GEBERT: W SYRII TRWA PIĘĆ WOJEN NARAZ

Konstanty Gebert


Baszar al-Asad tłumi demokratyczne, ludowe powstanie, Kurdowie walczą z państwem islamskim, z północy atakuje ich Turcja, Asad zwalcza dżihadystów, a Iran wspólnie z Syrią odpierają dominację Arabii Saudyjskiej. Michał Sutowski rozmawia z Konstantym Gebertem.

Michał Sutowski: W Syrii zginęły w ostatnich latach setki tysięcy ludzi, a ofiary tak już spowszedniały, że mało kiedy temat dociera dziś do naszych mediów. Czy atak chemiczny sił syryjskiego prezydenta Asada na miasto Duma i karny atak rakietowy koalicji amerykańsko-brytyjsko-francuskiej to jakiś moment przełomowy w syryjskiej wojnie? Czy użycie gazu to przekroczenie jakiejś istotnej „czerwonej linii”?

Konstanty Gebert: Nie, to jest rutyna. Od czasu słynnej „czerwonej linii” prezydenta Obamy reżim Asada użył broni chemicznej w jakichś trzydziestu przypadkach, ale dopiero teraz nastąpiła reakcja międzynarodowa. Wiele wskazuje bowiem na to, że tym razem armia syryjska, oprócz tradycyjnego chloru, użyła także sarinu – i to właśnie uznano za niedopuszczalne, co mocarstwa chciały Asadowi zasygnalizować.

I to był mocny sygnał?

Atak był bardzo precyzyjnie skalibrowany: tak, żeby nie zmuszać ani reżimu Asada, ani tym bardziej jego sojuszników do reakcji. Z pierwszych doniesień po ataku chemicznym – bo potem Syryjczycy obstawili rejon i nie było jak sprawy zbadać – wynika, że Asad miał pecha, bo akurat w Dumie wyjątkowo mu się powiodło.

To znaczy?

Ten atak był wyjątkowo śmiercionośny. Czy był tam sarin czy nie, nie wiemy na sto procent, choć poważne poszlaki na to wskazują. Na pewno jednak użyto beczek z chlorem – jedna spadła na dach domu i go przebiła, a spadając niżej, rozbiła się. Ponieważ w piwnicy chowali się ludzie, chlor się ścielił nisko, zszedł do piwnicy i tam właśnie padła ogromna większość ofiar. Gdyby nie to, że atak przez przypadek był tak skuteczny, w ogóle nie byłoby żadnej reakcji, bo bez tylu zabitych informacja nie trafiłaby do mediów międzynarodowych. Ataki za pomocą pojemników z chlorem reżim Asada stosuje systematycznie, by zmusić ludzi do opuszczenia jakiegoś miejsca.

Baszar al-Asad w tej wojnie wygrywa? Już ją wygrał?

Prezydent Asad i jego sojusznicy kontrolują trochę ponad połowę terytorium Syrii – bez kurdyjskiej północy i terenów pustynnych – ale aż 2/3 ludności. Można powiedzieć, że z tej perspektywy reżim wojnę wygrał, tyle że byłoby uproszczenie, bo tam się toczy aż pięć wojen. Już jakieś trzy lata temu Asad wygrał wojnę z demokratycznym powstaniem, które zaczęło się na fali arabskiej wiosny 2011 roku. Zaczęło, dodajmy, bez przemocy i z niechęcią sięgnęło po broń dopiero w obliczu rzezi, jaką Asad zareagował na pokojowe demonstracje.

To demokratyczne powstanie miało jakieś szanse? Można mu było pomóc z zewnątrz?

 

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: