
Autor: Eli Kavon
Poświęćmy chwilę, aby na nowo połączyć się z Prawdą i przypomnieć sobie, czym w rzeczywistości jest ludobójstwo. To dążenie do całkowitej eksterminacji narodu – próba, która w historii nazbyt często kończyła się tragiczny sukcesem. Haman dążył do tego w starożytnej Persji, Hitler zrealizował ten plan w nowoczesnej Europie, a współcześnie do tego samego dąży Chamenei. Choć dziś pojęcie to bywa nadużywane w bieżących sporach politycznych przez Partię Zielonych, Pedro Sáncheza czy Republikę Irlandii, dla tych, którzy mierzyli się z autentycznym koszmarem warszawskiego getta, Purim było świętem niewyobrażalnie trudnym.
Jak ofiary Hitlera miały odnaleźć w sobie radość podczas święta upamiętniającego ocalenie przed zagładą, skoro same znajdowały się w jej centrum? Na to pytanie stara się odpowiedzieć rabin Eli Kavon w swoim poruszającym eseju.
– Daniel Clarke-Serret (redaktor)
Nadzieja wbrew rzeczywistości
Dla Żydów, którzy przeżyli Zagładę, Purim było prawdopodobnie jednym z najtrudniejszych doświadczeń religijnych. Zwycięstwo Mordechaja i Estery nad Hamanem – architektem starożytnego planu wyniszczenia narodu żydowskiego – drastycznie kontrastowało z brutalną rzeczywistością nazistowskiego ludobójstwa, w którym życie straciły dwie trzecie europejskich Żydów. Ból płynący z tego zestawienia tradycji z teraźniejszością był niemal nie do zniesienia. Mimo to, w murach warszawskiego getta nadzieja na upadek Hitlera nigdy nie zgasła, co znalazło swoje odzwierciedlenie w obchodach tego święta.
Niezastąpionym źródłem wiedzy o tamtym czasie jest archiwum „Oneg Szabat”, stworzone przez historyka Emanuela Ringelbluma (1900–1944). Dokumenty te, odnalezione po wojnie, rejestrowały każdy aspekt egzystencji w getcie: od działalności Rad Żydowskich, przez opisy głodu i chorób, aż po przejawy życia duchowego. W zapiskach z 10 marca 1941 roku czytamy:
„W tym roku odbyły się zgromadzenia z okazji Purim. Ludzie pokładają nadzieję w 'nowym Purim’ – święcie upadku współczesnego Hamana, Hitlera. Wierzono, że to przyszłe zwycięstwo będzie upamiętniane tak długo, jak istnieć będzie naród żydowski, a jego ranga przewyższy wszystkie poprzednie triumfy w naszej historii”.
Iskra w ciemności
Historyk Szymon Huberbrand pisał jednak, że nastroje podczas pierwszego Purim w getcie były tragiczne: „Dominował nie duch radosnego święta, lecz żałobna atmosfera Tisza be-Aw”. Nehemia Polen, tłumacz nauk rabina Kalonimusa Kalmana Szapiry (rebe z Piaseczna), odnotował, że Huberbrand odwiedził wówczas tego wielkiego cadyka. Duchowy przywódca, mimo skrajnie trudnych okoliczności, starał się krzesać radość wśród swoich chasydów.
W swoim purimowym kazaniu rabin Szapira nauczał, że obowiązek radowania się nie dotyczy wyłącznie ludzi szczęśliwych lub tych w bezpiecznej sytuacji. Twierdził, że nawet gdy człowiek czuje się opuszczony, a jego duch jest zdruzgotany, musi „wstrzyknąć do swojego serca przynajmniej iskierkę radości”. Wierzył głęboko, że „boskie zbawienie i łaska, które niesie ze sobą Purim, są aktywne i skuteczne nawet w tej mrocznej chwili”.
Sprawiedliwość po latach
Gdy wojna dobiegła końca, współczesny Haman ostatecznie upadł. Symboliczne domknięcie tej historii nastąpiło podczas procesów norymberskich. Jeden z nazistowskich zbrodniarzy, prowadzone na szubienicę, miał wykrzyknąć: „Purim 1946!”. Egzekucja hitlerowskich dygnitarzy stała się dla ocalałych wymownym echem powieszenia Hamana i jego dziesięciu synów, opisanego w Zwoju Estery.
Żydzi w warszawskim getcie, mimo otaczającej ich rozpaczy, mieli rację, wierząc, że nawet najpotężniejszy wróg może zostać pokonany. Choć współczesny Haman legł w gruzach, tragizmem napawa fakt, że większość tych, którzy modlili się o sprawiedliwą zemstę, została zamordowana i nigdy nie doczekała chwili jej spełnienia.
Purim w warszawskim getcie: Odnajdywanie radości w cieniu Zagłady
Kategorie: Uncategorized

