę desperacko pokazać innym siebie z bliska, siebie – innego, i sprawdzam reakcje. Cóż, badanie moje jest ułomne, ponieważ otaczam się osobami wyjątkowo tolerancyjnymi i akceptującymi. Przy okazji mojej stanowczej deklaracji zastrzegam, że w ogóle mi nie przeszkadza religijność innych, o ile im nie przeszkadza mój ateizm. Przeciwnie, bardzo się cieszę, gdy spotykam osoby o różnych światopoglądach, oczywiście pod warunkiem, że nie są fanatyczne. Ponadto uważam, że dziedzina wiary i religijności należy od intymnych sfer każdego, więc nigdy nie oczekuję deklaracji. Nie pytam. Gdy ktoś chce się podzielić swoim światopoglądem, to wspaniale, podobnie jak wówczas, gdy nie chce.

Po tym wstępie wracam do badań prof. Joerga Stolza z Lozanny. Nie mam wcale satysfakcji z wyniku tych badań. Nie cieszę się, że ludzie porzucają praktyki religijne i odchodzą z Kościoła, ale też się nie smucę. Nie cieszę się z tego powodu, że ludzie ci wybierają trudniejszą drogę życiową, ponieważ religijność wiele spraw ułatwia. Porządkuje życie, daje pewną gwarancję życia wiecznego, o ile jest się hojnym dla Kościoła, organizuje wspólnotę wiernych, wyjaśnia pewne złożone zjawiska, daje poczucie ciągłości pokoleń żyjących w określonej tradycji. Piszę to bez ironii.

Porzucenie religii jest aktem samodzielności i przyjęcia na siebie odpowiedzialności za własne życie i życiowe wybory. Wiąże się zatem z ryzykiem i ciągłą refleksją niepewności. Człowiek staje sam wobec wszechświata i już nie może liczyć na pomoc z zewnątrz. Jak w teatrze, deus ex machina tu się nie pojawi. Z tego powodu człowiekowi niereligijnemu żyje się trudniej. Będąc ateistą wiem, że tylko to, co tutaj uczynię, ma znaczenie i że nadejdzie nieuchronny koniec. Bez chórów anielskich czy innych fantazji rajskich, nawet bez reinkarnacji. Skupiam się zatem na życiu doczesnym, by próbować się samodoskonalić i próbować zmieniać ten ułomny świat na lepszy. Oba usiłowania są mizerne, choć wymagają wiele wysiłku.

Wszelako ateiście takiemu jak ja nie tylko jest trudniej. Jest też łatwiej, ponieważ podczas obserwacji świata i analizowania go nie dopada mnie bogobojność. Mam poczucie absolutnej wolności. Nie mam poczucia jakiejkolwiek kontroli. Sam narzucam sobie na własne życzenie wszelkie reżimy i ograniczenia, zwłaszcza dotyczące życia społecznego. Uważam, że jestem tutaj po to, by przy okazji swojej egzystencji zawsze nieść pomoc innym. Społeczeństwo bowiem po to jest, by się wspierać wzajemnie. Nie wynika to z żadnej religii, ponieważ surykatki przykładowo czynią podobnie nie będąc istotami religijnymi.

Nie cieszę się więc z tego powodu, że ludzie przyzwyczajeni do religijnych praktyk i życia w parafii, rezygnują z tego, wybrawszy dość ciernistą drogę blądzenia w świecie na własną odpowiedzialność. Czują się rozczarowani Kościołem. Nie jest to zatem na ogół wybór związany z głęboką refleksją światopoglądową, ale raczej z poczuciem beznadziei, że nic z tego nie mają, i raczej tracą niż zyskują. Tak sądzę, choć być może się mylę.

Nie smucę się wszakże zanadto, ponieważ Kościół obiektywnie bardzo rozczarowuje. Nawet taki ateista jak ja widzi jego wszystkie podłości: rządzenie państwem z tylnego siedzenia, łupienie państwa, narzucanie teologii dyskryminacji i uprzedzeń wobec mniejszości, zwłaszcza seksualnych, ale też innowierczych, tłamszenie praw kobiet, osobliwie w sferze reprodukcyjnej, skandale seksualne kleru, w tym głównie gwałty i molestowanie dzieci. I ukrywanie tych zbrodni przez hierarchów. Krótko mówiąc, Kościół daleko wykracza poza swoją sferę sakralną i poza swoje własne standardy, których w ogóle sam nie przestrzega, i urządza nam wszystkim świat, przemocowo. Nam wszystkim, a więc także mnie, ateiście, mimo że bardzo sobie tego nie życzę.

Kościół sam się niszczy. Nie Marks tu zawinił, przeciwnie. Kościół jest tym mocniejszy, im silniej się go zwalcza. Teraz nikt go już nie zwalcza. Raczej ignoruje. Trzeba uporządkować świecki nasz świat, dlatego rządzący zastanawiają się nad likwidacją funduszu kościelnego. Ostatecznie, to wierni powinni opłacać Kościół z własnych podatków. Dlaczego ja opłacam, tego do dziś nie wiem. Ograniczanie katechezy i wyprowadzanie jej ze szkół publicznych także jest logiczne wobec gasnącego zainteresowania religią.

Dziś w parlamencie lewica mówiła o projekcie Rafała Betlejewskiego, by Polska wypowiedziała Konkordat. Uważam ten pomysł za wspaniały, ponieważ nadszedł czas, by Polska przestałą być państwem quasi wyznaniowym. Świadczy o tym laicyzacja społeczeństwa. Polacy już nie chcą dominacji politycznej Kościoła katolickiego w naszym kraju.

Za dwa tygodnie ukaże się najnowsza książka Artura Nowaka i profesora Stanisława Obirka wydana przez Agorę, pod znamiennym tytułem: „Gehenna. Kościelna okupacja Polski”. „Gehenna to hebrajska nazwa Doliny Hinnom koło Jerozolimy, która pierwotnie była wysypiskiem śmieci i miejscem składania ofiar. W Biblii stała się symbolem kary, bałwochwalstwa i cierpienia, a w Nowym Testamencie jest utożsamiana z piekłem. Dziś termin ten oznacza piekło, wieczną karę, ale także przeżycia związane z ekstremalnym cierpieniem.”

Polska w latach 20. XXI wieku jest już całkiem inną Polską, niż tamta z początków III RP, z lat 90. XX wieku. Tej przemiany światopoglądowej już nic nie powstrzyma. I żaden polityk, czy z PIS, czy z Konfederacji, czy z Episkopatu. Stajemy się mozolnie Polską racjonalną i pragmatyczną, Coś zyskujemy, choć także coś tracimy, a mianowicie złudzenia. Stajemy się z wielkim trudem dorośli. Nawet na Podkarpaciu i na Ścianie Wschodniej.

Przemysław Wiszniewski

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.