
Melanie Phillips
Ledwie brytyjski sekretarz ds. społeczności lokalnych, Steve Reed, zapewnił, że nowa definicja „nienawiści wobec muzułmanów” będzie chronić wolność słowa, a muzułmański poseł Iqbal Mohamed już podjął próbę wykorzystania jej do uciszenia parlamentu. Mohamed stwierdził, że „islamofobia” stała się normą w Izbie Gmin i Izbie Lordów, żądając sankcji dla polityków wytykających problemy wewnątrz społeczności islamskich.
Brytyjski parlament to miejsce, gdzie wolność słowa ma status niemal święty. Tymczasem oskarżenia o antyislamską stronniczość uderzają w posłów, którzy wskazywali na realne patologie, takie jak gangi pedofilów czy naciski lokalnych liderów religijnych na policję. Zamiast odrzucić te oskarżenia, minister Reed uniknął konfrontacji, milcząco przyznając rację narracji o „niedopuszczalnym poziomie wrogości” wobec muzułmanów.
Mrożący efekt „miękkiego” prawa
Nowa definicja nienawiści ma stać się fundamentem kodeksów postępowania w organach publicznych i firmach. Nadzór nad nią sprawować będzie specjalny urzędnik – „car” ds. uprzedzeń. Choć definicja nie ma bezpośredniej mocy prawnej, wywrze mrożący wpływ na społeczeństwo, które i tak ulega islamskim zastraszaniom.
Uprzedzenia wobec jakiejkolwiek grupy są złe, jednak muzułmanie są już chronieni przez ogólne przepisy o dyskryminacji. Jedynym realnym celem nowej regulacji wydaje się eliminacja krytyki islamu jako systemu politycznego. Zgodnie z wytycznymi, nienawiścią może być nawet „stereotypowe uprzedzanie” oparte na wyglądzie. Jak zauważa Jonathan Hall KC, rządowy ekspert ds. terroryzmu, tak szerokie ujęcie sprawi, że obywatele będą bali się poruszać tematy migracji czy islamizmu.
Rząd zdaje się dostrzegać to niebezpieczeństwo, dodając do wytycznych pośpieszne zastrzeżenie o ochronie „otwartej debaty”. Jest to jednak zabieg pozorny. Rezygnacja z toksycznego terminu „islamofobia” na rzecz „nienawiści wobec muzułmanów” to jedynie zmiana opakowania dla tego samego, groźnego narzędzia ideologicznego.
Statystyki i rzeczywistość
Minister Reed twierdzi, że 40% przestępstw z nienawiści celuje w muzułmanów. Liczba ta budzi wątpliwości – dane rządowe wskazują na znacznie niższą skalę (ok. 3200 przypadków rocznie). Jednocześnie ok. 90% osób w rejestrach antyterrorystycznych to muzułmanie, co stanowi rażącą dysproporcję przy ich 6-procentowym udziale w populacji.
Podczas gdy rząd skupia się na ochronie jednej religii, brytyjscy Żydzi od lat muszą wzmacniać ochronę swoich synagog. Przez brytyjskie miasta przetaczają się tłumy skandujące hasła nawołujące do przemocy i wspierające reżim w Teheranie. Atakowani są także hindusi i sikhowie. Mimo to władze zapewniają specjalną osłonę akurat tej religii, która statystycznie generuje najwięcej zagrożeń terrorystycznych.
Brytyjscy ministrowie, zamiast twardo walczyć z antysemityzmem, zdają się ulegać ekstremizmowi muzułmańskiemu w imię doraźnego spokoju politycznego.
Kapitulacja instytucji
Konsekwencje tego kursu są coraz bardziej kuriozalne:
- Mennica Królewska (Royal Mint): Promuje sztabki złota „zgodne z szariatem” i przekazuje zyski na rzecz Islamic Relief – organizacji oskarżanej o powiązania z radykałami.
- Edukacja: W szkołach anglikańskich zaprasza się muzułmańskich mówców, by uczyli dzieci modlić się do Allaha. Nauczycielom doradza się unikanie muzyki, tańca czy lekcji plastyki (rysowania postaci), by nie urazić religijnych uczuć muzułmańskich rodziców.
- Standardy cywilizacyjne: Nauczyciel w Londynie został zwolniony za zabronienie uczniom mycia stóp w umywalkach (ze względów higienicznych) i przypomnienie, że Wielka Brytania jest krajem chrześcijańskim. Choć policja umorzyła sprawę, szkoła uznała jego zachowanie za „rażące wykroczenie”.
Koniec tożsamości narodowej
Wielka Brytania traci wolę obrony swojej historycznej tożsamości. Rządowa agencja Prevent zalicza „nacjonalizm kulturowy” – czyli troskę o zachowanie zachodnich wartości – do ideologii skrajnie prawicowych. W efekcie miliony obywateli martwiących się o spójność kraju stygmatyzuje się jako ekstremistów.
Nawet Bank Anglii ulega tej presji, planując usunięcie postaci historycznych z banknotów, by ich wizerunek „nie wykluczał żadnej grupy”. W rezultacie narodowi bohaterowie, jak Winston Churchill, mogą zostać zastąpieni przez neutralne obrazy przyrody, np. borsuki.
To symboliczne zastępowanie twórców brytyjskiej historii zwierzętami pokazuje skalę kapitulacji. W kraju, w którym własna kultura jest postrzegana jako „dzieląca”, radykalny islamizm wchodzi przez szeroko otwarte drzwi. Wielka Brytania nie jest podbijana – ona dobrowolnie wybiera niebyt.
Przerażający kurs Wielkiej Brytanii
Kategorie: Uncategorized

