Uncategorized

Charles de Gaulle kontra David Ben Gurion.

Beata Lewkowicz

W historii bywają momenty, w których coś się przesuwa, choć na pierwszy rzut oka nic jeszcze nie ulega zmianie. Dzieje się tak nie dlatego, że jedno konkretne wydarzenie wywołało wielki przełom, lecz dlatego, że zmiana dokonała się już wcześniej – gdzieś głębiej – a owo wydarzenie jest jedynie jej pierwszym widocznym sygnałem. Nie jest to kamyk uruchamiający lawinę, bo ta już się osuwa; to raczej pierwszy kamień widoczny na jej czele, gdy staje się jasne, że ruchu nie da się już zatrzymać. Zazwyczaj dopiero po latach rozumiemy, że to właśnie był ten decydujący moment.

27 listopada 1967 roku, kilka miesięcy po wojnie sześciodniowej, Charles de Gaulle na słynnej konferencji prasowej ogłosił zwrot francuskiej polityki w stronę świata arabskiego, potwierdzając jednocześnie embargo na sprzedaż broni do Izraela. Opisał Żydów jako „naród elitarny, pewny siebie i dominujący” (peuple d’élite, sûr de lui-même et dominateur) oraz przedstawił Izrael jako „państwo wojownicze, zdecydowane się rozszerzać”. Słowa te odebrano jako mieszankę antysyjonizmu i klasycznych tropów antysemickich; wywołały burzę we Francji, Izraelu i na całym świecie. Było to tym boleśniejsze, że przez lata de Gaulle uchodził za polityka proizraelskiego – to za jego rządów Francja dostarczała Izraelowi samoloty i czołgi oraz współpracowała przy projekcie atomowym.

Dlaczego de Gaulle „porzucił” Izrael?

Francja znajdowała się wówczas w fazie ekspiacji za udział rządu Vichy w Holokauście. Ludzie kultury masowo wspierali Izrael, a skala społecznej solidarności była zaskakująco duża. W Paryżu odbywały się wielotysięczne demonstracje. Na pro-izraelski koncert Johnny’ego Hallydaya – ówczesnej ikony popkultury, będącej kimś pomiędzy Elvisem a Taylor Swift – przyszło około 50 000 osób. Komitet Solidarności z Izraelem zbierał podpisy takich sław jak Serge Gainsbourg, Juliette Gréco, Yves Montand czy Simone Signoret, a osobny list poparcia ogłosili Jean-Paul Sartre i Simone de Beauvoir. Socjolog Maurice Duverger zauważał nawet, że ten entuzjazm stawia partię komunistyczną w kłopotliwej sytuacji wobec jej własnych wyborców.

Dlaczego więc de Gaulle nie tylko odciął się od sojusznika, ale zrobił to, używając języka podszytego antysemityzmem? Najprostsza odpowiedź brzmi: był to gwałtowny zwrot podyktowany interesem ekonomicznym i chęcią otwarcia na państwa arabskie.

Polityka zamiast idei

W rzeczywistości sojusz z lat 50. nie wynikał z wyrzutów sumienia, lecz z kwestii Algierii. Francja toczyła brutalną wojnę z ruchem niepodległościowym FLN, który był wspierany przez Egipt Nasera. To czyniło z Izraela naturalnego partnera Francji w kontrze do Kairu. Sojusz był więc elementem wojny kolonialnej, a nie trwałej filozofii politycznej.

Wszystko zmieniło się po 1962 roku, gdy Francja straciła Algierię i przestała być imperium kolonialnym. De Gaulle chciał odbudować wpływy na Bliskim Wschodzie i uczynić z Francji mocarstwo niezależne od USA i ZSRR. Nie mógł tego osiągnąć, będąc postrzeganym jako stronnik Izraela.

Lata 60. to również czas, w którym Europa Zachodnia zaczęła uzależniać się od bliskowschodniej ropy. De Gaulle rozumiał, że przyszła siła polityczna będzie zależała od dostępu do energii, a nie od posiadania kolonii. Embargo na broń było wyraźną ofertą polityczną skierowaną do Arabów. Prezydent chciał jednak, by świat arabski uwierzył w autentyczność tej zmiany – stąd agresywny komunikat dyplomatyczny wycelowany w „charakter” narodu żydowskiego, który miał dotrzeć do Kairu, Damaszku i Rijadu.

Odpowiedź Ben Guriona

W odpowiedzi na te słowa David Ben Gurion wysłał do de Gaulle’a list, który nie był tradycyjną notą dyplomatyczną, lecz próbą wyłożenia historii narodu żydowskiego. Ben Gurion zrozumiał, że de Gaulle przestał oceniać decyzje polityczne Izraela, a zaczął przypisywać negatywne cechy samym Żydom.

W swoim liście Ben Gurion:

  • Podkreślił wyjątkowość doświadczenia żydowskiego: Przypomniał o dwutysiącletnim rozproszeniu i zachowaniu tożsamości mimo prześladowań.
  • Wykazał ciągłość historyczną: Zaznaczył, że powrót do Palestyny i budowa kibuców zaczęły się na długo przed Zagładą, a odrzucenie propozycji osiedlenia się w Ugandzie dowodziło, że celem była konkretna, historyczna ojczyzna.
  • Odniósł się do relacji z Arabami: Przypomniał, że Izrael przyjął plan podziału ONZ z 1947 roku, który państwa arabskie odrzuciły, wybierając wojnę.
  • Odpierał zarzut ekspansjonizmu: Przekonywał, że Izrael walczy o istnienie i normalność – o prawo do życia we własnym państwie na równi z innymi narodami.

Dziedzictwo listu

De Gaulle odpowiedział uprzejmie, lecz chłodno. Podziękował za list i zadeklarował przyjaźń, ale nie wycofał swoich słów ani nie podjął polemiki. Dla niego sprawa była strategiczna, nie historyczna.

List Ben Guriona nie stał się wtedy newsem dnia – świat żył rezolucją ONZ 242 i zimnowojennymi napięciami. Jednak z perspektywy czasu jego znaczenie rośnie. Była to jedna z pierwszych prób nazwania zmiany, która właśnie się dokonywała: momentu, w którym Izrael przestawał być postrzegany przez pryzmat pamięci o Holokauście, a zaczął być oceniany wyłącznie przez pryzmat polityki siły – często surowiej niż jakiekolwiek inne państwo.


Charles de Gaulle kontra David Ben Gurion.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.