Uncategorized

Dlaczego Bret Stephens się myli: Walka z nienawiścią do Żydów musi być zdecydowana i przemyślana


Autor: Melanie Phillips

Jak świat żydowski powinien zareagować na koszmarne ataki, których Państwo doświadczają? To, co dzieje się obecnie, nie ma precedensu. Nie mamy do czynienia jedynie z antysemityzmem wymykającym się spod kontroli na Zachodzie.

Dziś to antysyjonizm służy za obsceniczny pryzmat moralny, przez który postrzega się społeczeństwo. Przekształca on kłamstwa w prawdę, przedstawia ofiary jako oprawców i szkaluje obronną wojnę Izraela przeciwko ludobójczej eksterminacji, nazywając ją – w ramach perwersyjnej inwersji – samym ludobójstwem.

Podejmowane są próby wymazania żydowskiego dziedzictwa w ich własnej ojczyźnie, wymazania prześladowań Żydów w państwie Izrael, a nawet wymazania samej próby unicestwienia narodu żydowskiego podczas Holokaustu. Antysyjonizm stał się narzędziem służącym do wymazania samego rozumu.

Zjawisko to płynie głównie z lewicy, ale obecne jest także na prawicy. Widzimy je u pielęgniarek noszących przypinki z napisem „Palestyna” i u lidera skautów występującego w kefii na spotkaniu z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym. Widzimy je w Encyklopedii Britannica, która na swoich mapach zastąpiła nazwę Izrael nazwą Palestyna. Płynie ono od bojówkarzy nękających gości izraelskich restauracji, zastraszających żydowskich pasażerów w metrze i autobusach czy uniemożliwiających żydowskiemu posłowi wizytę w szkole w jego własnym okręgu wyborczym. Krótko mówiąc: mamy do czynienia ze zbiorowym szaleństwem.

W wykładzie wygłoszonym w zeszłym tygodniu w nowojorskim centrum 92nd Street Y, dziennikarz Bret Stephens zastanawiał się, jak na to wszystko zareagować. Choć przedstawił wiele błyskotliwych uwag, w kluczowej kwestii głęboko się mylił.

Słusznie zauważył, że antysemityzmu nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować, a ciągłe zabieganie o miłość świata jest wysiłkiem płonnym. Jednak jego konkluzja: „Musimy przestać czuć się zranieni, urażeni czy oburzeni. Musimy przestać się tym przejmować”, jest kapitulancka. Stephens zalecił Żydom ignorowanie antysemityzmu, wychodząc z założenia, że i tak nic nie można z nim zrobić.

To myślenie błędne z kilku powodów. Po pierwsze, Żydzi mają obowiązek zabierać głos – nigdy nie wolno nam przejść do porządku dziennego nad tak potwornymi nadużyciami.

Po drugie, choć zdeklarowani antysemici mogą być głusi na argumenty, istnieje ogromna rzesza ludzi, którzy zwrócili się przeciwko nam, a których opinia wciąż może ulec zmianie. Definiowanie tego problemu wyłącznie w kategoriach antysemityzmu mija się z celem. Kluczowym zagadnieniem jest bowiem antysyjonizm.

Społeczeństwo jest bombardowane rzekomo wiarygodnymi doniesieniami o „przerażających” działaniach Izraela. To obsesyjne kłamstwa, brutalne przeinaczenia i oszczerstwa, które malują obraz Izraela jako najbardziej złowrogiego reżimu na świecie tylko dlatego, że istnieje on jako państwo żydowskie. To z kolei prowadzi do demonizacji wszystkich, którzy popierają prawo Izraela do bytu – czyli większości Żydów.

Przekonanie, że Żydzi jako zbiorowość dopuszczają się strasznych rzeczy, jest podsycane narracją o rzekomych zbrodniach Izraela. Antysyjonizm – absurdalnie twierdzący, że Żydzi są opresyjnymi kolonizatorami w swojej własnej ojczyźnie – ponosi główną odpowiedzialność za obecną falę nienawiści i jako taki jest czystym złem.

Stephens ma rację w jednym: żydowskie przywództwo zawiodło – zarówno w Ameryce, jak i w Wielkiej Brytanii. Porażka ta nie wynika jednak z beznadziejności oporu, lecz z przyjęcia całkowicie błędnej strategii.

Dotychczas skupiano się na piętnowaniu zła antysemityzmu i promowaniu edukacji o Holokauście. Tymczasem znaczna część Zachodu reaguje na te tematy narastającą niechęcią. Wynika to z faktu, że w oczach współczesnego świata Żydzi nie pasują do profilu ofiar. Postrzega się ich jako grupę odnoszącą sukcesy, a „żydowską potęgę” jako dominującą siłę w społeczeństwie. W efekcie wielu zakłada, że Żydzi powołują się na status ofiary wyłącznie po to, by tuszować domniemane zbrodnie Izraela.

Stephens twierdzi, że rozwiązaniem jest ignorowanie bigoterii i skupienie się na budowaniu żydowskiej tożsamości. Owszem, jest to kluczowe, ale samo zwrócenie się „do wewnątrz” i tworzenie kwitnących społeczności nie powstrzyma egzystencjalnego zagrożenia. Przed Holokaustem polscy Żydzi tworzyli prężną społeczność o ogromnym dorobku kulturowym i intelektualnym. Nie zapobiegło to jednak ich niemal całkowitej zagładzie.

Żydzi muszą budować swoją siłę w konkretnym celu: by żyć zgodnie z własnymi zasadami i walczyć o prawdę, sprawiedliwość oraz prawo do istnienia. Jak wyjaśniam w mojej nadchodzącej książce, musimy z dumą podkreślać naszą tożsamość narodową (commonality), by walczyć z nienawiścią skuteczniej i mądrzej.

Powinni Państwo być dumnymi syjonistami. Należy głośno i wyraźnie mówić, że Żydzi są rdzenną ludnością ziemi Izraela, że to Arabowie są kolonizatorami, a syjonizm – ruch na rzecz samostanowienia narodu żydowskiego w ziemi przodków – jest w istocie ostatecznym ruchem antykolonialnym.

Musimy głosić, że syjonizm jest nieodłączną częścią judaizmu. Zatem antysyjonizm to nie tylko atak na Izrael, ale próba zniszczenia judaizmu jako takiego. Żydzi mają moralny obowiązek walczyć o swoje przetrwanie. Musimy przestać grać defensywnie. Czas przejść do ofensywy i po raz pierwszy naprawdę stawić czoła wrogowi.

Bret Stephens to wpływowy amerykański dziennikarz i publicysta o poglądach konserwatywnych, który w swojej karierze skupia się na polityce zagranicznej oraz kwestiach związanych z Izraelem.

  • Kariera dziennikarska: Obecnie jest felietonistą „The New York Times” (od 2017 roku). Wcześniej przez wiele lat pracował w „The Wall Street Journal”, gdzie w 2013 roku otrzymał prestiżową Nagrodę Pulitzera w kategorii komentarz.
  • Związki z Izraelem: W latach 2002–2004 pełnił funkcję redaktora naczelnego „The Jerusalem Post”. Jest znany jako zdecydowany obrońca Izraela i syjonizmu, choć często prezentuje stanowisko krytyczne wobec konkretnych polityków (np. Donalda Trumpa).
  • Inne funkcje: Jest redaktorem naczelnym czasopisma „Sapir”, poświęconego sprawom żydowskim.
  • Pochodzenie i edukacja: Urodził się w Nowym Jorku, dorastał w Meksyku. Studiował na University of Chicago oraz w London School of Economics.

W kontekście tekstu Melanie Phillips, Stephens reprezentuje podejście sugerujące, że walka z antysemityzmem poprzez próby przypodobania się światu jest bezcelowa, a społeczność powinna skupić się na budowaniu wewnętrznej siły i tożsamości, co Phillips uznaje za zbyt pasywną strategię.

Dlaczego Bret Stephens się myli: Walka z nienawiścią do Żydów musi być zdecydowana i przemyślana


Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Opinia o Zydach jest niezalezna od ”wszczynania awantury o kazdy drobiazg”. Tacy czolobitnicy jak Jan Hartman czy K.Gerbert przyznali sie do tego odwiecznego faktu, chociazby tu na blogu.
    I nie chodzi o ” awanture” tylko o ” don’t get angry, get even”, mimo ze to czasami niemozliwe.
    Ja tu od lat pisalem o glupocie Izraela dawania Polsce licencji na produkcje izraelskiej broni, ale oczywiscie medrcy izraelcy wiedza lepiej.
    I o glupocie blogowicowow jezdzenia do Polski, zeby byc tam ” Zydkiem z pieniazkiem”

  2. Z drugiej strony ostre reagowanie na każdy drobiazg skutkuje pozyskaniem opinii, że jest się agresywnym, tylko czekającym na pretekst do wszczęcia awantury. Można, tylko nie warto. Dlatego warto najpierw pomyśleć, czy dane słowa wynikają z nienawiści, czy z niewiedzy.
    Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.