Uncategorized

„Zmierzch Hezbollahu”

Nachum Kaplan

Hezbollah powstał, by chronić Teheran i stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Izraela. Obecnie organizacja ta słabnie, jest wypierana ze swoich pozycji i okazuje się znacznie bardziej podatna na ataki, niż powszechnie sądzono.

Wojna Izraela z Hezbollahem w Libanie – będąca w rzeczywistości kluczowym frontem izraelsko-amerykańskiej konfrontacji z Iranem – zasługuje na znacznie większą uwagę, niż poświęca jej się obecnie. Choć skupienie opinii publicznej na bezpośrednim starciu z Teheranem jest zrozumiałe, wydarzenia w Libanie nie są jedynie wątkiem pobocznym. Mają one fundamentalne konsekwencje strategiczne.

Od ataków z 7 października Izrael prowadzi nieustanną kampanię wymierzoną w Hezbollah – najpotężniejszego sojusznika Iranu i największą niepaństwową armię świata. Działania te obejmują systematyczną utylizację arsenału rakietowego, wyparcie sił ugrupowania za rzekę Litani (zgodnie z dekadami ignorowanych rezolucji ONZ) oraz likwidację kierownictwa – czego najbardziej spektakularnym przykładem była ubiegłoroczna operacja z użyciem zaminowanych pagerów.

Premier Benjamin Netanjahu zapowiedział, że reakcja Izraela na wydarzenia z 7 października zmieni oblicze regionu na całe pokolenia. Kampania przeciwko Hezbollahowi to centralny filar tej transformacji. Od momentu eskalacji konfliktu z Iranem, Izrael osiąga na froncie północnym znaczące i coraz szybsze postępy.

Mit niezwyciężoności

Przez lata potęga Hezbollahu uchodziła za fakt niepodważalny. Organizacja dysponowała ponad 100 tysiącami rakiet, kadrą bojowników doświadczonych w wojnach w Syrii i Iraku oraz rozbudowaną siecią bunkrów w południowym Libanie, wplecioną zarówno w górzysty teren, jak i tkankę miejską Bejrutu.

Iran stworzył Hezbollah jako „polisę ubezpieczeniową”. W scenariuszu ataku na terytorium Iranu, Hezbollah miał przytłoczyć Izrael zmasowanym ostrzałem i potencjalną inwazją lądową. Zakładano nawet, że libańskie terytorium mogłoby posłużyć jako droga lądowa do transportu irańskiej głowicy jądrowej.

Tak się jednak nie stało.

Podczas gdy Siły Obronne Izraela (IDF) neutralizowały infrastrukturę Hamasu w Strefie Gazy, Dowództwo Północne metodycznie niszczyło potencjał Hezbollahu wzdłuż granicy. Izrael dokonał tego, czego siły pokojowe ONZ i słabe państwo libańskie nie potrafiły osiągnąć przez lata. Dodatkowo upadek reżimu Baszara al-Assada w Syrii pod koniec 2024 roku pozwolił Izraelowi przeciąć szlaki zaopatrzeniowe, zacieśniając strategiczny uścisk wokół organizacji.

Okazało się, że doświadczenie bojowe Hezbollahu z pustyń Syrii i Iraku, zdobyte w walkach z milicjami, jest nieadekwatne w starciu z zaawansowaną technologicznie machiną wojenną Izraela.

Od kary do kontroli

Izraelskie operacje – precyzyjne uderzenia wywiadowcze, punktowe likwidacje i niszczenie logistyki – przestały być jedynie odwetem. Stały się kampanią systematycznej degradacji. Podczas gdy świat patrzy na rynki ropy i Teheran, Izrael konsekwentnie rozbija struktury dowodzenia wroga. Choć Hezbollah wciąż wystrzeliwuje rakiety i drony, jego zdolności bojowe systematycznie maleją.

Przełomem jest powrót izraelskich sił lądowych do Libanu, pierwszy raz od 2006 roku. Przez ostatnie dwa lata Izrael polegał głównie na lotnictwie i siłach specjalnych. Teraz strategia uległa zmianie:

  • Oczyszczanie bastionów: IDF wkracza do przygranicznych twierdz Hezbollahu.
  • Likwidacja infrastruktury: Systematyczne niszczenie magazynów broni i tuneli.
  • Kontrola terenu: Utrzymywanie kluczowych pozycji, by uniemożliwić infiltrację.

Na tym polega różnica między „karaniem” a „kontrolą”. Lotnictwo niszczy zasoby, ale tylko siły lądowe mogą odebrać przeciwnikowi zdolność do powrotu na utracone pozycje.

Rozpad ekosystemu terroru

Izrael nie walczy tylko z bojownikami; rozbija cały ekosystem, który podtrzymywał potęgę ugrupowania. Niszczenie mostów na Litani, burzenie stanowisk ogniowych i odcinanie szlaków transportowych ma na celu trwałe usunięcie Hezbollahu z południa kraju. Przez lata organizacja ta korzystała z „tarczy” w postaci infrastruktury cywilnej. Obecnie Izrael metodycznie rozdziela te dwa elementy, tworząc faktyczną strefę buforową.

Stara równowaga strachu została zastąpiona nową rzeczywistością: to Izrael dyktuje obecnie warunki bezpieczeństwa na swojej północnej granicy.

Bierność i upadek suwerenności Libanu

Wymowna jest całkowita bezczynność libańskiej armii. Bejrut, mimo licznych deklaracji, nigdy nie odważył się rozbroić Hezbollahu, bojąc się wojny domowej. Rząd wolał, by to Izrael „rozwiązywał” ten problem, nawet jeśli ceną jest demaskacja fikcji libańskiej suwerenności.

Ta bierność stworzyła próżnię, którą po Hezbollahu wypełnia teraz operacyjnie Izrael. To sprawiło, że Liban – dotknięty katastrofalnym kryzysem gospodarczym – zaczął pilnie zabiegać o mediację USA. Bejrut domaga się zawieszenia broni, ale Izrael, mając wyraźną przewagę, nie zamierza przerywać operacji przed osiągnięciem celów strategicznych.

Strategiczna strata Iranu

Hezbollah to nie tylko problem Libanu. To najpotężniejsze ramię regionalnej strategii Iranu. Jego degradacja drastycznie obniża potencjał odstraszania Teheranu i pozbawia go najskuteczniejszego sojusznika. Każda zniszczona wyrzutnia w Libanie to bezpośrednia strata dla Iranu, której nie da się łatwo odrobić.

Oczywiście, sytuacja niesie ze sobą ryzyka dla Izraela:

  • Możliwość ugrzęźnięcia w długotrwałej okupacji (powtórka z 1982 roku).
  • Przekształcenie się Hezbollahu w rozproszoną partyzantkę.
  • Krytyka międzynarodowa z powodu strat cywilnych i zniszczeń infrastruktury.

Mimo tych zagrożeń, transformacja strategiczna jest faktem. Aura niepokonaności Hezbollahu prysła. Iran traci swój główny filar potęgi w Lewancie, a jego wpływy okazują się znacznie bardziej kruche, gdy zostaną poddane bezpośredniej próbie.

Izrael zmienił mapę regionu i – sądząc po intensywności działań – jeszcze nie skończył. Północna granica Izraela ma szansę stać się najbezpieczniejsza od dekad, nawet jeśli ceną za to będzie głęboka destabilizacja samego Libanu.


„Zmierzch Hezbollahu”.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Francja, glowny obronca Hezbollahu, wrzeszczy zeby Izrael zaprzestal bombardowan Libanu. Boi sie ze jej pozyczki na np. siec elektryczna Libanu, nigdy nie zostana splacone. Woli zeby Izrael byl bezkarnie niszczony niz te wiezowce w Dahiya finansowane tez przez Francje zostaly zniszczone.
    Izrael zaczal bombardwac stacje bezynowe w Libanie, jeden ze zrodel dochodu Hezbollahu, znowu wrzask francuski sie podniese.
    Nie sluchac sie ich, niech raczej rakiety spadna na Avignon czy Paris niz na Naharyje czy Netanie.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.