
Michael Oren
Zarówno prawica, jak i lewica zarzucają Izraelowi, że po raz kolejny wciąga Amerykę w niepotrzebną, niekończącą się wojnę.
W zeszłym tygodniu w Waszyngtonie Brian McGinnis, weteran amerykańskiej piechoty morskiej, wtargnął na posiedzenie Senackiej Komisji Sił Zbrojnych, krzycząc: „Ameryka nie chce wysyłać swoich synów i córek na wojnę za Izrael!”. Powtarzał, że Izrael doprowadza do śmierci amerykańskich żołnierzy, nawet gdy funkcjonariusze policji Kapitolu i jeden z senatorów próbowali siłą wyprowadzić go z sali. Zanim im się to udało, doszło do szamotaniny, w której ranni zostali zarówno McGinnis, jak i kilku strażników. Incydent ten szybko odszedłby w niepamięć, gdyby nie fakt, że odzwierciedla on narastające nastroje społeczne w Stanach Zjednoczonych.
Coraz częściej – zarówno z prawej, jak i z lewej strony sceny politycznej – słychać głosy oskarżające Izrael o ponowne wciąganie Ameryki w zbędny, przewlekły konflikt. Zarzut ten stawiają tak różne postaci, jak liberalny publicysta „New York Timesa” Thomas Friedman czy konserwatywny podcaster Tucker Carlson. Obaj twierdzili, że przebiegły Benjamin Netanjahu zmanipulował podatnego na wpływy Donalda Trumpa, by ten zaatakował Iran i w rzeczywistości prowadził wojnę w imieniu Izraela. Nie jest to już tylko marginalna teoria spiskowa – przekonanie, że amerykańscy żołnierze ryzykują życie za interesy Izraela, zyskuje w USA coraz szerszą akceptację. Narracja ta trafia na podatny grunt szczególnie teraz, gdy – według ostatnich sondaży Gallupa – większość społeczeństwa opowiada się po stronie Palestyńczyków.
Ta demonizacja Izraela żeruje na klasycznym antysemickim stereotypie „żydowskiego lalkarza”, który manipuluje łatwowiernymi gojami. Rosnąca popularność tego motywu grozi dalszą eskalacją antysemityzmu, który i tak gwałtownie przybiera na sile w Stanach Zjednoczonych. Wiara w to, że Izrael „zaaranżował” tę wojnę, pogłębi izolację państwa żydowskiego zarówno wobec skrzydła MAGA (wyznającego zasadę „America First”), jak i Partii Demokratycznej. W tej ostatniej coraz więcej liderów – z gubernatorem Kalifornii Gavinem Newsomem na czele – opowiada się za wstrzymaniem pomocy wojskowej dla Izraela i deklaruje bojkot darowizn od AIPAC.
Dla Izraela oskarżenie o sprowokowanie Ameryki do wojny jest śmiertelnie niebezpieczne. Nasila ono wewnętrzną presję na prezydenta Trumpa, by zakończył operację, zanim ta osiągnie swoje cele. Aby przeciwdziałać tym oszczerstwom, Izrael musi podjąć wspólną z amerykańskimi organizacjami żydowskimi kampanię z zakresu dyplomacji publicznej. Należy w niej kłaść nacisk na ogromne zagrożenie, jakie Iran stanowi bezpośrednio dla USA, oraz na fakt, że Ameryka ma pełne prawo do samodzielnej obrony przed Republiką Islamską. Izraelscy i amerykańscy Żydzi muszą jednym głosem przypominać słowa sekretarza obrony USA, Pete’a Hegsetha, który nazwał Izrael „niezachwianym partnerem” o „niezrównanej sprawności i żelaznej determinacji”. Musimy podkreślać, że te cechy służą bezpieczeństwu nie tylko Izraela, ale i samej Ameryki.
Oskarżenie o „mord rytualny” dociera do Iranu
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

