
Autor: John Spencer
John Spencer jest dyrektorem wykonawczym Urban Warfare Institute.
Wojna Iranu ze Stanami Zjednoczonymi rozpoczęła się w 1979 roku. I nigdy się nie skończyła.
To nie retoryczna przesada, lecz fakt historyczny.
4 listopada 1979 roku irańscy bojownicy zajęli ambasadę USA w Teheranie, przetrzymując 52 Amerykanów jako zakładników przez 444 dni. Nie był to protest – to była deklaracja. Nowo powstała Republika Islamska zdefiniowała się jako wróg Stanów Zjednoczonych, a swoją politykę zagraniczną oparła na konfrontacji z Ameryką i jej sojusznikami.
Od tamtej pory schemat pozostaje niezmienny.
W 1983 roku 241 amerykańskich marines zginęło w zamachu bombowym na koszary w Bejrucie, przeprowadzonym przez Hezbollah przy wsparciu Teheranu. Do dziś pozostaje to jednym z najtragiczniejszych dni w historii Korpusu Piechoty Morskiej od czasów II wojny światowej.
Według szacunków Pentagonu, podczas wojny w Iraku milicje wspierane przez Iran zabiły 603 amerykańskich żołnierzy. Dostarczone przez Iran ładunki typu EFP (penetratory formowane wybuchowo) z łatwością niszczyły amerykańskie pojazdy opancerzone. Wiem o tym z własnego doświadczenia – moi żołnierze i ja mierzyliśmy się z tą bronią twarzą w twarz. To nie były odosobnione incydenty. To była element celowej strategii Teheranu, uderzającej w siły USA.
Ta kampania nigdy nie wygasła – ona ewoluowała.
W styczniu 2020 roku Iran wystrzelił pociski balistyczne w stronę amerykańskich baz w Iraku. U ponad 100 żołnierzy zdiagnozowano później urazowe uszkodzenia mózgu (TBI). Między październikiem 2023 a początkiem 2024 roku proirańskie milicje przeprowadziły ponad 170 ataków na siły USA w Iraku i Syrii. Co więcej, na terytorium samych Stanów Zjednoczonych udaremniono zamachy na wysokiej rangi urzędników państwowych. Macki reżimu nie są teoretycznym zagrożeniem – one działają tu i teraz.
Od 47 lat Republika Islamska atakuje Amerykanów bezpośrednio lub rękami swoich pośredników.
Jednocześnie Iran konsekwentnie rozwija program nuklearny i rozbudowuje arsenał rakiet balistycznych. Wzbogacił uran do poziomu znacznie wykraczającego poza potrzeby cywilnej energetyki. Opracował systemy rakietowe o coraz większym zasięgu, dążąc do rozszerzenia zdolności odstraszania i wymuszania uległości. Te zbrojenia nie mają charakteru obronnego. Ich celem jest destabilizacja regionu, zastraszanie sąsiadów i ostatecznie zagrożenie globalnemu bezpieczeństwu.
Przez dziesięciolecia wielokrotnie próbowano dyplomacji: negocjacji, łagodzenia sankcji, inspekcji i kuluarowych rozmów. Teoria zakładała, że inkluzywność i zachęty złagodzą kurs Teheranu. Historia dowiodła czegoś przeciwnego. Gdy trwały rozmowy, Iran nie przestawał finansować Hezbollahu, Hamasu, szyickich milicji w Iraku czy Huti. Nadal udoskonalał rakiety. Nadal wzbogacał uran. I nadal zabijał Amerykanów.
W pewnym momencie trzeba nazwać ten schemat po imieniu.
Zgodnie z Artykułem II Konstytucji, Prezydent Stanów Zjednoczonych jest Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych. To uprawnienie nie jest symboliczne – wiąże się z obowiązkiem ochrony życia obywateli, żołnierzy oraz interesów narodowych. Kiedy wrogi reżim prowadzi trwającą dekady wojnę zastępczą, dokonuje ataków rakietowych, rozwija broń jądrową i spiskuje w celu przeprowadzenia zamachów, konstytucyjna odpowiedzialność władzy wykonawczej jest oczywista.
Nie chodzi tu o retorykę „zmiany reżimu” czy ideologiczną transformację. Chodzi o zneutralizowanie zagrożenia i przywrócenie skutecznego odstraszania.
Wojna Iranu z USA nie zaczęła się w tym roku. Zaczęła się w 1979. Dziś pytaniem nie jest to, czy ten konflikt istnieje. Pytaniem jest, czy Stany Zjednoczone go zakończą.
Historia uczy, że gdy Ameryka nie reaguje zdecydowanie na systematyczną agresję, agresja ta tylko przybiera na sile.
Od 47 lat Amerykanie są na celowniku.
Wystarczy.
Wojna Iranu ze Stanami Zjednoczonymi nie zaczęła się wczoraj
Kategorie: Uncategorized

