Uncategorized

Akt końcowy

Generał Yoav Gallant

Izrael wygrał na siedmiu frontach. Teraz musi skapitalizować to zwycięstwo.

Od ponad dwóch lat Izrael prowadzi symultaniczną wojnę na siedmiu frontach: w Strefie Gazy, Libanie, Syrii, Iraku, Jemenie, Judei i Samarii, a obecnie – z niespotykaną dotąd siłą – przeciwko samemu Iranowi. Operacja wymierzona w irańską infrastrukturę jądrową i rakietową stanowi punkt kulminacyjny tej kampanii. Gdyby zapytać dziś mieszkańców Bejrutu, Damaszku, Gazy czy Teheranu, czy warto było rzucać wyzwanie Izraelowi, odpowiedź byłaby jednoznaczna: nie. Izraelska zdolność odstraszania nie była tak potężna od pokoleń.

Kiedy na początku 2023 roku objąłem stanowisko ministra obrony, dokonałem rewizji koncepcji operacyjnej uderzenia na irańskie obiekty nuklearne. Uznałem, że działania te muszą opierać się na ustanowieniu korytarza powietrznego i bezwzględnej dominacji w niebie, zastępując plany, które nie gwarantowały wystarczającej skali zniszczeń. Moim punktem wyjścia było założenie, że atak na instalacje jądrowe nieuchronnie doprowadzi do wojny – wojny, którą musimy wygrać. Logika była prosta: za każdą irańską rakietę wystrzeloną w stronę Izraela, na terytorium agresora spadnie dziesięć ton bomb. Ta nowa równowaga sił miała trwale osłabić Iran i wzmocnić pozycję Izraela.

Sukces ten jest zasługą żołnierzy, dowódców i funkcjonariuszy wywiadu. To ich determinacja pozwoliła Siłom Obronnym Izraela (IDF) operować na poziomie doskonałości, któremu dorównuje niewiele armii świata.

Pułapka militarnego sukcesu

Istnieje jednak prawda, którą rozumie każdy doświadczony oficer. Carl von Clausewitz pisał, że wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami. Każde zwycięstwo militarne musi zostać zwieńczone politycznym „zakotwiczeniem” opartym na dalekowzrocznej strategii. Bez przełożenia sukcesu na język polityki, wygrana bitwa staje się jedynie przerwą w trwającym konflikcie.

Historia Izraela ukazuje wadliwy schemat: walczymy wybitnie, osiągamy spektakularne wyniki na polu bitwy, lecz mamy trudności z ich utrwaleniem w sferze dyplomatycznej.

Tak było po wojnie sześciodniowej – genialnym triumfie, który w niespełna tydzień zmienił mapę regionu, ale nie przyniósł natychmiastowych rozwiązań politycznych. Dopiero po wojnie Jom Kippur, dzięki głębokiemu zaangażowaniu USA, sukcesy militarne przekuto w wiążące układy. W rzeczywistości jedynym konfliktem w naszej historii, w którym myśl polityczna wyprzedzała i nadawała kierunek operacjom wojskowym, była kampania sueska z 1956 roku.

Lekcja ze Strefy Gazy

Najświeższym przykładem tej bolączki jest Strefa Gazy. IDF rozbiły struktury Hamasu ogromnym kosztem, tworząc idealne warunki do ofensywy dyplomatycznej. Już latem 2024 roku na stole leżało porozumienie w sprawie zakładników, które mogło przyspieszyć realizację nadrzędnego celu: zakończenia rządów Hamasu. Zaangażowanie prezydenta Trumpa, choć kluczowe, nastąpiło późno z racji objęcia urzędu dopiero w styczniu 2025 roku. Doprowadziło ono do powrotu zakładników, ale za wysoką cenę: wojna wygasła bez ustanowienia alternatywnej wobec Hamasu administracji. Zwłoka decyzyjna sprawiła również, że musieliśmy uwolnić z więzień znacznie większą liczbę morderców, niż wymagałoby tego porozumienie zawarte kilka miesięcy wcześniej.

Jakość izraelskich operacji budzi podziw u sojuszników na całym świecie – od Waszyngtonu po stolice europejskie. Jednak w momencie, gdy należy zdyskontować te osiągnięcia przy stole negocjacyjnym, podziw ustępuje miejsca pytaniom o brak wizji.

Okno możliwości

Izraelski konserwatyzm strategiczny jest zrozumiały dla małego kraju wrogim otoczeniu. Jednak to właśnie dlatego musimy działać odważnie, by nie powielać błędów przeszłości. Obecna sytuacja doprowadziła do rzadkiego zjawiska: pełnej zbieżności interesów Izraela, USA i kluczowych państw arabskich. Regionalny projekt Iranu legł w gruzach, a jego „podwykonawcy” zostali spacyfikowani.

Takie okna możliwości nie pozostają otwarte wiecznie.

Porozumienia Abrahama pokazały, że zmiana paradygmatu w regionie jest możliwa, gdy spotykają się odpowiednie warunki i silne przywództwo. Dzisiaj szanse są jeszcze większe: zagrożenie jest lepiej zdefiniowane, a koalicja szersza. Możemy zbudować nową architekturę bezpieczeństwa, która utrwali dominację Izraela na dekady.

Prezydent Trump demonstruje model przywództwa, który łączy siłę militarną, gospodarczą i polityczną w jeden spójny mechanizm. Izrael musi stać się aktywnym partnerem w tej grze. Ramy współpracy już istnieją, koncepcje są opracowane, a nasi regionalni partnerzy – gotowi.

Brakuje jedynie ostatecznej decyzji i cywilnej odwagi, by wyjść poza horyzont sukcesu czysto wojskowego. IDF przygotowywały grunt przez ponad dwa lata. Teraz nadszedł czas na ruch polityczny. Historia nie znosi próżni i nie czeka na spóźnialskich. Ta szansa może się już nie powtórzyć.


Akt końcowy

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Całkowicie się zgadzam z tą tezą.
    Izrael wygrywa wojny ale marnuje te wygrane.
    Miejmy nadzieję ze tym razem będzie inaczej.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.