
Alice Teodorescu
Konflikty z Bliskiego Wschodu przeniosły się do Szwecji. Zapuściły tu korzenie i stanowią realne zagrożenie dla Żydów oraz irańskich uchodźców. To już nie tylko wyzwanie integracyjne, ale przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa państwa.
Ile konfliktów etnicznych jest w stanie udźwignąć Szwecja? Historyczny atak sił amerykańsko-izraelskich na Iran w ostatnią sobotę, który doprowadził m.in. do śmierci ajatollaha Chameneiego, sprawia, że pytanie to staje się palące. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, nie ma już wątpliwości: wspólnym mianownikiem dla różnorodnego ruchu tzw. propalestyńskiego nie jest troska o palestyńskie dzieci, lecz nienawiść do Izraela i świata zachodniego.
W niedzielę serwis Doku opisał przebieg dorocznej demonstracji na placu Gustawa Adolfa w Göteborgu. Członkowie ruchu palestyńskiego – islamiści, komuniści i lewicowi aktywiści postkolonialni – nieśli portrety Alego Chameneiego. W przemówieniach gratulowano mu „męczeństwa” i nazywano go „naszym ukochanym przywódcą”. Przy tej samej okazji wychwalano Islamską Republikę Iranu, twardogłową Straż Rewolucyjną oraz Hezbollah.
Kobieta przemawiająca w czarnym czadorze zaczęła od słów: „To naturalne, że czujecie smutek i płaczecie po ukochanej osobie. Jeśli jesteście tu dla Palestyny, powinniście również opłakiwać przywódcę, który tej nocy zginął śmiercią męczeńską. Przywódcę ruchu oporu”.
Następnie zwróciła się do licznie zgromadzonych na Götaplatsen irańskich emigrantów, którzy świętowali śmierć dyktatora: „Wy tam, którzy świętujecie i tańczycie – przynosicie wstyd ludzkości. Pokazaliście światu swoją bezczelność. Sprzedaliście dusze pedofilom i mordercom dzieci”. Nazwała ich „bandą diabła”, krzycząc: „Shame on you!”.
Podobne sceny rozegrały się w Sztokholmie, gdzie islamiści skandowali: „Śmierć USA!” i „Śmierć Izraelowi!”. Co więcej, w meczecie Imam Ali Islamic Center w Järfälla – największym skupisku szyitów w Skandynawii – odbyły się uroczystości żałobne ku czci tyrana. Warto przypomnieć, że w styczniu 2025 roku szwedzka służba bezpieczeństwa Säpo wskazała ten meczet jako centrum szpiegowskie irańskiego reżimu. Niedługo potem tamtejszy imam został zatrzymany i wydalony z kraju. Ostatnie doniesienia dziennika Expressen pokazują, że śmierć despoty opłakuje wiele innych wspólnot szyickich. Mowa o człowieku, który jeszcze w styczniu nakazał masakrę własnego narodu, mordując w dwa dni dziesiątki tysięcy ludzi – co jest zaledwie jednym z wielu punktów na jego długiej liście zbrodni.
Rzecznik jednego z wymienionych ośrodków religijnych uznał krytykę za „wynikającą z nieświadomości”. W wywiadzie dla znanej reporterki Inas Hamdan z Expressen, Ahmed Abbas wyraził ambiwalencję wobec reżimu, porównując smutek po ajatollahu do żałoby katolików po papieżu. Chwilę później jednak całkowicie zdjął maskę.
Nagle poruszył temat pedofilskiego miliardera Jeffreya Epsteina.
– Izraelska mafia Epsteina sprawiła, że na Zachodzie opłakiwanie tej tragedii stało się wręcz przestępstwem – stwierdził Abbas.
Na pytanie, czym jest „izraelska mafia Epsteina”, odpowiedział:
– To grupa kierowana przez tych, którzy posiadają prawdziwe akta Epsteina. Wszystkie tropy prowadzą do Mossadu. Izrael to ręka, która pociąga za sznurki. To oni kreują konsensus w mediach i polityce.
Przekonanie, że Żydzi kontrolują polityków i media, to fundament antysemickich teorii spiskowych. Abbas nie uważa jednak swoich słów za nienawistne:
– Musimy odróżniać antysemityzm od antysyjonizmu. Musimy móc krytykować politykę państw, nie mieszając tego z nienawiścią do ludzi czy religii.
Kurtyna.
Konflikt, który obserwujemy, nie dotyczy Bliskiego Wschodu. On dotyczy Szwecji. Widzimy dwa ścierające się ruchy: jeden o nastawieniu demokratycznym, świętujący upadek despoty, i drugi – autorytarny – który go opłakuje. To starcie wartości wstrząsa naszym społeczeństwem i całym Zachodem. Nie chodzi tylko o geopolitykę, ale o same fundamenty demokracji.
Nie powinno to dziwić. Jeśli ktoś przez ostatnie lata wychwalał finansowany przez Iran terror Hamasu, logiczne jest, że teraz opłakuje ajatollaha. Dla wielu lewicowych „humanistów” systematyczne łamanie praw kobiet, prześladowania homoseksualistów i mniejszości religijnych przez irański reżim nie mają znaczenia – dopóki Iran nienawidzi Izraela, USA i Zachodu.
Wróg nie jest więc tylko odległym przeciwnikiem. Wróg znajduje się wewnątrz naszych granic, gdzie cynicznie wykorzystuje wolność zgromadzeń, wyznania i słowa, by ograniczać demokrację i islamizować Szwecję. Co się stanie, gdy ci ludzie zaczną przekuwać swoje antydemokratyczne idee w realną politykę? Gdy zaczną domagać się szariatu, by uciszać kobiety i mniejszości, a ich liczebność pozwoli im na realne sprawowanie władzy?
Dla mnie, jako decydentki, odpowiedź musi być jasna: meczet w Järfälla należy zamknąć. Organizacje będące tubą dla islamistycznych idei i obcych wpływów muszą zostać zlikwidowane. Dotacje państwowe dla stowarzyszeń, które pod płaszczykiem integracji cementują segregację, nie powinny być „poddawane przeglądowi” – należy je trwale cofnąć.
Wolność wyznania nie oznacza prawa obcych mocarstw do sponsorowania islamizmu czy prowadzenia działalności wywiadowczej na naszym terytorium. Takie działania to bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i grup szczególnie narażonych, jak mniejszość żydowska.
Osoby szukające schronienia w Szwecji nie mają prawa podważać wartości, dzięki którym ten kraj stał się dla nich bezpieczną przystanią. Jeśli ktoś wyznaje antysemickie, mizoginiczne i antydemokratyczne poglądy – uzasadniając to religią – Szwecja nie jest dla niego właściwym miejscem. Aktywne budowanie ruchów ekstremistycznych powinno przekreślać szanse na pobyt, a tym bardziej na obywatelstwo.
Mówiąc wprost: kiedy w jednym z najbardziej świeckich i tolerancyjnych krajów świata ludzie otwarcie czczą despotę i skandują „śmierć” krajom stojącym na straży wolności, granica zostaje przekroczona. I to już dawno.
Przez lata szwedzkie rządy – niezależnie od opcji politycznej – reagowały dopiero wtedy, gdy problemy stawały się niemożliwe do ukrycia. W tym czasie powstały równoległe struktury, w których islamskie i antysemickie ruchy mogły się organizować, finansować (często z pieniędzy podatników) i zdobywać wpływy, jednocześnie bratając się z reżimami uznającymi Zachód za wroga.
Jak do tego doszło? Pozwoliliśmy na to. Zbyt wielu widziało w islamizmie zjawisko społeczne, a nie projekt polityczny. Politycy muszą zrozumieć: ten, kto płaci imamowi, decyduje o treści jego kazań. Jeśli ze strachu przed oskarżeniem o „islamofobię” nie podejmiemy działań teraz, import konfliktów będzie trwał, zasilany przez radykalne sieci i obce reżimy.
Integracja – a raczej funkcjonalna adaptacja – opiera się na lojalności wobec społeczeństwa, w którym się żyje. Ci, którzy gloryfikują teokrację, nienawiść do Żydów i przemoc, zerwali tę umowę społeczną.
To, co widzimy, to nie jest już tylko brak integracji. To realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Szwecja stoi przed wyborem: albo nadal będziemy udawać, że to tylko „kolejne demonstracje” i „importowane awantury”, albo zrozumiemy, że granica została przekroczona. Społeczeństwo, które nie ma odwagi bronić swoich wartości, w końcu je traci. Jeśli Szwecja przestanie być azylem dla uciekających przed dyktaturą, bo ideologie tych dyktatur zadomowią się u nas – przegramy to, co najbardziej fundamentalne. A raz utraconej wolności nie da się łatwo odzyskać.
Szwecja nie może być bezpieczną przystanią dla islamizmu
Kategorie: Uncategorized

