Uncategorized

Walczcie! Walczcie! Walczcie!

Melanie Phillips

Nie dajmy się wtłoczyć w rolę ofiary. Musimy walczyć – zacieklej i skuteczniej.

W świecie żydowskim toczy się obecnie ożywiona debata nad tym, czy Żydzi powinni wciąż definiować swoją tożsamość poprzez status ofiary.

Na łamach Jewish Journal rabin Amitai Fraiman stwierdził, że żydowska martyrologia stała się paradygmatem przestarzałym. Żydzi nie są już postrzegani jako grupa wrażliwa i zepchnięta na margines. Od czasu symbolicznego zwycięstwa Izraela w wojnie sześciodniowej w 1967 roku kojarzy się ich z siłą, potęgą i sprawczością.

Fraiman argumentuje, że choć zbrodnie Hamasu z 7 października 2023 roku przyniosły śmierć niewinnych ludzi, spotkały się one z „zaciekłą reakcją żydowskiej armii”. Dlatego też opowiadanie tej historii wyłącznie jako losu bezbronnych ofiar jest w jego ocenie „porażką koncepcyjną”.

Z kolei Bret Stephens, felietonista „New York Timesa”, w niedawnym przemówieniu w nowojorskim 92nd Street Y przekonywał, że antysemityzm to nie tylko uprzedzenie, ale neuroza, której nigdy nie uda się wyeliminować. Zasugerował więc, by Żydzi przestali się nim zajmować i zaczęli go ignorować. Jego zdaniem miliony dolarów wydane przez liderów społeczności na walkę z nienawiścią zostały w dużej mierze zmarnowane – fundusze te powinny raczej służyć wzmacnianiu żydowskiej edukacji, kultury i poczucia tożsamości.

Zarówno Fraiman, jak i Stephens doszli do wniosku, że Żydzi nie powinni oczekiwać od świata współczucia. Błędem jest wiara, że przypominanie o żydowskich cierpieniach obudzi w innych moralną jasność. Żydowskie cnoty i sukcesy również nie poruszą serc; ciągłe starania o to, by udowodnić, że zasługujemy na miłość świata, są wysiłkiem daremnym.

Poczucie bycia ofiarą bez wątpienia ukształtowało tożsamość Żydów w diasporze. W Ameryce, gdzie życie synagogalne i religijne jest mniej intensywne niż w Wielkiej Brytanii, Holokaust stał się centralnym punktem odniesienia, co widać w ogromnej liczbie pomników, muzeów i programów edukacyjnych.

Od odrodzenia państwa w 1948 roku Żydzi odruchowo przedstawiają Izrael jako stały cel ataków świata arabskiego i muzułmańskiego. Wskazują również na antysemityzm toczący sam Zachód – zjawisko tak stare, jak obecność Żydów w tym kręgu kulturowym.

Jednak żaden z tych niepodważalnych faktów nie powstrzymał obecnej fali bigoterii. Żydzi w diasporze są znieważani, nękani i atakowani za to, kim są – bez względu na to, czy nienawiść ta maskuje się pod hasłami antysyjonizmu, czy karmi się paranoicznymi mitami o żydowskich spiskach.

W Wielkiej Brytanii, Australii czy Kanadzie Żydów oskarża się o „zabijanie dzieci”. „Antyrasistowskie” bojówki krążą po brytyjskich domach, spisując nazwiska osób odmawiających poparcia bojkotu Izraela, by tworzyć dzielnice „wolne od syjonistów”. Świadek nienawiści widzi na zachodnich ulicach tłumy wzywające do śmierci Żydów. Po krótkich okresach „rytualnego oburzenia” – jak po zastrzeleniu Żydów na plaży w Sydney czy ataku w synagodze w Manchesterze – rządy nie podejmują żadnych realnych kroków, by powstrzymać tę nagonkę.

Nienawiść tę napędza demonizacja Izraela oparta na kłamstwach, które stały się nowym dogmatem. Siłą sprawczą są tu islamiści, prowadzący globalną, świetnie opłacaną wojnę psychologiczną. Jednak akceptacja tych kłamstw wynika z głębszej patologii Zachodu. Było to widoczne po 7 października, gdy powszechnie odmawiano uznania sadystycznego charakteru mordów i gwałtów na Izraelczykach. Powód jest prosty: dowody na cierpienie Żydów z rąk Palestyńczyków burzą narrację lewicowych liberałów, w której Izrael jest zawsze „kolonialnym ciemiężcą”, a Palestyńczycy wyłącznie „ofiarami”.

Istnieje jednak bariera jeszcze trudniejsza do przebicia: powszechna niechęć do tego, by Żydzi w ogóle mogli aspirować do statusu pokrzywdzonych. W świecie „intersekcjonalności” Żydów postrzega się jako oprawców ze względu na ich sukcesy zawodowe i pozycję społeczną. Absurdalnie oskarża się ich nawet o to, że przez pamięć o Holokauście „zawłaszczyli całą pulę światowego współczucia”.

To budzi lęk i zazdrość. Ponieważ wielu nie potrafi zrozumieć źródeł żydowskich osiągnięć, przypisuje im „ukryte, demoniczne moce”. Siła militarna Izraela tylko utwierdza ich w tym paranoicznym przekonaniu. Krótko mówiąc: Żydzi budzą strach. A ci, którzy budzą strach, w oczach świata nie mogą być ofiarami.

To kulturowe szaleństwo. Jak na nie zareagować?

Głupotą jest wierzyć, że świat kiedykolwiek szczerze współczuł Żydom. Nie jest to jednak powód do milczenia. Mamy obowiązek bronić prawdy przed kłamstwem. Szaleństwem byłoby nieprotestowanie przeciwko nagonce, która czyni z nas łatwy cel dla fanatyków.

Musimy piętnować moralne bankructwo polegające na zamianie ról ofiary i oprawcy. Wiele osób na Zachodzie ulega tej manipulacji tylko dlatego, że Żydzi zbyt rzadko biją na alarm. Musimy też chronić własną młodzież przed wiarą w te kłamstwa, które niszczą ich tożsamość.

Z antysemityzmem trzeba walczyć – ale lepiej i skuteczniej. Diaspora zbyt długo trwała w defensywie, w przekonaniu, że żyje w swoich krajach tylko dzięki łasce gospodarzy, której nie wolno drażnić. W efekcie daliśmy się wciągnąć w spory na warunkach naszych wrogów, próbując racjonalnie odpowiadać na zarzuty, które są czystym absurdem.

W mojej nowej książce Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege tłumaczę: musimy przejść do ofensywy. Historia uczy, że nasi przodkowie zwyciężali tylko wtedy, gdy walczyli z jasną świadomością, że wahanie oznacza zagładę. Dziś Izrael walczy na froncie militarnym. Żydzi w diasporze muszą podjąć tę walkę na froncie ideologicznym – z tą samą odwagą i nieustępliwością.


Walczcie! Walczcie! Walczcie!

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.