
18 lutego 2026 r. ukazało się oświadczenie „nieocenionej” Franceski Albanese, Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. sytuacji praw człowieka w „terytoriach palestyńskich okupowanych od 1967 r.”. Ostro potępia ono najnowsze decyzje rządu izraelskiego dotyczące ułatwienia rejestracji ziemi i rezygnacji z jordańskiego prawa w Judei i Samarii.
Albanese oskarża Izrael o „świadome, stopniowe kroki w kierunku trwałej aneksji”, „agresję” wbrew prawu międzynarodowemu oraz utrwalanie „nielegalnej okupacji”. Wzywa państwa do zerwania dyplomatycznych, ekonomicznych i wojskowych więzi z państwem żydowskim.
W przypadku Albanese nic nowego. Jedynie warto zauważyć, że oświadczenie wydano na kilka dni przed planowaną sesją Rady Praw Człowieka ONZ, na której ma stanąć wniosek o jej odwołanie z funkcji. Nie zajmowałabym się tą osobą, ale przy tej okazji warto przypomnieć kilka faktów, które kompletnie znikają w przestrzeni medialnej.
Istnieje coś takiego jak stały punkt obrad Rady Praw Człowieka ONZ – Punkt 7 agendy.
„Sytuacja praw człowieka w Palestynie i innych okupowanych terytoriach arabskich” – sama nazwa jest kuriozalna i celowo myląca.
Po pierwsze: jaka „Palestyna”?
W 2007 r. (i nadal w 2026 r.) nie istnieje suwerenne państwo palestyńskie z określonymi granicami, rządem i zdolnością do prowadzenia stosunków międzynarodowych w sensie art. 4 Karty ONZ. Użycie słowa „Palestyna” jako nazwy terytorium, na którym rzekomo dochodzi do masowych naruszeń, sugeruje przeciętnemu obserwatorowi, że Izrael okupuje już istniejące, niepodległe państwo palestyńskie. To dokładnie ta sama narracja, którą od lat promują Hamas, Hezbollah i Bractwo Muzułmańskie – Izrael jako „okupant obcego państwa”, a nie państwo broniące swojego prawa do bezpieczeństwa na spornych terytoriach wywodzących się z Mandatu Palestyny.
Po drugie: „i innych okupowanych terytoriach arabskich” – jakie inne?
W praktyce chodzi wyłącznie o Wzgórza Golan (okupowany syryjski Golan). Liczba mnoga i dodanie „arabskich” ma stworzyć wrażenie, że Izrael zajmuje „wiele” ziem należących do świata arabskiego – co jest klasycznym zabiegiem propagandowym, mającym wywołać poczucie masowej, imperialistycznej agresji.
Cała nazwa Punktu 7 nie opisuje rzeczywistości – ona ją kreuje. Od pierwszego słowa narzuca narrację, że istnieje „Palestyna” jako państwo-ofiara i że Izrael jest agresorem okupującym „arabskie terytoria”. Dla przeciętnego odbiorcy mediów, który nie zagłębia się w Mandat Palestyny, Art. 80 Karty ONZ czy oryginalny tekst Rezolucji 242, to wystarczy, by utrwalić obraz „okupanta” i „ofiary” – dokładnie taki, jakiego chcą Hamas, Hezbollah i ich sojusznicy.
W 2007 r. Rada Praw Człowieka ONZ, powstała rok wcześniej jako następczyni skompromitowanej Komisji Praw Człowieka, miała zacząć działalność na nowych zasadach. Obiecano „czystą kartę” – agendę wolną od selektywnego piętnowania konkretnych państw i podwójnych standardów.
Mimo tych deklaracji, w rezolucji 5/1 z 18 czerwca 2007 r. wpisano Punkt 7 jako jedyny stały, obowiązkowy element porządku obrad, przewidziany wyłącznie dla jednego państwa – Izraela. Obejmuje on coroczne (a właściwie trzykrotne w roku) debaty skupione na rzekomych naruszeniach dokonywanych przez Izrael – bez wzmianki o kontekście historycznym czy działaniach innych stron.
Wprowadzenie tego punktu nastąpiło pod silnym naciskiem bloku arabsko-muzułmańskiego, reprezentowanego przez Organizację Współpracy Islamskiej (OIC – 57 państw), które zagroziły zablokowaniem całego pakietu reform instytucjonalnych, jeśli nie zachowa się mechanizmu antyizraelskiego z poprzedniej komisji. Od 2007 r. Punkt 7 wygenerował ponad 100 rezolucji potępiających wyłącznie Izrael – więcej niż wszystkie inne rezolucje krajowe w historii Rady razem wzięte – bez analogicznych punktów dla Chin, Iranu, Syrii czy Korei Północnej.
Ta chorobliwa wybiórczość podważa wiarygodność Rady Praw Człowieka, czyniąc ją narzędziem walki politycznej i prawnej, a nie organem zajmującym się naruszeniami praw człowieka. Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon już następnego dnia po przyjęciu rezolucji (20 czerwca 2007 r.) publicznie wyraził rozczarowanie tą decyzją, podkreślając, że wyróżnianie Izraela jako jedynego konkretnego punktu jest nieproporcjonalne wobec skali naruszeń praw człowieka na świecie.
Termin „okupowane terytoria palestyńskie”, na którym opiera się cały mandat Albanese i Punkt 7, nie jest neutralnym opisem stanu prawnego, lecz polityczną konstrukcją. Pojawił się w latach 70. XX wieku, głównie w rezolucjach Zgromadzenia Ogólnego ONZ – czyli w dokumentach o statusie rekomendacji, a nie wiążącego prawa. Pierwsze użycia datują się na okres po wojnie sześciodniowej 1967 r., ale termin zyskał na popularności w rezolucjach takich jak 34/65 B z 1979 r., promowany przez blok arabski i Ligę Arabską w ramach kampanii antyizraelskiej. W latach 80. stał się standardem w dokumentach ONZ-owskich, gdzie służył do narracji o „Nakbie” i „okupacji” od 1948 r., ignorując fakty historyczne.
Sama funkcja Albanese jest zatem skażona prawnie od samego początku i pełni rolę czysto propagandową: zakłada z góry istnienie „okupacji palestyńskich terytoriów od 1967 r.” jako faktu. To stronniczość, pomijająca ciągłość Mandatu Palestyny Ligi Narodów z 1922–1948 r., przeznaczonego jako „żydowski dom narodowy” (art. 2, 4 i 6 Mandatu, promujące osiedlanie Żydów na całym terytorium). Lekceważy Artykuł 80 Karty Narodów Zjednoczonych, który chroni prawa nabyte z systemu mandatowego nawet po jego formalnym zakończeniu, zasadę uti possidetis juris (granice Izraela z 1948 r. opierają się na granicach Mandatu) oraz oryginalny tekst Rezolucji 242 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 22 listopada 1967 r., mówiący o wycofaniu „z terytoriów zajętych w ostatnim konflikcie” – celowo bez „the” czy „all”, co pozostawia elastyczność na negocjacje bezpiecznych granic w zamian za pokój.
Nawet w najwęższej, najbardziej restrykcyjnej interpretacji prawa międzynarodowego te tereny są co najwyżej sporne, a nie okupowane w klasycznym sensie (czyli okupacja cudzego suwerennego terytorium). Taka konstrukcja mandatu Albanese czyni go narzędziem delegitymizacji Izraela, a nie obiektywnego monitoringu praw człowieka.
Działania Albanese, mianowanej w kwietniu 2022 r. (z przedłużeniem w kwietniu 2025 r. na kolejne trzy lata do 2028 r.), idealnie wpisują się w tę wojnę prawną (lawfare) z Izraelem. Pod pozorem raportów ONZ-owskich produkuje materiały oskarżające państwo żydowskie o najcięższe zbrodnie, bez uwzględnienia kontekstu historycznego czy prawnego.
Jej raporty – jak „Anatomia ludobójstwa” z marca 2024 r., oskarżający Izrael o „ludobójstwo” w Gazie po ataku Hamasu 7 października 2023 r. (ignorując użycie cywilów jako żywych tarcz), czy „Od gospodarki okupacji do gospodarki ludobójstwa” z 2025 r., wzywający do demontażu „struktur władzy” Izraela i oskarżający korporacje o czerpanie zysków z rzekomego „ludobójstwa” – służą nie faktom, lecz politycznej agitacji.
Skutki tej działalności są dalekosiężne: wpływają na media (PBS przedstawia ją jako „wybitną przedstawicielkę” badającą „naruszenia praw człowieka”), organizacje pozarządowe (Amnesty broni ją przed krytyką, traktując oskarżenia o antysemityzm jako „kampanię oszczerstw”) oraz polityków i rządy, gdzie jej narracja przyjmowana jest bezkrytycznie jako niemal prawny fakt, wzmacniając antyizraelski uprzedzenie.
Przykładem tej schizofrenii jest postawa Francji: minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot w lutym 2026 r. wezwał do rezygnacji Albanese za „oburzające i godne potępienia wypowiedzi” (antysemickie komentarze, w tym o Izraelu jako „wspólnym wrogu ludzkości”), uznając jej słowa za skandaliczne i podważające walkę z antysemityzmem, która leży u podstaw ONZ. Jednocześnie Francja, wraz z 84 innymi państwami (w sumie 85), podpisała oświadczenie z 18 lutego 2026 r. potępiające „nielegalne działania Izraela” w Judei i Samarii, nazywając je „faktyczną aneksją” i wzywając do wstrzymania osiedli – co pokazuje, jak rządy zachodnie ulegają presji geopolitycznej i dominującej narracji ONZ-owskiej.
Jak najkrócej tłumacząc legalność działań Izraela w kontekście decyzji z 8 lutego 2026 r.: dotyczą one administracji spornymi terytoriami wywodzącymi się z Mandatu Palestyny, gdzie przed 1967 r. nie istniała żadna suwerenność palestyńska. Jordania dokonała nielegalnej aneksji w 1948 r. w wyniku agresji wojennej (uznanej tylko przez nielicznych), a Izrael odzyskał kontrolę w ramach samoobrony podczas wojny sześciodniowej (art. 51 Karty ONZ). Porozumienia z Oslo (1993–1995) to umowy tymczasowe, nie tworzące suwerenności, a Strefa C pozostaje pod pełną cywilną i bezpieczeństwa kontrolą Izraela, bez zakazu budowy osiedli czy rejestracji ziemi. Rezygnacja z jordańskiego prawa z 1960 r. (zakazującego sprzedaży ziemi Żydom) i ujawnienie rejestrów to korekta historycznych anomalii, ułatwiająca transparentne zarządzanie i rozwój, zgodne z prawami chronionymi przez Artykuł 80 Karty ONZ oraz elastycznością Rezolucji 242.
A dzisiejsze oświadczenie Albanese?
Jak zwykle czysto propagandowe, antyizraelskie, oparte na fałszywych założeniach i hiperbolach, które ignorują fakty prawne i historyczny kontekst. Oskarżając Izrael o „aneksję”, „agresję” i „czystki etniczne”, Albanese nie analizuje – agituje. Wzywa do izolacji państwa żydowskiego, podważając jego prawo do samoobrony i administrowania spornymi terytoriami.
To nie raport, tylko kolejny element wojny prawnej, który po raz kolejny obnaża zepsucie ONZ, czynnie uczestniczącej w kampanii oczerniania i delegitymizacji Izraela.
Co bardzo charakterystyczne, że ONZ odcina się od Albanese klasycznym zastrzeżeniem: „Specjalni Sprawozdawcy są niezależni, nie są pracownikami ONZ, ich opinie to ich prywatne poglądy i nie reprezentują stanowiska ONZ ani OHCHR”. Brzmi ładnie – tyle że to ta sama ONZ mianuje ich, daje im trybunę, publikuje raporty jako oficjalne dokumenty i pozwala im występować jako „ekspertom ONZ”. To cyniczne mycie rąk: promują narrację, a potem udają, że nie mają z nią nic wspólnego.
A dla przeciętnego odbiorcy mediów? Kolejny – rzekomy – dowód na bezeceństwa Izraela. Bo kto w ogóle zajmuje się faktami, tym bardziej sprzed 20 lat?
Jeśli uważnie analizować język i działania Rady oraz Albanese w odniesieniu do Izraela, nasuwa się tylko jedno pytanie: qui bono? Odpowiedź znacie.
Kategorie: Uncategorized

