Przyslal Adam Mer
Tomasz Żukowski
2014 rok, Bielsko Biała, ul. Wyzwolenia. Antysemickie bazgroły na pomniku upamiętniającym zlikwidowany cmentarz żydowski. (Fot. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl
Weszła do mieszkania bez pukania, w butach, zaczęła się rozglądać i mówić, co zabierze, co zostawi, a co odda Józkowi. Dla przedsiębiorczej Polki nie ulegało wątpliwości, że żydowska rodzina nie jest u siebie
Tomasz Żukowski: Po co rozmawiać o antysemityzmie? Przecież to przeszłość albo prawicowy skansen.
Anna Zawadzka, socjolożka: – Antysemityzmu w Polsce nie da się sprowadzić do posła Brauna i jego ataku gaśnicą na świece chanukowe. Antysemickie graffiti – na które zresztą nikt nie reaguje – to wierzchołek góry lodowej. Traktujemy je jak incydenty, z którymi przeciętny obywatel się nie utożsamia, a nawet potrafi je potępić i dzięki temu czuje się „w porządku”.
Tymczasem antysemityzm spełnia ważne funkcje. Polacy nie umieją myśleć o sobie, a co więcej czuć się dobrze ze sobą, bez odróżniania się od Żyda. Potrzebują Żydów, żeby tworzyć obraz samych siebie. Nie chodzi o realnych Żydów z krwi i kości, ale o fantazję, którą nieustannie produkują, pielęgnują i uaktualniają. W tych fantazjach ważni są tylko oni.
Fantazjowanie to nic złego…
– Tyle że te fantazje traktowane są jako źródło wiedzy o Żydach. Nic bardziej mylnego. Antysemickie fantazje nie mają z Żydami nic wspólnego. Dowiadujemy się z nich natomiast bardzo wiele o tych, którzy je snują. Co więcej, te fantazje mają moc sprawczą.
Ludzie postępują zgodnie z ich logiką i to bywa dla Żydów i Żydówek – realnych ludzi – śmiertelnie groźne. One kształtują warunki, z którymi Żydzi muszą sobie na co dzień radzić.
Moishe Postone, nieżyjący już socjolog z University of Chicago, opisuje antysemityzm jako sposób radzenia sobie z nowoczesnym kapitalizmem i jednocześnie tworzenia wspólnoty. Żyjemy w niepewnym świecie i doświadczamy wyzysku. Czasem kilka pensji dzieli nas od bezdomności, a przecież uczciwie pracujemy.
Co gorsza, zwykle im ciężej pracujemy, tym mniej zarabiamy, o czym wiedzą doskonale pracownicy fizyczni. By jakoś poradzić sobie z poczuciem niesprawiedliwości, chwytamy się różnych racjonalizacji. Jedną z nich jest antysemityzm, który oddziela dwa nierozłączne elementy kapitalizmu: namacalną, konkretną pracę od mechanizmów rynkowych. Wspólnota ludzi ciężko pracujących na chleb to my, a rynek, który na nas pasożytuje, to Żydzi: wyzyskiwacze, którzy nigdy nie splamili rąk pracą i czerpią zyski z naszej krzywdy.
Czy to się zgadza z rzeczywistością? Nie, ale to nic nie szkodzi. Antysemityzm zabezpiecza przed zderzeniem ze światem takim, jakim on jest, i jednocześnie podsuwa kogoś, na kim można bezpiecznie wyładować złość. W Żydach widzi się spekulantów, bo przez wieki nie mogli posiadać ziemi ani środków produkcji. Mamy do czynienia z odwróceniem przyczyn i skutków, co jest zasadą rasistowskiego myślenia.
Ale antysemityzm nie jest po prostu rasizmem?
– Od innych rasizmów odróżnia go między innymi to, że wydaje się aktem oporu przeciw opresji. Walką uciśnionych z systemem i przywracaniem sprawiedliwości. W 1946 roku Sartre pisał, że Francuzi czują się właścicielami Francji, ale z tej wspólnoty wykluczają Żydów. Z Polakami jest podobnie. Wyobrażają sobie, że Polska – ziemia, struktury państwowe, dobra materialne, kultura – wszystko to należy do nich, a Żydzi ciągle chcą coś z tego uszczknąć.
Kiedy antysemita rabuje Żydów, jest przekonany, że tylko wyrównuje rachunki.
Tak było w czasie wojny i w 1968 roku. Z grupą współpracowników robię wywiady z Żydami, którzy po Marcu zostali w Polsce. Jeden z rozmówców wspominał, że w ‘68 weszła do jego mieszkania jakaś pani, bez pukania, w butach, zaczęła się rozglądać i mówić, co zabierze, co zostawi, a co odda Józkowi. Ta żydowska rodzina nie myślała wtedy wcale o wyjeździe, ale dla przedsiębiorczej Polki nie ulegało wątpliwości, że oni nie są u siebie.
Mówisz o wypadkach skrajnej przemocy. A co się dzieje teraz, wśród nas?
– Odsyłamy antysemityzm do przeszłości albo ograniczamy do skrajnej prawicy. Tymczasem jego tubą jest dziś państwowa polityka historyczna z jej instytucjami, pionem edukacyjnym, muzealniczym i ogromnym budżetem. Na wystawach bez żadnego komentarza pokazuje się antysemickie plakaty z czasów tzw. wojny bolszewickiej, gdzie komunista to Żyd z podobną do małpy twarzą okrutnika. Zgodnie z tą polityką, Żydzi dybią na dobre imię Polaków. Może inaczej: Polacy potrzebują wyobrażenia o Żydach jak magicznego lustra, które powie, że są najpiękniejsi. A jest sporo plam do wyretuszowania.
Gra toczy się na dwóch boiskach jednocześnie: komunizmu i Holokaustu. Polska transformacja przebiegała pod hasłami antykomunizmu. Władzę i autorytet moralny przejęli ci, którzy walczyli z komunizmem. Uznano go za zło, ale przecież przed 1989 rokiem i po nim w Polsce mieszkali ci sami Polacy. I co z tym zrobić? Trzeba opowiedzieć historię tak, żeby się okazało, że ktoś inny nam to zrobił, a my tylko z komunizmem walczyliśmy. I tu przydaje się wyobrażony Żyd.
Wygrana na jednym boisku daje przewagę na drugim. Polacy chcą być po dobrej stronie mocy, ale w dzisiejszym świecie – przynajmniej do czasu ostatniego ataku Hamasu, bo teraz nawet to się dynamicznie zmienia – po dobrej stronie mocy są ci, którzy nie są antysemitami.
W świecie zachodnim, wobec którego Polacy mają ogromny kompleks, Holokaust stał się czymś w rodzaju modelowej sytuacji etycznej. Jest jak drogowskaz, który pokazuje, gdzie dobro, a gdzie zło. Polska nie najlepiej wypada, bo coraz więcej dowiadujemy się o przemocy wobec Żydów przed wojną, w czasie wojny i po niej. Dlatego potrzebne jest wyobrażenie, w którym to Żydzi będą winni.

Zdewastowany pomnik upamiętniający pogrom ludności żydowskiej w Jedwabnem, 31 sierpnia 2011 r. Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Wyborcza.pl
Kluczową rolę odgrywa tu zrównanie nazizmu i komunizmu: motyw przewodni polityki historycznej w krajach postkomunistycznych, które jest nową formą negacjonizmu, bo skoro komunizm jest taką samą zbrodnią jak nazizm, Zagłada przestaje być czymś wyjątkowym. Żydzi cierpieli prześladowani przez nazistów, a Polacy przez nazistów i komunistów, a do tego – i tu wkracza „żydokomuna” – komuniści byli Żydami. Bingo! Mogą znowu myśleć o sobie dobrze, skoro są niewinnymi ofiarami i bohaterami jednocześnie.
Odebranie znaczenia Zagładzie i przedstawienie Żydów jako sprawców ma zasadnicze znaczenie. „Zapomniany holocaust”, „mała zagłada”, „Polokaust”, „holokaust Polaków”, wykorzystywanie ikonografii Zagłady do prezentowania polskiej martyrologii, muzea komunizmu pomyślane na wzór muzeów Holokaustu – ciągle wokół tego krążymy.
Niedawno doszedł motyw „holokaustu Palestyńczyków”. Tego pojęcia od dawna używa skrajna prawica. Kilka dni temu dostałam list, odpowiedź na moje złośliwe komentarze pod adresem lewicowych obrońców Palestyny. Było w nim napisane, że Żydzi grają kartą Holokaustu i nawet jak umrze ostatni ocalały, będą używać tej karty, żeby robić, co chcą, komu chcą. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: w Polsce nie mówi się o Holocauście, bo Żydzi tego chcą. To Polacy mają na jego punkcie rywalizacyjną i porównawczą obsesję. Wciąż na nowo przepisują jego historię, żeby wyjść na ofiary i świętych bez skazy.
Ale przecież istnieli komuniści Żydzi.
– Oczywiście, że istnieli, ale to nic nie zmienia. Tak jak w dyskursie „antysyjonistycznym” nie ma znaczenia ani to, jaka jest historia Izraela, ani jaki jest rząd Netanjahu. Ważne są hasła, które uruchamiają dobrze znane obrazy i wywołują emocje przeciw Żydom: ludobójcy, zbrodniarze, kolonizatorzy.
Jak to przyswoisz, bez kłopotu bagatelizujesz przemoc Hamasu i jednocześnie masz o sobie dobre mniemanie, bo bronisz praw człowieka.
Notabene jestem przekonana, że Hamas zna historię i polskiego antysemityzmu, i Holokaustu, bo atak z 7 października był pełen „cytatów” z polskich pogromów przeciwko Żydom i z Zagłady. Nie wierzę, że struktura i charakter tego ataku tylko przypadkiem nawiązywały do najbardziej drastycznych form przemocy wobec Żydów w Europie. W przeciwieństwie do polskiej i zachodniej lewicy, ideolodzy Hamasu są kompetentni w zakresie historii antysemityzmu.

Stambuł, jedna z antyizraelskich manifestacji związanych z interwencją w strefie Gazy, 22.04.2024 r. Fot. REUTERS/Umit Bektas
Wróćmy do komunizmu.
– Żyjemy w paradygmacie antykomunistycznym, a to znaczy, że komunizmowi nie wolno zadawać żadnych pytań. Nie wolno nawet inaczej o nim pomyśleć. To po prostu czyste zło, a dzięki „żydokomunie” można je przypisać Żydom. Weźmy tzw. żołnierzy wyklętych. Ich państwowa gloryfikacja, ustanowiona zresztą za czasów PO, a nie PiS-u, jest możliwa tylko dzięki bezmyślnemu antykomunizmowi. Tak szczelnemu, że czci się morderców i to nie tylko morderców Żydów.
W latach 50. w Stanach, za McCarthy’ego, z antykomunizmu zrobiono test na prawo do bycia amerykańskim obywatelem. Kto oblał, tracił pracę, ciągano go po sądach, czasem musiał uciekać z kraju. Posądzenia o komunizm padały łatwo i miały straszne konsekwencje. Jeśli zapytałaś na przykład, dlaczego zarabiasz mniej niż kolega na tym samym stanowisku, traktowano coś takiego jako przejaw emancypacyjnych fanaberii i kierowano sprawę do komisji, która miała sprawdzić, czy przypadkiem nie masz komunistycznych skłonności.
To samo dotyczyło Żydów: ich żądanie równości diagnozowano jako politycznie podejrzane. Podejrzane było także przeciwdziałanie antysemityzmowi. Nie można już było domagać się równości. Można było tylko próbować zapewnić sobie warunkowe bezpieczeństwo za cenę przyłączenia się do antykomunistycznej nagonki, także wtedy – a może zwłaszcza wtedy – gdy przybierała formy otwarcie antysemickie.
To kwintesencja antysemityzmu: sytuacja, w której Żydzi są ofiarami przemocy i jednocześnie wzywa się ich na świadków niewinności tych, którzy ich dyskryminują. I bezwzględnie zmusza, żeby mówili tylko to, co antysemici chcą usłyszeć.
To samo dzieje się i działo w Polsce. Aleksander Smolar wielokrotnie mówił, że nie czuł się uprawniony, by wypowiadać się w imieniu opozycji, bo był Żydem. Opisuje, jak pytał kolegów, czy może założyć opozycyjne pismo i jak je prowadzić, żeby nie uznano, że to żydowska inicjatywa. Wykreślał ze swoich artykułów o antysemityzmie zdania, które nie podobały się polskim kolegom, bo ponoć źle świadczyły o Polsce. Obiektywnie rzecz biorąc, wylicza przykłady antysemickiej przemocy, której padł ofiarą, ale zaraz dodaje, że rozumie kolegów z opozycji i sam zrobiłby tak samo.
Zaraz, zaraz, przecież w PRL-u dyskredytowano opozycję w ten sposób. Sam pamiętam napisy „Kuroń Żyd” na murach w 1981 roku.
– To jest argument i Metzena, i polskiej lewicy, która jest tak zaangażowana w kampanię antyizraelską, że bardzo jej nie na rękę zajmować się antysemityzmem na własnym podwórku: gdyby nie było chanukiji w Sejmie, nic by się nie stało. Doprawdy? Nic by się nie stało, gdyby nie było antysemityzmu. Wbrew temu, co mówili posłowie, atak Brauna nie był przeciwko judaizmowi, nie miał charakteru religijnego, był antysemicki.
Polacy gotowi są na wszelkie cyrkowe sztuczki, żeby tylko nie użyć słowa na „a”.
Napisy, o których wspominasz, mogły pojawić się dlatego, że wyobrażenie Żyda było żywe w społeczeństwie. Każdy – bez względu na światopogląd – wiedział, że „Żyd” to obelga. Tyle że Smolar usprawiedliwiał polskich kolegów, bo nie miał innego wyjścia. Żydzi mają pistolet przy głowie, gdy bierze się ich na świadków polskiej tolerancji.
Jeśli chcemy poważnie myśleć o antysemityzmie, musimy sobie uświadomić, że Polak i Żyd w Polsce żyją w zupełnie innych warunkach. Tu nie ma żadnej symetrii. Nikt cię nie zapyta, co twój dziadek hallerczyk robił w czasie pogromów ani po kim jest dom, w którym mieszkasz, i jak twoja rodzina weszła w jego posiadanie. Ale Żyda zapytają o babcię komunistkę, nawet jeśli jego realna babcia w ogóle się polityką nie interesowała. Ty jesteś przezroczysty, „normalny” i na tym polega twój przywilej. A Żyd jest naznaczony. Czyli w każdej chwili może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to, co sobie ktoś na jego temat ubzdurał. Żyd, czy chce czy nie chce, musi się z tą sytuacją konfrontować, jakoś z nią układać, wymyślić jakąś strategię.
Piętno to ogromna praca, o której nienapiętnowani nie mają bladego pojęcia: ciągła czujność, życie w zagrożeniu, umiejętność jego minimalizowania, radzenie sobie z mikro-agresją, dostosowywanie się, przymus milczenia.

2019, Białystok, mural 'Utkany wielokulturowością’ znów zamalowany antysemickimi hasłami. Mieszkańcy odnowili go raptem dwa dni wcześniej po poprzednim zniszczeniu Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl
Jednym ze sposobów radzenia sobie z piętnem jest asymilacja. Mówią ci: stań się taki jak my, to zapomnimy, że jesteś Żydem.
– Wymuszanie na mniejszościach asymilacji to narcystyczna rozkosz Polaków: pokażcie nam, że chcecie być tacy jak my, bo to dowód, jacy jesteśmy atrakcyjni i piękni. Jednocześnie robi się z asymilacji zarzut przeciw Żydom, że próbują się podszywać pod kogoś, kim nie są, że udają i oszukują. W socjologii nazywa się to podwójnym wiązaniem. Asymilując się, Żyd musi bez końca udowadniać, że jest jak inni, być bardziej papieski niż sam papież. Zdaje egzamin za egzaminem, ale nigdy nie dostaje dyplomu. Równość nigdy nie staje się faktem, tylko marchewką na kiju.
Hanna Krall opisuje ten mechanizm jako sublokatorstwo. W relacjach Polaków z Żydami w Polsce ci pierwsi uważają się za gospodarzy i zmuszają drugich, żeby zachowywali się jak goście, to znaczy dostosowywali się do reguł narzuconych przez antysemickie otoczenie i nie narzekali. Antysemickość polskiej kultury polega na tym, że nikt nie ma nawet cienia wątpliwości, kto ma się do kogo dostosować.
Czy chcesz przez to powiedzieć, że wszyscy jesteśmy antysemitami?
– Współczesny socjolog Marcel Stoetzler napisał, że antysemityzm jest karykaturą socjologii – dziedziny, która u swego zarania konkurowała z antysemityzmem w wyjaśnianiu świata. Jeśli nie zobaczymy go w ten sposób – jako sposobu postrzegania rzeczywistości, który spełnia pewne funkcje – utkniemy na mieliźnie.
Tu nie chodzi o indywidualne zaburzenia poznawcze. Zastanawianie się, kto jest antysemitą a kto nie, to ślepa uliczka. W Stanach Zjednoczonych badacze i badaczki rasizmu dowiedli, że rasizm nie sprowadza się do problemów psychologicznych tej czy innej osoby. Nie sprowadza się też do złych lub dobrych intencji. Nawet jeśli masz słuszne poglądy i chodzisz na antyrasistowskie demonstracje, nadal masz szansę na lepszą pracę niż twój nie-biały sąsiad, a policja nie wylegitymuje twoich dzieci w drodze do szkoły. Problem leży w normach kulturowych, w mechanizmach, które działają niejako nad naszymi głowami.
W psychologii społecznej popularna jest teza, że krzywdzące stereotypy można eliminować przez bezpośredni kontakt. Jeśli antysemita spotka się z konkretnym Żydem i zobaczy, że oglądają te same filmy i lubią tę samą muzykę, słowem są takimi samymi ludźmi, to fałszywe przekonania znikną. Przypatrzmy się temu. Konkretny Żyd reprezentuje wszystkich Żydów, jest ich przedstawicielem, czyli potwierdza się podstawowa cecha antysemickich wyobrażeń o Żydach jako grupie, gdzie jeden oznacza wszystkich, a wszyscy jednego. Mamy się przekonać, że Żyd jest taki jak my, czyli to my jesteśmy normą, a on zdaje egzamin.
A jak go nie zda? Jak się okaże, że nie jest taki jak my, to co? Antysemici mieli rację?
Wygląda to ponuro… Jak sobie z tym radzą polscy Żydzi?
– Od czasów międzywojennych do 1968 roku odpowiedzią na antysemityzm był uniwersalizm. Liberalny albo lewicowy, ale uniwersalizm. Żądano równości dla Żydów jako obywateli. Tyle że w Marcu ’68 Gomułka urządził uniwersalizmowi pogrzeb.
Nielicznym, którzy zostali, zaproponowano, żeby stali się idealnymi gośćmi w polskim domu. Tak zwane odrodzenie kultury żydowskiej w Polsce, raczkujące już pod koniec lat 70., wpisało się moim zdaniem w narzucone przez antysemicką większość ramy. Antysemityzm nie wytwarza tylko negatywnych obrazów Żyda. Polska kultura potrzebuje także obrazów pozytywnych, w których będzie się mogła przeglądać. Dzięki temu Polacy zobaczą siebie jako tolerancyjnych, otwartych i zainteresowanych odmiennością Europejczyków. Ale cały czas produkują wyobrażenie Żyda, w którym ważni się wyłącznie oni.

Poznań, marzec 1968 r. IPN
Jak to działa? Jak za McCarthy’ego w Stanach, zakreśla się granice dozwolonej żydowskiej tożsamości. Żydzi mają swoją niszę, swoje urocze, egzotyczne, trochę dziwaczne zwyczaje, mogą prezentować religijną i kulturową odmienność. Polacy przywitają ich chlebem i solą, ale pod warunkiem, że tylko oni będą tutaj gospodarzami. Stąd potrzeba mitu wielokulturowego raju. Można wspominać z nostalgią przedwojenne sztetle, mówić o Polin: jak to fajnie, że Żydzi postanowili sobie w naszej Polsce odpocząć i jak to dobrze, że trafili na taki łagodny i dobry lud.
A przecież przedwojenna Polska to było dla Żydów piekło.
Wyobraź sobie: żyjesz w kraju, gdzie twoja historia jest manipulowana i instrumentalnie wykorzystywana. Jesteś przedmiotem tej opowieści, ale nie masz głosu, nie możesz jej po swojemu opowiedzieć, nie masz jak, nie masz gdzie, nie masz komu. Jak próbujesz, to jesteś uciszany. Pacyfikują cię mianem „przewrażliwionego”, „straumatyzowanego” albo „stronniczego” – tak jakby polska opowieść o Polsce była obiektywna. Diagnozują cię, zamiast z tobą dyskutować. Zmuszają do potakiwania. Jesteś żywym dowodem, że kłamstwa na twój temat – wielokulturowy raj, cała Polska ratowała Żydów, braterstwo broni, żydowscy kaci w UB – to prawda.
Musisz więc swoje doświadczenia włożyć do skrzyneczki, zamknąć na klucz i powiedzieć, że przemoc to przeszłość. Tak w dużym skrócie wygląda „dialog polsko-żydowski”. Tylko że przemoc trwa. To zaświadczanie i wymuszone milczenie tworzy antysemicką rzeczywistość.
Czy znasz jakiegoś Żyda mieszkającego w Polsce, który publicznie i na poważnie wyraża gniew z powodu polskiego antysemityzmu?
Nie znam…
– A widzisz. To jest dyscyplina, o której mówimy. Żydzi nie mogą odczuwać gniewu ani żywić urazy, chociaż mają po temu milion powodów. Jeśli pozwolą sobie na coś takiego, uznajemy, że coś z nimi nie w porządku, przecież powinni być wielkoduszni, wybaczyć. Tak potraktowano Henryka Grynberga. Jean Amery – filozof, pochodzący z domu zasymilowanych Żydów austriackich, członek antyhitlerowskiego ruchu oporu, ocalały z Zagłady – pisał, że skierowane do ofiar oczekiwanie wybaczenia to w istocie kontynuacja przemocy, która miałaby zostać wybaczona.

’Dzień bez Żydów’, 'Żądamy urzędowego ghetta’ – transparenty na ogrodzeniu przed wejściem do Politechniki Lwowskiej, której dwa wydziały – inżynieryjny i mechaniczny – podjęły w grudniu 1935 r. stosowne uchwały i jako pierwsze w Polsce wprowadziły getto ławkowe. Fot. Archiwum
Literaturoznawczyni Naomi Seidman zbadała historię „Nocy” Elie Wiesela. Książka powstała w jidysz i w oryginale była pełna gniewu. Ale kiedy redagowano francuską wersję, zasugerowano Wieselowi, że ten gniew się nie-Żydom nie spodoba, więc należy go zastąpić metafizycznym smutkiem. Dostosowano książkę do potrzeb tak zwanej ludzkości, czyli ocenzurowano żydowską opowieść o tym, jaka ta ludzkość naprawdę była.
Widzisz jakieś wyjście?
– Nie jestem od tego, żeby podsuwać rozwiązania, ale chciałabym wrócić do figury „żydokomuny”. W artykule zatytułowanym „W kwestii żydowskiej” Marks polemizuje z podówczas wpływowym filozofem i teologiem Bruno Bauerem, dla którego warunkiem emancypacji Żydów była rezygnacja z ich żydowskiej osobności: wszystko dla Żydów jako jednostek, nic dla Żydów jako wspólnoty. Dzięki interpretacji brytyjskiego historyka Roberta Fine’a zrozumiałam, że Marks występował przeciwko stawianiu równości jakichkolwiek warunków. Nie może istnieć większość, która będzie decydować: przyjmiemy cię do ludzkiej wspólnoty, dostaniesz prawa, jeśli zrobisz to lub tamto.
Albo: musicie się rozebrać z żydowskości, żeby wejść do wspaniałego świata ludzkości. To był prawdziwy skandal dla politycznych, intelektualnych i społecznych przyzwyczajeń Europejczyków. Skandalem okazał się właśnie radykalny uniwersalizm. Trzeba było wymyślić „żydokomunę”, żeby ten skandal zażegnać.
Dr Anna Zawadzka – socjolożka, pracuje w Instytucie Slawistyki PAN, autorka książki „Więcej niż stereotyp. >>Żydokomuna<< jako wzór kultury polskiej”.
Tomasz Żukowski pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN, zajmuje się literaturą współczesną i pamięcią o Zagładzie. Autor książek „Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów” (2018) i „Pod presją. Co mówią o Zagładzie ci, którym odbieramy głos” (2021). Oba tytuły dostępne w dobrych księgarniach i w formie e-booków na Publio.pl.
Atak Hamasu z 7 października był pełen cytatów z polskich pogromów Żydów i z Zagłady

Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


