
Nachum Kaplan
Wojna z Hamasem w Strefie Gazy oraz walki na sześciu innych frontach zmusiły Izrael do przebudowy przemysłu obronnego, zmniejszenia zależności od sojuszników i przygotowania się do przyszłych konfliktów w warunkach pełnej autonomii strategicznej.
W okresie dezorientacji po pogromie dokonanym przez Hamas 7 października, Izrael odruchowo polegał na amerykańskich zapasach broni i dostawach awaryjnych. Ujawniło to niebezpieczny stopień zależności państwa żydowskiego od zewnętrznych partnerów.
Podczas gdy Stany Zjednoczone nieprzerwanie dostarczały uzbrojenie – mimo sporadycznych spięć politycznych z ówczesnym prezydentem Joe Bidenem – międzynarodowa krytyka szybko przybrała na sile. Ofiary cywilne w Strefie Gazy, których liczbę propaganda Hamasu wyolbrzymiała i zniekształcała, stały się narzędziem nacisku w światowych stolicach. Kilku tradycyjnych sojuszników Izraela zaczęło zawieszać lub ograniczać eksport broni.
Dopuszczenie do tak głębokiej zależności okazało się błędem strategicznym, którego nie da się obronić. Nadszedł czas rozrachunku. Izrael obecnie agresywnie dąży do uniezależnienia się i – używając żargonu ekspertów ds. bezpieczeństwa narodowego – rozszerza swoją autonomię strategiczną.
Żadne państwo nie jest w pełni samowystarczalne w produkcji obronnej i żadne nie powinno do tego dążyć. Izrael przechodzi jednak do nowego paradygmatu: to, czego nie może wyprodukować u siebie, musi pozyskać od zróżnicowanej grupy partnerów, a nie od jednego hegemona czy sojuszników nazbyt podatnych na naciski ideologiczne.
W 2025 roku Jerozolima utworzyła nową Dyrekcję ds. Uzbrojenia, której zadaniem jest identyfikacja krytycznych słabych punktów oraz odbudowa lokalnych zdolności produkcyjnych – od amunicji małokalibrowej po złożone systemy rakietowe. Na czele tej inicjatywy stoją giganci: Rafael Advanced Defense Systems, Elbit Systems oraz Israel Aerospace Industries. Sukces ich konstrukcji w wojnie na siedmiu frontach doprowadził do boomu eksportowego, a teraz firmy te wykorzystują tę dynamikę, by rozbudować krajowe linie produkcyjne.
W styczniu 2025 roku izraelskie Ministerstwo Obrony przyznało firmie Rafael kontrakt o wartości 5,2 mld dolarów (finansowany z amerykańskiej pomocy) na rozszerzenie produkcji systemów Iron Dome i David’s Sling oraz wdrożenie lasera nowej generacji – Iron Beam. Inwestycja ta stanowiła część szerszego pakietu pomocowego USA. Co kluczowe, umowa ta umożliwia lokalną produkcję pocisków przechwytujących Tamir (we współpracy z Raytheonem), co pozwala Izraelowi uzupełniać zapasy bez konieczności każdorazowego oczekiwania na „zielone światło” z Waszyngtonu.
Lokalizacja produkcji to krok milowy w stronę uniezależnienia się od kaprysów polityki zagranicznej. Sprytnym posunięciem było otwarcie wspólnego zakładu Rafael i Raytheon w Arkansas – produkuje on pociski Tamir zarówno dla Izraela, jak i dla USA, co trwale wiąże interesy przemysłowe obu państw i łagodzi potencjalne napięcia polityczne.
Pierwsze miesiące walk w Strefie Gazy ujawniły również, że zapasy „przyziemnej” amunicji (pociski artyleryjskie i czołgowe, bomby lotnicze) były alarmująco niskie. To logiczny wynik mentalności postzimnowojennej, która przedkładała logistykę just-in-time i oszczędności czasu pokoju nad głębię strategiczną. Wojna rozpoczęta 7 października – najdłuższa w historii Izraela – zmusiła decydentów do powrotu do ponurej arytmetyki wojny na wyniszczenie.
W odpowiedzi firma Elbit Systems rozpoczęła budowę nowej fabryki w Ramat Beka na pustyni Negew. Będzie ona produkować amunicję ciężką, w tym pociski artyleryjskie 155 mm oraz precyzyjne pociski moździerzowe Iron Sting. Izrael przyjął nową doktrynę: utrzymywanie mocy produkcyjnych w czasie pokoju tak, by w razie konfliktu móc je błyskawicznie zwielokrotnić. To racjonalna korekta po dekadach offshoringu.
Warto pamiętać, że izraelska potęga w dziedzinie pojazdów opancerzonych (czołgi Merkava i transportery Namer) zrodziła się właśnie z embarga po wojnach 1967 i 1973 roku. Do 2023 roku produkcja Merkavy spadła jednak do zaledwie 24 sztuk rocznie. Dziś Ministerstwo Obrony przyspiesza produkcję modelu Mk-4 oraz kołowych transporterów Eitan, tworząc nową dywizję pancerną.
Mimo tych postępów, ograniczenia nadal istnieją. Izrael pozostaje zależny od USA w kwestii myśliwców (F-35) oraz od Niemiec w zakresie korwet Sa’ar 6 i okrętów podwodnych klasy Dolphin. Żadne państwo nie produkuje wszystkiego samodzielnie. Izrael zamierza jednak osiągnąć pełną samowystarczalność w zakresie „materiałów eksploatacyjnych” – amunicji, dronów i pojazdów opancerzonych.
Oprócz „stali”, Izrael umacnia przewagę w systemach bezzałogowych i sztucznej inteligencji. Choć drony (Heron, Hermes) spisały się świetnie, wojna ujawniła zagrożenie ze strony rojów dronów i amunicji krążącej przeciwnika. Nowa architektura wojny, oparta na AI i systemach antydronowych, powstaje obecnie w laboratoriach od Hajfy po Beer Szebę.
Jerozolima zintensyfikowała także program kosmiczny. Izrael, jako jeden z zaledwie 13 krajów na świecie zdolnych do samodzielnego wynoszenia satelitów, traktuje to jako „oko na Iran”. Izraelskie systemy wynoszące pełnią również funkcję rakiet balistycznych Jericho, co jest pokazem wszechstronności inżynieryjnej.
Stany Zjednoczone pozostają kluczowym sojusznikiem, ale wojna w Gazie zarysowała pęknięcia w tym sojuszu. Jerozolima zinterpretowała wahania administracji Bidena (np. wstrzymanie dostaw bomb 2000-funtowych) jako formę strategicznego szantażu. Zaufanie zostało zachwiane, a przekonanie, że wsparcie USA może zostać kiedyś zawieszone, stało się fundamentem nowych planów strategicznych.
Równocześnie postawa państw takich jak Kanada, Hiszpania czy Belgia, które uległy politycznej presji i ograniczyły eksport, wysłała jasny sygnał: Izrael nie może już zakładać bezwarunkowej solidarności Zachodu.
Pojawia się nowa doktryna: Twierdza Izrael 2.0. Wersja z lat 40. dotyczyła izolacji geograficznej. Dzisiejsza dotyczy suwerenności łańcuchów dostaw. Jej założenia są brutalnie realistyczne: koniec z wyczerpywaniem się amunicji, koniec z dostosowywaniem taktyki do wymagań zagranicznych stolic i pełna odporność na embarga.
Izrael internalizuje potrzebę samodzielnej walki. Celem nie jest izolacjonizm, lecz strategiczna nadmiarowość. Kiedy nadejdzie kolejna wojna – co w tym regionie jest nieuniknione – Izrael zamierza przystąpić do niej nie jako klient proszący o dostawy, ale jako suwerenne państwo z pełnymi magazynami i bez złudzeń co do łaskawości świata.
Nowa doktryna wojskowa: Twierdza Izrael 2.0
Kategorie: Uncategorized

