
Dlaczego milczymy o Manchesterze?
Szczegóły planu masakry Żydów w Manchesterze ilustrują śmiertelne niebezpieczeństwo związane z próbami delegalizacji „islamofobii”.
Melanie Phillips
Rząd brytyjski, z uporem godnym lepszej sprawy, dąży do sformalizowania pojęcia „islamofobii” i wprowadzenia środków prawnych zakazujących jej przejawów. Ten nonsensowny neologizm, ukuty przed laty przez organizację Bracia Muzułmanie, od początku miał jeden cel: stłumienie wszelkiej merytorycznej krytyki islamu oraz politycznych ambicji świata muzułmańskiego. Dziś, gdy brytyjskie państwo zamierza uczynić z tego narzędzia element kodeksu karnego, wchodzimy w erę, w której prawda staje się towarem zakazanym, a bezpieczeństwo obywateli zostaje poświęcone na ołtarzu ideologicznej poprawności.
W ubiegłym tygodniu brytyjski wymiar sprawiedliwości skazał trzech mężczyzn za planowanie ataku terrorystycznego, który miał doprowadzić do rzezi setek Żydów w Manchesterze. Byłaby to jedna z najkrwawszych zbrodni na brytyjskiej ziemi od dekad. Jednak mimo ogromnej skali tego spisku i jego przerażających implikacji, w mediach głównego nurtu zapanowała grobowa cisza. Ta względna cisza, którą obserwujemy dzisiaj, stałaby się absolutna, gdyby proponowane zakazanie „islamofobii” weszło w życie.
Cenzura jako narzędzie dżihadu
Uprzedzenia wobec jakiejkolwiek grupy społecznej czy religijnej należy potępiać – co do tego nie ma sporu. Jednak termin „islamofobia” nie służy ochronie ludzi, lecz ochronie ideologii. Od lat jest używany jako oszczerstwo niszczące reputację, mające na celu wykluczenie z debaty każdego, kto odważy się wskazać na radykalne elementy wewnątrz społeczności muzułmańskiej.
Sformalizowanie tego pojęcia jako formy „zakazanej wypowiedzi” oznaczałoby de facto wprowadzenie cenzury na informacje dotyczące dżihadu politycznego. Mówimy tu o skoordynowanej próbie podboju Zachodu nie tylko za pomocą terroryzmu, ale także poprzez wykorzystanie mechanizmów demokratycznych, demografii i inżynierii kulturowej. Co więcej, taka ustawa skutecznie uniemożliwiłaby debatę na temat nienawiści do Żydów, która – co trzeba powiedzieć głośno – jest stałym i niezmiennym elementem radykalnej teologii islamskiej.
W lutym ubiegłego roku rząd Partii Pracy powołał specjalną grupę roboczą do spraw „nienawiści do muzułmanów”. Jak zauważyła organizacja Free Speech Union (FSU), grupa ta, działając w cieniu, prawdopodobnie wypracowała już definicję, która ma zostać narzucona społeczeństwu. Przecieki sugerują, że próbuje się jedynie „przepudrować” termin, zamieniając go na „wrogość wobec muzułmanów”, aby uniknąć skojarzeń z cenzurą. Jednak mechanizm pozostaje ten sam: każda analiza islamskiego ekstremizmu zostanie uznana za akt nienawiści.
Sfałszowane dochodzenie i uprzywilejowanie ideologii
Dyrektor ds. polityki FSU, David Rose, wykazał w swoim raporcie pt. „Wrogość wobec wolności słowa”, że rządowe dochodzenie było farsa od samego początku. Członkowie grupy roboczej, zamiast reprezentować „szeroki wachlarz perspektyw”, byli ludźmi o silnych powiązaniach z organizacjami takimi jak Muslim Council of Britain (MCB) czy MEND – ugrupowaniami, które od lat forsują narrację o rzekomym systemowym prześladowaniu muzułmanów na Wyspach.
Fiyaz Mughal, rzadki głos rozsądku wśród działaczy muzułmańskich, ostrzegał, że to politycznie motywowany fakt dokonany. Utworzenie tej grupy dało radykalnym środowiskom możliwość pisania brytyjskiego prawa „tylnymi drzwiami”. Celem jest nadanie muzułmanom statusu narodu, co jest absurdem logicznym – islam to religia, nie grupa etniczna. Taki zabieg ma jednak zapewnić ideologii islamskiej bezkarność, jakiej nie cieszy się w Wielkiej Brytanii żadna inna doktryna.
Manchester: Kto naprawdę żyje w strachu?
Forsowana przez rząd narracja sugeruje, że to muzułmanie są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Fakty z Manchesteru mówią coś drastycznie innego. Sir Stephen Watson, komendant policji, ujął to w sposób wstrząsający: żydowskie dzieci są jedynymi w Wielkiej Brytanii, które muszą uczyć się w twierdzach, chronione przez uzbrojone patrole. To społeczność żydowska żyje w warunkach permanentnego oblężenia i strachu.
Spisek Walida Saadaouiego i Amara Husseina był dowodem na to, że ta nienawiść nie zna granic. Inspirowani przez Państwo Islamskie, planowali uderzyć podczas demonstracji przeciwko antysemityzmowi. Zamierzali użyć karabinów AK-47 i pistoletów, aby zabić setki osób. Ich nienawiść była czysta i teologiczna. Saadaoui marzył o „odcinaniu głów Żydom i wycieraniu nimi podłogi”. Ich motywacją nie była „wolna Palestyna” ani sprzeciw wobec polityki Izraela. Ich motywacją było pragnienie eksterminacji Żydów, zakorzenione w najbardziej radykalnych interpretacjach tekstów religijnych.
W procesie ujawniono piosenkę ISIS, którą terroryści się inspirowali. Tekst był jednoznaczny: „Muzułmanie walczą z Żydami, ponieważ nie wierzą oni w Boga Wszechmogącego. Walka z Żydami jest walką religijną. Nie toczy się ona o ziemię, glebę czy granice”. To jest sedno problemu, o którym media głównego nurtu boją się pisać.
Medialna kapitulacja i śmierć prawdy
Dlaczego media milczą o charakterze spisku w Manchesterze? Dlaczego pominęły fakt, że była to największa operacja antyterrorystyczna w historii regionu? Odpowiedź jest bolesna: uznanie, że istnieje specyficznie islamska nienawiść do Żydów, zburzyłoby wygodną narrację, według której winny jest zawsze „konflikt terytorialny”. Media wolą rozpowszechniać kłamstwa o Izraelu, niż spojrzeć w oczy prawdzie o tym, co dzieje się na ulicach Manchesteru czy Londynu.
Uznanie, że muzułmanie mogą mordować Żydów po prostu dlatego, że są oni Żydami, koliduje z lewicowo-liberalną agendą. Wolą oni wierzyć, że nienawiść jest reakcją na Izrael, a nie autonomicznym systemem wierzeń. Ta ślepota jest samobójcza. Dla islamistów zniszczenie Żydów jest tylko pierwszym etapem. Następnym jest podbój całego Zachodu.
Jeśli rząd brytyjski doprowadzi do delegalizacji krytyki islamu pod płaszczykiem walki z „islamofobią”, ta istotna prawda o zagrożeniu dla naszej cywilizacji zostanie ostatecznie pogrzebana. Niszczenie życia jednostek to tragedia, ale niszczenie umysłów całego narodu poprzez zakaz nazywania zła po imieniu to wyrok śmierci dla całego społeczeństwa. Wielka Brytania choruje na samobójczą nienawiść do samej siebie, a sprawa z Manchesteru jest tylko jednym z ostatnich ostrzeżeń.
Spisek przeciwko brytyjskiej świadomości
Kategorie: Uncategorized

