Uncategorized

Iluzja państwa etnicznego

Autor: Melanie Phillips

Żydzi powinni usłyszeć krzyk bólu kryjący się za odradzającymi się antysemickimi oszczerstwami

W Ameryce narasta niepokój wywołany przekonaniem, że Izrael wciąga kraj w obce wojny – przekonaniem, które zyskało na sile w obliczu konfliktu z Iranem. Pogląd ten ignoruje jednak oczywistą rzeczywistość: tysiące Amerykanów zginęły z rąk wspieranych przez Iran terrorystów w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat; Teheran drastycznie przyspieszył prace nad bronią jądrową i rakietami balistycznymi zdolnymi dosięgnąć USA; wreszcie – niezmiennym celem irańskiego reżimu pozostaje zniszczenie Ameryki („Wielkiego Szatana”) na równi z Izraelem („Małym Szatanem”).

Narracja ta promuje odrażający wizerunek Żydów jako podżegaczy wojennych, wyjęty wprost ze starożytnego podręcznika antysemityzmu. Odzwierciedla on głęboko zakorzeniony w zachodniej kulturze stereotyp demonicznego, przebiegłego Żyda, który potajemnie spiskuje we własnym interesie, narażając innych na śmierć.

Major Ella Wiweya, izraelska muzułmanka pochodzenia arabskiego w Siłach Obronnych Izraela

Niegdyś takie poglądy były domeną marginesu i fanatyków. Dziś jest inaczej. Spopularyzowane przez frakcję skupioną wokół Tuckera Carlsona, rozprzestrzeniają się wśród konserwatywnych, głównie młodych Amerykanów. W zeszłym tygodniu Brian McGinnis, weteran piechoty morskiej, przerwał posiedzenie Senackiej Komisji Sił Zbrojnych w Waszyngtonie, krzycząc: „Ameryka nie chce wysyłać swoich synów i córek na wojnę za Izrael!”.

To przekonanie pogłębia rozłam w szeregach Republikanów dotyczący samej natury konserwatyzmu – pęknięcie, które w zdumiewający sposób ogniskuje się właśnie wokół kwestii Izraela. Jednak teza, że konfrontacja z Iranem to wyłącznie „wojna Izraela”, a Żydzi ryzykują wywołanie III wojny światowej, dotarła także do Wielkiej Brytanii. Głoszą ją już nie tylko zdeklarowani antysemici, ale i zwykli, apolityczni obywatele.

Wynika to z niezdolności do zaakceptowania faktu, że interesy Żydów oraz świata zachodniego są w istocie zbieżne. Częściowo winna jest tu rażąca niewiedza o świecie, która sprawia, że Izrael jest jedynym krajem Bliskiego Wschodu, o którym tacy ludzie w ogóle słyszeli – niestety, chłonąc przy tym głównie kłamstwa i manipulacje.

Dlaczego jednak motyw „złowrogiej żydowskiej potęgi” powrócił właśnie teraz, z taką siłą? Ci, którzy wsłuchają się w te głosy, odkryją powód: ci ludzie czują, że odbiera im się ich własną kulturę. Widzą, jak białych ludzi piętnuje się jako „kolonialistów”, a mężczyzn portretuje wyłącznie jako agresorów. W Wielkiej Brytanii obserwują, jak masowa imigracja zmienia ich sąsiedztwo w imię ideologii wielokulturowości, która uznaje ich rodzimą historię za rasistowską.

Zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii obywatele z przerażeniem patrzą na niszczenie norm moralnych i zawłaszczanie języka przez radykalną lewicę. Wielu z nich za ten stan rzeczy obwinia Żydów, ponieważ dostrzegają ich liczną obecność w strukturach progresywnych elit. W Ameryce około 70 procent Żydów wyznaje poglądy liberalne; w Wielkiej Brytanii są oni również nieproporcjonalnie aktywni w życiu publicznym.

Oczywiście nie oznacza to, że lewica ideologiczna jest „ruchem żydowskim”. Problem polega na tym, że krytycy widzą wyłącznie Żydów zaangażowanych w te procesy, ignorując rzesze nie-Żydów na uniwersytetach, w mediach czy organizacjach pozarządowych, którzy promują te same treści.

Istnieje jednak jeszcze jeden, wyjątkowo toksyczny element tej oskarżycielskiej narracji. Twierdzi się, że Żydzi, którzy rzekomo „zniszczyli Zachód”, sami są odporni na skutki tego procesu, bo w razie kryzysu mają Izrael, do którego mogą uciec. Zarzuca się im hipokryzję: „Żydzi twierdzą, że własne państwo jest im niezbędne, ale nam odmawiają tego samego przywileju. Oni mają dom, my już nie”.

Argument ten ignoruje fakt, że większość brytyjskich czy amerykańskich Żydów wcale nie zamierza emigrować do Izraela. Pomija też Żydów konserwatywnych – patriotów, którzy w pełni popierają prawo swoich narodów do tożsamości zakorzenionej w tradycji.

Mimo to oponenci z goryczą ukuli termin „etnopaństwo” (ethnostate). Lewica używa go, by demonizować Izrael; prawica – by domagać się własnego. To pojęcie jest jednak w tym kontekście absurdalne. Państwo etniczne w ścisłym znaczeniu ogranicza obywatelstwo do jednej rasy. Tymczasem ani USA, ani Wielka Brytania nigdy nie były państwami etnicznymi – brytyjskość to pojęcie otwarte, pozwalające imigrantom stać się pełnoprawnymi obywatelami. Podobnie Izrael, gdzie 20 procent populacji stanowią Arabowie, a większość Żydów to nie „biali Europejczycy”, lecz potomkowie społeczności z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Historia uczy, że gdy społeczeństwo wpada w tarapaty, zawsze zwraca się przeciwko Żydom. Zarzut „podżegania do wojny” jest głęboko antysemicki, ale nie wolno nam przeoczyć autentycznego krzyku bólu, który mu towarzyszy. To poczucie izolacji i zdrady podzielają miliony ludzi, którzy nie są antysemitami, lecz po prostu pragną odzyskać swój kraj i kulturę.

To właśnie Żydzi powinni wykazać się tu największym zrozumieniem. Przecież to starożytni Izraelici byli pionierami idei państwa narodowego. Bardziej niż ktokolwiek inny, Żydzi wiedzą, że naród bez kontaktu z przeszłością nie ma przyszłości. Skoro Żydzi tak bardzo skorzystali na cywilizacji Zachodu, mają obowiązek bronić go przed islamizacją i kulturową destrukcją.

Niestety, dominujące głosy żydowskie to często te, które każdą próbę obrony tradycji piętnują jako „supremację białych”. W Wielkiej Brytanii liderzy społeczności żydowskiej poparli nawet przepisy, które de facto kneblują debatę o islamskim ekstremizmie. To błąd, który tylko utwierdza innych w przekonaniu, że Żydom „nie zależy na reszcie z nas”.

Niektórzy powiedzą: „Antysemityzm jest irracjonalny i wieczny, nie ma sensu z nim walczyć”. To nieprawda. W mojej nowej książce Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege tłumaczę, że bierność tylko pogarsza sytuację. Brak merytorycznych argumentów przeciwko teorii o „żydowskiej władzy” nad polityką USA sprawia, że ludzie zaczynają w nią wierzyć.

Żydzi muszą zacząć bronić swoich racji mądrzej. Liderzy powinni otwarcie mówić o niewygodnych prawdach, takich jak skala antysemityzmu wśród muzułmanów czy historyczne i prawne prawa Izraela do jego ziemi. Osoby prywatne natomiast powinny wykorzystywać trudne rozmowy jako okazję do konfrontowania oponentów z faktami, których nie znają. Nawet w dzisiejszym toksycznym klimacie obrona prawdy ma sens – po prostu dlatego, że jest to słuszne.


Iluzja państwa etnicznego

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.