
16 lutego 2026 roku w Atenach zmarła Dana Eden, współtwórczyni i producentka izraelskiego serialu szpiegowskiego „Teheran”. Miała 52 lata. Przebywała w Grecji w związku z realizacją kolejnego sezonu produkcji. Okoliczności śmierci są przedmiotem postępowania prowadzonego przez grecką policję.
Wśród osób, które publicznie zareagowały na jej śmierć, był aktor Hugh Laurie, który dołączył do obsady w trzecim sezonie. Zamieścił w serwisie X wpis:
„Dana Eden, która współtworzyła i produkowała „Teheran”, zmarła w niedzielę, najwyraźniej z własnej ręki. To straszna rzecz. Była błyskotliwa, zabawna i miała niezwykły dar przewodzenia ludziom. Wyrazy miłości i współczucia dla wszystkich, którzy ją znali”.
W komentarzach zaczęły pojawiać się zarzuty, że aktor poprzez sam fakt publicznego uhonorowania izraelskiej producentki wyraża poparcie dla Izraela i syjonizmu.
Laurie odpowiedział:
„Nic, co kiedykolwiek powiedziałem lub zrobiłem, nie mogłoby doprowadzić rozsądnej osoby do przekonania, że jestem syjonistą. Jednak jeśli ktoś cieszy się ze śmierci mojego przyjaciela, tak, zablokuję go. A jeśli na moim miejscu nie zrobiłbyś tego samego, to możesz się odpieprzyć”.
Na te słowa zareagował rabin S. Litvin, zarzucając aktorowi odcinanie się od zmarłej, jej narodu i jej państwa: „Jakiż większy afront mógłby Hugh Laurie wyrządzić Danie Eden niż wykorzystanie jej śmierci do odcięcia się od Dany, jej narodu i jej ojczyzny. Jakże to żałosne.”
Laurie odpisał:
„Rabbi. Nic takiego nie zrobiłem i nigdy bym nie zrobił. Proszę przeczytać jeszcze raz rano”.
Aktor nie ogłosił żadnych poglądów politycznych. Nie poparł ani nie potępił Izraela, próbował uniknąć przypisanej mu etykiety. Podkreślił jedynie, że nie jest syjonistą. Nie powiedział, że jest antysyjonistą.
Pojawia się więc pytanie, dlaczego uważał, że musi się tłumaczyć? Jak widać w obecnym klimacie nawet zwykłe publiczne pożegnanie izraelskiej współpracowniczki odczytano jako deklarację polityczną. Milczenie mogło zostać uznane za potwierdzenie, dlatego Laurie zdecydował się zaprzeczyć.
No tak, ale dlaczego W OGÓLE czuł się w obowiązku zaprzeczać?
Ano dlatego, że publicznie padło wyklęte na salonach słowo „syjonizm”. A to dla aktorskiej reputacji prawie jak plotka, że się zostało wymienionym w aktach Epsteina.
Co oznacza to słowo? Dla jednych, w powszechnym, choć mylnym przekonaniu, syjonizm jest skrótem myślowym, zawierającym w sobie wszystko, co przez lata wyprodukowała zbiorowa paranoja antysemicka, jest przekonaniem o żydowskim dążeniu do supremacji nad światem i międzynarodowym spisku. Dla innych to ideologia kolonizatorów. Tymczasem w najprostszym znaczeniu syjonizm to przekonanie, że naród żydowski ma prawo do własnego państwa i samostanowienia w Izraelu, na ziemi swoich przodków, bez określania jego rządu czy polityki, zupełnie tak samo, jak mogą to czynić inne narody.
Z tego powodu odpowiedź Lauriego nie mogła pozostać neutralna. Odrzucając przypisaną mu etykietę, nie odnosił się do konkretnych działań państwa, lecz – czy chciał czy nie – do samej zasady istnienia Izraela. Nie sądzę, aby taka była jego intencja. Zgodnie z logiką tego sporu jego słowa zostały odczytane jako odrzucenie syjonizmu, a więc jako zakwestionowanie prawa ośmiu milionów izraelskich obywateli do własnego państwa.
Czasem trzeba się określić.
To prawda… ale nie dlatego, że ktoś nas zmusza, tylko dlatego, że milczenie też coś komunikuje. Laurie myślał, że pozostaje neutralny, w rzeczywistości jego wypowiedź została odebrana jako komunikat: „nie chcę być kojarzony z syjonizmem”.
Jego błąd nie polegał na tym, że coś powiedział, ale że próbował nie powiedzieć nic w sytuacji, w której symbolicznie już to zrobił.
Hugh Laurie wpadł w pułapkę, bo próbował uniknąć deklaracji, a dzisiaj brak stanowiska też jest stanowiskiem. Nie tylko w sprawie Izraela – w każdej sprawie. I to jest nowa reguła życia publicznego.
Dawniej można było wykręcić się od odpowiedzi, stwierdzić – to nie moja sprawa, albo prostu nie wiem.
Teraz to już nie działa, ponieważ konflikty stały się tożsamościowe, a nie tylko polityczne. I dlatego pytanie o syjonizm jest w tym wypadku po prostu testem przynależności moralnej.
Nie tylko współczucie przestało być neutralne,
neutralność w ogóle przestała istnieć w sprawach tożsamościowych.
Każdy z nas w pewnym momencie zostaje postawiony przed pytaniem nie o poglądy, tylko o to, czy jest gotów ponieść koszt własnego stanowiska – albo koszt jego braku.
Kategorie: Uncategorized

