
Constantin Schreiber
Sięgają po groźną antysemicką kartę, by pokazać Emiratom, gdzie ich miejsce. „Koń trojański syjonizmu”
Emiraty chciały być mostem pomiędzy światem arabskim a Izraelem i zwiększyć swoją rolę w regionie. Jednak w ten sposób ściągnęły na siebie gniew potężnego sąsiada. Rijad nie toleruje konkurencji. Niespodziewane zaostrzenie tonu wypowiedzi nie uszło uwadze obserwatorów bliskowschodniej polityki. Wygląda na to, że Saudowie chcą uderzyć w Abu Zabi, otwarcie kwestionując przywiązanie swojego konkurenta do „sprawy arabskiej”. Wizerunkowa ofensywa ma przypomnieć wszystkim, kto rządzi na półwyspie.
W ostatnich tygodniach ton wypowiedzi w Arabii Saudyjskiej wobec Izraela wyraźnie się zaostrzył. Media państwowe publikują agresywne komentarze, duchowni otwarcie atakują Izrael, a antysemickie narracje zyskują coraz większe przyzwolenie.
W artykule gazety „Al-Madina” z 10 lutego 2026 r. napisano o Żydach: „Zatruli miód, szerząc kłamstwa na temat Proroka”. Z kolei imam Wielkiego Meczetu w Mekce podczas kazania 17 grudnia 2025 r. mówił: — O Allahu, osądź Żydów, którzy kradli i okupowali, bo nie uciekną oni przed twoją mocą!
Oficjalnie Rijad odrzuca wszelką państwową koordynację działań. Jednak zachodni obserwatorzy dostrzegają pewien schemat: ataki wymierzone są nie tylko w Izrael, ale pośrednio także w Emiraty, które uchodzą za najbardziej znaczącego arabskiego sygnatariusza Porozumień Abrahamowych.
Inicjowane przez Donalda Trumpa i zawarte w 2020 r. między Izraelem, Bahrajnem a Emiratami porozumienia miały na celu normalizację współpracy w dyplomacji, gospodarce i dziedzinie bezpieczeństwa. Później dołączyły do nich także Maroko i Sudan.
Obecnie Emiraty coraz częściej przedstawiane są jako „izraelska placówka” w świecie arabskim. Ahmed bin Othman al-Tuwijri, znany saudyjski publicysta, określił ZEA wręcz mianem „konia trojańskiego syjonizmu”. Taka retoryka to jednak nie tylko wyraz oburzenia wojną w Gazie; odzwierciedla ona eskalującą rywalizację między Rijadem a Abu Zabi o gospodarczą pozycję lidera, dominację w regionie i międzynarodową uwagę.
„Tego typu podżeganie czyni pokój jeszcze trudniejszym”
Arabia Saudyjska i Emiraty mają wiele wspólnych interesów — od walki z islamizmem po powstrzymywanie Iranu. Jednocześnie ostro konkurują o inwestycje, przewagę technologiczną oraz wpływy polityczne. Otwartość Emiratów wobec Izraela, bezprecedensowa w świecie arabskim, przesuwa postrzeganie siły i nowoczesności w regionie.EPA/JIM LO SCALZO / PAP
Minister spraw zagranicznych Bahrajnu szejk Khalid Bin Ahmed Al-Khalifa, premier Izraela Benjamin Netanjahu, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald J. Trump i minister spraw zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich szejk Abdullah bin Zayed bin Sultan Al Nahyan podczas ceremonii podpisania Porozumień Abrahamowych. Waszyngton, 15 września 2020 r.
Saudyjska retoryka podtrzymuje ten kurs i tym samym wywiera presję na Porozumienia Abrahamowe. Francuska senatorka Nathalie Goulet ostrzegała ostatnio podczas debaty, że publiczne ataki na te porozumienia nie tylko zagrażają istniejącym układom pokojowym, ale także stanowią poważną przeszkodę dla poszerzania wysiłków pokojowych między Izraelem a innymi państwami arabskimi.
— Publiczne poparcie dla pokoju jest kluczowe, a tego typu podżeganie czyni pokój jeszcze trudniejszym, niż był do tej pory — stwierdziła Goulet.
Również przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego biją na alarm. Fiyaz Mughal, założyciel brytyjskiej organizacji Faith Matters zwalczającej ekstremizm oraz członek Muslims Against Antisemitism, uważa, że obecny rozwój wydarzeń to groźny krok wstecz.
— Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tymi antysemickimi wypowiedziami z Arabii Saudyjskiej, ponieważ mogą one zaprzepaścić wieloletnie działania na rzecz budowania mostów między społecznościami muzułmańskimi i żydowskimi, a także walki z antysemityzmem — podkreśla Mughal w rozmowie z „Die Welt’.
— Arabia Saudyjska to bardzo wpływowe państwo w świecie islamu i musi reagować na rosnący antysemityzm bez żadnej tolerancji. Rijad nie może pozwolić sobie na instrumentalizowanie antysemityzmu dla uzasadnienia jakiejkolwiek polityki — ostrzega Mughal.
Obawy są uzasadnione. Arabia Saudyjska posiada ogromny autorytet religijny i polityczny w świecie islamu. Gdy to właśnie stamtąd coraz głośniej wybrzmiewają antysemickie głosy, ich wpływ wykracza daleko poza region i podważa wieloletnie starania o zbliżenie społeczności muzułmańskiej i żydowskiej.
W krajach, które już nawiązały formalne relacje z Izraelem, rośnie tym samym presja wewnętrzna. Były egipski dyplomata komentuje to dla „Die Welt” bez ogródek: — Ataki na istniejące porozumienia pokojowe z Izraelem utrudniają utrzymanie tych relacji i wzmacniają opór społeczny wobec takich układów. Przywódcy już teraz podejmują poważne ryzyko dla pokoju — a tego typu publiczne wypowiedzi dodatkowo zwiększają presję.
„Ostra retoryka”
Emiraty znalazły się obecnie w szczególnie trudnym położeniu. Zainwestowały ogromne środki w proces normalizacji — zarówno gospodarczo, dyplomatycznie, jak i symbolicznie. Współpraca z Izraelem obejmuje technologie, energię i kwestie obrony. Jednocześnie zależy im, by nie zagrozić swojej pozycji stabilnego i nowoczesnego węzła między Wschodem a Zachodem.
Dlatego medialna ofensywa Arabii Saudyjskiej uderza Abu Zabi w bardzo czuły punkt: podważa nie tylko pozycję geopolityczną Emiratów, lecz także moralną — sugerując rzekomą nielojalność wobec sprawy arabskiej.
— Przez wiele lat ZEA i Arabia Saudyjska trzymały sztamę w najważniejszych kwestiach — analizuje Eli Bar-On, dyrektor think tanku MENA2050. — Jednak ostatnia podburzająca retoryka pod adresem ZEA ogranicza pole manewru politycznego.
Niepokój narasta także w Stanach Zjednoczonych. Nowojorska Liga przeciw Zniesławieniom publicznie ostrzegła przed nasilającą się antysemicką retoryką z Arabii Saudyjskiej. W styczniu opublikowała stanowisko, w którym podkreśliła „coraz większą częstotliwość i zasięg wypowiedzi prominentnych saudyjskich głosów używających otwarcie antysemickich kodów i agresywnej retoryki wymierzonej w Porozumienia Abrahamowe”.
Izraelscy dziennikarze donoszą o rosnącym niepokoju w Jerozolimie w związku z nową polaryzacją między Izraelem a Arabią Saudyjską. — Dotyczy to zwłaszcza rozbieżnych stanowisk Rijadu wobec Syrii, Somalii, Gazy, a prawdopodobnie także Libanu — analizuje izraelski dziennikarz i ekspert ds. bezpieczeństwa Seth Frantzman.
— Ostra retoryka z jednej strony pokazuje niezadowolenie, ale z drugiej także to, że z perspektywy Arabii Saudyjskiej Porozumienia Abrahamowe nie doprowadziły do rzeczywistej poprawy stosunków i zmiany izraelskiej polityki wobec Palestyńczyków — twierdzi Frantzman w rozmowie z „Die Welt”.
Oficjalnie Arabia Saudyjska podtrzymuje deklarację otwartości na normalizację. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej, na co zwraca uwagę Bar-On. — Kwestia normalizacji izraelsko-saudyjskiej pozostaje w zawieszeniu, bo Arabia Saudyjska jasno dała do zrozumienia, że oczekuje od Izraela wiarygodnego zobowiązania do utworzenia państwa palestyńskiego. Obecny rząd izraelski wydaje się niechętny lub niezdolny do takiego kroku.
Jednocześnie Saudowie zacieśniają relacje z takimi państwami, jak Pakistan czy Turcja, przesuwając swoje sojusze regionalne. Zdaniem wielu komentatorów wygląda to na strategiczną zmianę kierunku, w której Izrael — a wraz z nim Emiraty — schodzą na dalszy plan.
Stawką są nie tylko stosunki dyplomatyczne, ale cały regionalny model przyszłości: integracja gospodarcza zamiast podziałów, współpraca zamiast ideologicznych frontów. Porozumienia Abrahamowe nigdy nie były tylko międzyrządowymi umowami. Były sygnałem, że Bliski Wschód może być czymś więcej niż ciągiem konfliktów. Fakt, że to właśnie rywalizacja państw arabskich zaczyna dziś podważać to przedsięwzięcie od środka, pokazuje, jak kruchy pozostaje ten postęp.
Kategorie: Uncategorized

