
WeissWord
„Chcemy mieć najsilniejszy, najbardziej produktywny i najbardziej innowacyjny sektor energetyczny na świecie – taki, który będzie w stanie nie tylko napędzać amerykański wzrost gospodarczy, ale także sam w sobie stanowić jedną z czołowych gałęzi eksportowych Ameryki”.
— Strategia bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych, 2025
Na początku XXI wieku wśród ekspertów ds. energetyki panował „konsensus waszyngtoński”, zgodnie z którym krajowa produkcja gazu ziemnego w Stanach Zjednoczonych znajdowała się w śmiertelnej spirali. Ceny gwałtownie rosły, a prognozy sugerowały, że USA wkrótce nie będą w stanie zasilić własnego przemysłu. Jaki był plan? Zbudować ogromną infrastrukturę terminali importowych do odbioru skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Kataru lub Rosji, poddawać go regazyfikacji i pompować do krajowej sieci.
Następnie, około 2008 roku, nadeszła „rewolucja łupkowa”. Połączenie wiercenia poziomego i szczelinowania hydraulicznego (fracking) uwolniło ogromne zasoby uwięzione w skałach. Niemal z dnia na dzień niedobór zamienił się w potężną nadwyżkę. Warte miliardy dolarów terminale importowe stały się „białymi słoniami” – bezużytecznymi aktywami, ponieważ Ameryka nie musiała już importować ani jednej cząsteczki gazu.
W 2016 roku, gdy Stany Zjednoczone zakończyły modernizację tych terminali pod kątem eksportu i zaczęły szukać nabywców, napotkały przeszkodę: rynek europejski był już zajęty.
Oblężenie Nord Stream
Nord Stream był klejnotem w koronie współpracy rosyjsko-europejskiej – systemem dwóch potężnych rurociągów podbałtyckich łączących Rosję bezpośrednio z Niemcami. Było to wspólne przedsięwzięcie Niemiec, Rosji, Holandii i Francji, mające zapewnić europejskiemu przemysłowi tanią energię.
Tania energia oznaczała, że europejska gospodarka pozostanie niezwykle konkurencyjna wobec swoich amerykańskich i chińskich odpowiedników. Doprowadziło to do bezpośredniej kolizji interesów z Waszyngtonem. Amerykańska kampania nacisku na Nord Stream nie była incydentem; było to trwające dekadę dyplomatyczne i gospodarcze oblężenie.
Waszyngton przeszedł od uprzejmych perswazji za czasów Obamy, przez bezpośrednie groźby i paraliżujące sankcje podczas pierwszej kadencji Trumpa, aż po działania mające na celu ograniczenie szkód za rządów Bidena. W grudniu 2019 roku szwajcarska firma Allseas, obsługująca specjalistyczne statki do układania rur, natychmiast wstrzymała prace z obawy przed odcięciem od amerykańskiego systemu finansowego. Projekt zamrożono, gdy do ukończenia zostało zaledwie 160 km.
Wznowiony konflikt między Rosją a Ukrainą dał Stanom Zjednoczonym ostateczną przewagę, pozwalającą zerwać zależność Europy od Rosji. Po wahaniach kanclerza Olafa Scholza, który długo trzymał się mantry Angeli Merkel o „projekcie czysto komercyjnym”, we wrześniu 2022 roku doszło do sabotażu. Rurociągi zostały przerwane, a przepływ gazu wstrzymany. Niemcy stały się największym na świecie importerem amerykańskiego LNG. Do dziś nie opublikowano oficjalnych wyników śledztwa wskazujących sprawców.
Obecnie Stany Zjednoczone są niekwestionowanym liderem eksportu gazu do Europy. Po zneutralizowaniu Rosji, LNG stało się geopolitycznym młotem w arsenale amerykańskiej polityki zagranicznej.
Nowe pole bitwy: Zatoka Perska
Ta historia stanowi niezbędny wstęp do obecnej wojny w Zatoce Perskiej i konfrontacji z Iranem. Cel administracji Trumpa – uczynienie Ameryki „wielką i potężną” – wiąże się bezpośrednio z kontrolą nad energią i surowcami. Głównym celem nie jest Teheran, lecz Pekin. Waszyngton dąży do zneutralizowania chińskiej „twardej siły” poprzez odcięcie jej „przemysłowego tlenu”.
O ile początek 2026 roku charakteryzował się szybką „stabilizacją” Wenezueli przez USA, o tyle obecnie środek ciężkości przesunął się w stronę Iranu. Celem nie jest jedynie obalenie reżimu, ale przejęcie kontroli nad Zatoką Perską – główną tętnicą chińskiej gospodarki.
Stany Zjednoczone strategicznie wykorzystały przecieki wywiadowcze dotyczące zamknięcia Cieśniny Ormuz oraz minowania wód, aby uzasadnić eskalację ataków. Co ciekawe, zarówno sekretarz skarbu USA, jak i prezydent Trump przyznali w tym tygodniu, że Irańczycy w rzeczywistości nie rozmieścili min.
Strategia jest niezwykle wyrafinowana:
- USA skoordynowały z Izraelem atak na irańskie obiekty gazowe w pobliżu pól eksploatowanych przez Katar.
- Irański odwet uderzył w katarskie zakłady skraplania gazu – największe na świecie.
- QatarEnergy ogłosiło całkowite wstrzymanie produkcji, szacując, że powrót do pełnej wydajności potrwa pięć lat.
W obliczu wyłączenia dostaw z Kataru, kapitał azjatycki jest przekierowywany do amerykańskich producentów. Trump osiąga dwa cele naraz: kontroluje przepływ energii do Chin i eliminuje bliskowschodnią konkurencję z globalnego rynku.
Strategia ta uderza również w sektor nawozów sztucznych, które stanowią ok. 33% handlu krajów Zatoki Perskiej, trafiając głównie do Azji (w tym Indii). Bez gazu produkcja nawozów w Azji załamie się. Wysokie cła nałożone przez Trumpa były odpowiedzią na protekcjonizm Azji wobec amerykańskiego rolnictwa. Teraz, w obliczu widma głodu i braku nawozów, kraje te będą zmuszone obniżyć bariery handlowe i importować amerykańską żywność.
Administracja Trumpa konsekwentnie przejmuje kontrolę nad kluczowymi „wąskimi gardłami” świata – od Cieśniny Ormuz, przez Kanał Panamski, aż po Grenlandię. Zapewniając niskie ceny energii u siebie i wysokie za granicą, USA wywołują potężną falę reindustrializacji (onshoring), cementując swoją hegemonię.
Warto obserwować szczyt USA–Chiny zaplanowany na koniec marca. Jeśli zostanie opóźniony, powód będzie jasny: Waszyngton czeka, aż Pekin wyczerpie strategiczne rezerwy ropy. Wtedy Chiny nie będą miały innego wyboru, jak negocjować z pozycji całkowitej słabości.
Wojna w Zatoce Perskiej to koniec pewnej epoki. Świat, jaki znaliśmy, właśnie przestał istnieć.
Świat, który był, a już nie istnieje
Kategorie: Uncategorized

