Uncategorized

Alain Finkielkraut: Bóg obiecał tę ziemię Żydom, a Arabowie rozumieją tylko siłę. Dokąd doprowadzi takie myślenie?


Alexandre Devecchio Le Figaro

Młodzież bierze udział w okupacji ulicy przed budynkiem Uniwersytetu Sciences Po w celu wsparcia Palestyńczyków w Gazie, Paryż, Francja, kwiecień 26.2024.

Młodzież bierze udział w okupacji ulicy przed budynkiem Uniwersytetu Sciences Po w celu wsparcia Palestyńczyków w Gazie, Paryż, Francja, kwiecień 26.2024. (Fot. REUTERS/Gonzalo Fuentes)

Dla „realistów” 7 października nie był traumą, tylko potwierdzeniem ich racji. „A nie mówiliśmy?”, triumfują. Z masakry dokonanej w kraju, który zbudowali Żydzi, żeby raz na zawsze uciec przed taką przemocą, wyszli nie w szoku, tylko zadowoleni, że to oni mieli rację.

Alain Finkielkraut – francuski pisarz i filozof, członek Akademii Francuskiej, syn polskich Żydów urodzony w Paryżu w 1949 r.

Alain Finkielkraut

Alain Finkielkraut Fot. LAMACHERE AURELIE/BALTEL/SIPA/East News

Wrócił pan właśnie z Izraela. To pierwsza pana wizyta w tym kraju po ataku Hamasu z 7 października. Co pan tam zobaczył?

– Nie umiałem dłużej dzielić smutku i udręki Izraelczyków z dystansu. Zdecydowałem się więc na tę podróż, żeby okazać im solidarność, ale też dowiedzieć się więcej o tym, co oni sami określają jako najgorszy okres w historii swojego państwa.

Czy społeczeństwo jest raczej zjednoczone wobec zagrożenia, czy też raczej podzielone w kwestiach politycznych?

– Jeden z moich rozmówców, profesor nauk społecznych na Uniwersytecie w Tel Awiwie, powiedział bez ogródek: „Problemem Izraela nie jest Hamas, tylko Netanjahu”.

Hamas nie jest tak naprawdę „problemem”, po prostu jest wrogiem, który chce nie tylko unicestwienia Izraela, lecz także eksterminacji Żydów, co udowodnił 7 października, i dlatego trzeba go unieszkodliwić. Tak uważa większość Izraelczyków.

Natomiast premier Benjamin Netanjahu jest problemem, bo blokuje wszystkie drogi wyjścia, zamyka wszystkie drzwi, skrupulatnie sabotuje wszystkie rozwiązania. IDF, armia Izraela, opowiada się za przywróceniem władzy Autonomii Palestyńskiej w Strefie Gazy, ale izraelski premier uparcie odmawia. Dlaczego? Ponieważ natychmiast straciłby niezbędne mu poparcie ekstremistów w swym rządzie.

Protest przeciwko rządowi izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu w Tel Awiwie, Izrael, 27 kwietnia 2024 r.

Protest przeciwko rządowi izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu w Tel Awiwie, Izrael, 27 kwietnia 2024 r. Fot. REUTERS/Shannon Stapleton

Kierownictwo, jak sama nazwa wskazuje, wskazuje kierunek – ale Netanjahu nie prowadzi Izraela w żadnym widocznym kierunku. Człowiek, który wieczorem w dniu irańskiego ataku rakietowo-dronowego schronił się odważnie w superbezpiecznym domu przyjaciela miliardera, nie rządzi już w imię tego, co uznaje za rację stanu Izraela – chce tylko przetrwania swojej koalicji. Izrael, który nigdy nie był tak pomiatany ani tak bezbronny, nie może nawet liczyć na komfort jedności.

Przezwyciężając rozłam wywołany planem skrajnie prawicowego rządu dotyczącym całkowitej reformy sądownictwa, rezerwiści masowo odpowiedzieli na wezwanie, ale w każdy sobotni wieczór coraz liczniejsi demonstranci wychodzą na ulice z izraelskimi flagami, wołając: „Wybory dziś!”.  Wybory, dzięki którym – jak wierzą, także na podstawie sondaży –  koalicja od rozsądnej prawicy po laburzystowską lewicę pozwoli Izraelowi wyjść z impasu i odzyskać polityczną inicjatywę.

Niektórzy obserwatorzy zarzucają premierowi, że kontynuuje wojnę, żeby utrzymać własną pozycję polityczną. Podziela pan ten pogląd?

Błyskawiczny przegląd wydarzeń ze świata, o których trzeba wiedzieć.

Zapisz się na autorski newsletter i przekraczaj granice bez ruszania się z domu.

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.

– Zawarcie sojuszu z fanatycznymi partiami Itamara Ben-Gewira i Becalela Smotricza było niewybaczalnym błędem Netanjahu. Już choćby z tego powodu jest on najgorszym premierem w dziejach Izraela, choć trzeba przyznać, że premier nie pozwala ekstremistom na wtrącanie się do spraw wojskowych – zostali ministrami, ale nie mają nic do powiedzenia w kwestii prowadzonych operacji. Trzyma się ich z dala od gabinetu wojennego, w którym zasiadają Benny Gantz i Gadi Eizenkot, dwaj byli szefowie sztabu, ludzie jednak rozsądni.

Po precedensie, jakim była kiedyś wymiana Gilada Szalita na ponad tysiąc palestyńskich więźniów (w tym Jahję Sinwara, architekta pogromu z 7 października), Hamas liczył na to, że dzięki zakładnikom uniknie konfrontacji. Przegrał tę rozgrywkę, ale Izrael już nie mógł pozwolić sobie na bezczynność.

Czy mimo tysięcy cywilnych palestyńskich ofiar powinniśmy nadal bezwarunkowo wspierać operację IDF w Gazie?

– W drodze z lotniska do domu poprosiłem taksówkarza o włączenie radia, żeby szybko wrócić do francuskich klimatów. Nie zawiodłem się. Znany z powściągliwości znawca stosunków międzynarodowych porównał izraelskie bombardowania Gazy do nalotów na Coventry i Drezno podczas II wojny światowej. Ta analogia to czysta dezynwoltura, a zarazem fałsz. O ile mi wiadomo, ani Luftwaffe, ani RAF nie ostrzegały przed przystąpieniem do akcji mieszkańców bombardowanych budynków. Nie wyznaczyły korytarzy humanitarnych, ani nie przepuszczały ciężarówek z żywnością.

Chciałbym też przypomnieć, że podczas desantu w Normandii alianccy lotnicy zabili dziesiątki tysięcy Francuzów. Współczucie jest uzasadnionym, zdrowym odruchem, ale winno mu towarzyszyć rozeznanie. Historia uczy, że emocje nie wsparte rozumem są nie mniej szkodliwe, niż rozum bez emocji.

Niemniej czuję niepokój słysząc, jak Netanjahu domaga się gromko pełnego, absolutnego zwycięstwa. Jak to trafnie ujęła Hannah Arendt: „Absolut wprowadzony do sfery politycznej przypieczętuje zgubę każdego”.

Czy istnieje konsensus wokół armii – mimo różnic co do przyszłości państwa żydowskiego?

– Spotkałem w Tel Awiwie ludzi, którzy z całym spokojem sprzeciwiali się planom utworzenia państwa palestyńskiego. Spytałem więc jak widzą przyszłość regionu. „To całkiem proste”, odparli. „Musimy niezwłocznie zaanektować Judeę i Samarię na Zachodnim Brzegu, przyznać status rezydentów mieszkającym tam Arabom i ułatwić tym, którzy nie chcą patronatu Izraela, wyemigrować do Jordanii lub innego wybranego przez nich kraju. Przepływy ludności są stałym elementem historii ludzkości. My nie jesteśmy tyranami – zapewnimy wyjeżdżającym pomoc finansową. Władze zbadają indywidualnie każdy przypadek osób ubiegających się o obywatelstwo izraelskie. A armia rozprawi się z tymi, którzy nie chcą ani wyjechać, ani zostać na warunkach określonych przez Izrael”.

Względy bezpieczeństwa wspiera więc argument biblijny przeciwko jakichkolwiek ustępstwom terytorialnym. Dla tych „realistów” 7 października nie był traumą, tylko potwierdzeniem ich racji. „A nie mówiliśmy?”, triumfują. Z masakry dokonanej w kraju, który zbudowali Żydzi, żeby raz na zawsze uciec przed taką przemocą, wyszli nie w szoku, tylko zadowoleni, że to oni mieli rację.

W największym skrócie: Bóg obiecał tę ziemię Żydom, a Arabowie rozumieją tylko siłę. Nie ma już wspólnego świata, wspólnego języka, wspólnej religii, które łączyły dwa Izraele. Becalel Smotricz zaproponował rozwiązanie – jedno państwo – w tekście z 1997 roku. „Jak Żyd mógł to napisać?” – dziwi się wspomniany profesor z Uniwersytetu w Tel Awiwie. Dla niego tożsamość żydowska nie sprowadza się do tożsamości, to przynależność nierozerwalnie spleciona z obowiązkiem. Od samych początków, od Synaju, judaizm wiązał się ze sprawiedliwością. Prócz podziału na to, co religijne i to, co świeckie, stają przed sobą dwa judaizmy: judaizm Sprawiedliwości i judaizm Obietnicy. Oto metafizyka, która rozdziera Izrael.

Czy w tych warunkach nadal realistyczny wydaje się panu wariant dwupaństwowy?

– Pierwsze, co trzeba zrobić, gdy mowa o Izraelu, to zejść z nieba wielkich idei i spojrzeć na mapę. Ten ekspansywny, kolonialny kraj jest wielkości znaczka pocztowego i od 1980 r. stale się kurczy – po oddaniu Synaju Egiptowi, w 2002 r. Izrael wycofał się z południowego Libanu, a w 2007 z Gazy. W zamian dostał Hezbollah i Hamas, obrzydliwie bogaty ruch polityczny, który woli zbroić się po zęby, niż zadbać o dobrobyt swojej ludności. Kosztowne tunele w Gazie (zwane „metrem”) służą wyłącznie do przemieszczania i ukrywania wyposażenia zbrojnych oddziałów. Rozumiem i podzielam sceptycyzm Izraelczyków wobec perspektywy dalszej redukcji terytorium.

„Wolę mały Izrael i pokój niż wielki Izrael bez pokoju”, mawiał Ben Gourion. Czy po 7 października można jeszcze wyobrazić sobie cieszący się pokojem mały Izrael? Trzeba zadać sobie to pytanie. Lecz alternatywa jest straszna.

Jak mi powiedział Jair Golan, wspaniały żołnierz i ważna postać izraelskiej lewicy,

jeśli Arabia Saudyjska, Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie podejmą się po wojnie odbudowy Strefy Gazy, poproszą w zamian Izrael o włączenie negocjacyjnej agendy państwa palestyńskiego. Pod presją jastrzębi Netanjahu odmówi. Trzeba więc jak najszybciej rozpisać wybory, jeśli nowy rząd ma przełamać impas w Izraelu.

Czy nie obawia się pan skutków tego konfliktu we Francji?

– To, co dzieje się we Francji i we wszystkich krajach Zachodu, jest straszne. Nigdy nie wyobrażałem sobie takiego koszmaru. Karta OWP, unieważniona w 1999 r. przez Jasera Arafata, wraca do łask na Sciences Po (paryski Instytut Nauk Politycznych), podobnie jak na Harvardzie i Columbii. Znów opisuje się syjonizm jako „ruch polityczny organicznie powiązany z międzynarodowym imperializmem, wrogi wszelkim działaniom wyzwoleńczym i wszelkim postępowym ruchom na świecie, fanatyczny z natury, agresywny, ekspansjonistyczny, kolonialny w zakresie celów i faszystowski w swoich metodach” – to cytat z artykułu 22.

Ale pamięć o Holokauście sprawia, że heroizacja ofiar staje się – oto przerażający paradoks – zgubna dla Żydów. Czyniąc z wczorajszej ofiary dzisiejszego ludobójcę, otwiera się kolejny, nieznany rozdział w dziejach antysemityzmu, a jesteśmy dopiero na początku drogi.

Amerykańska politolożka Jodi Dean uznała niedawno za „fascynujący” widok paralotniarzy nadciągających 7 października ze Strefy Gazy na izraelską stronę. Napisała: „Obrona Hamasu to opowiedzenie się po stronie palestyńskiego ruchu oporu. W którym obozie chcemy być? Za wolnością, czy za syjonizmem i imperializmem? Są dwa obozy i nie ma negocjacyjnej alternatywy dla konfrontacji między uciskanym a ciemiężcą”.

Śledzę z wielką uwagą to, co złego dzieje się w Izraelu, ale nigdy nie będę zabiegał o względy radykalnej lewicy i prawomyślnej prasy. Jeśli ich pełne deklarowanej empatii, ale w gruncie rzeczy prostackie okrucieństwo zyska większość we Francji, Żydom nie pozostanie nic innego, jak tylko pakować walizki.

Co sądzi pan o ostatnich wypowiedziach Jeana-Luca Mélenchona i atmosferze na Sciences Po?

– Francja Niepokorna, skrajnie lewicowa partia Mélenchona, chce powiązać paryski Instytut Nauk Politycznych (Science Po) z Seine-Saint-Denis, innymi słowy: wielkomiejską kulturę woke z dzielnicami islamskimi. Jean-Luc Mélenchon, wraz z Rimą Hassan, działaczką palestyńską, która uznaje Hamas za ruch oporu i odmawia Izraelowi prawa do samoobrony, dają na tym polu z siebie wszystko. Bez cienia wstydu mobilizują siły wokół jednego tematu – nazyfikacji państwa żydowskiego i jego obrońców. Dominique de Villepin potępia finansową dominację międzynarodowego syjonizmu, lecz przecież tak naprawdę w nowej konfiguracji świata Izrael nie jest już zbyt silny. A podczas gdy oficjalnie ogłasza się co jakiś czas powrót starych demonów ksenofobii, obecny „humanitarny” antysemityzm oprócz tego, że uderza w żydowski rasizm, obiecuje także nie jedną, nie sto, ale tysiące powtórek 7 października.

tłum. Sergiusz Kowalski

Alain Finkielkraut: Bóg obiecał tę ziemię Żydom, a Arabowie rozumieją tylko siłę. Dokąd doprowadzi takie myślenie?

Kategorie: Uncategorized

5 odpowiedzi »

  1. Alex

    O odpowiedzialności kto za co była już na tym forum mowa. Im więcej czasu upływa tym więcej odpowiedzialnych za stan wojska i jego liczebność, a więc również Gantz i Eisenkot. Odpowiedzialni wojskowo, co zadecydowało o 7.pazdziernika: szef Aman, szef centralnej komandy, minister obrony, szef Szin Betu, i dopiero na końcu odpowiedzialny za całość premier.
    Ponadto opozycyjne miernoty polityczne nie nadają się na premiierostwo. W następnych wyborach już po wojnie wypowie się wyborca. Ta sama opozycja która doprowadziła do anarchii nadal osłabia politycznie i obronnie Izrael.

  2. Co do „wiezienia” czekajacego Netanyahu to kaczka dziennikarska, wymyslona przez lewakow izraelskich i z radoscia powtarzana pzez politycznie correct bydlo z Zachodu.
    Co do ” osobistej odpowiedzialnosci ” Netanyahu za Oct. 7, tak, tak samo jak dyrektor szpitala jest odpowiedzialny za zgraje chirurgow knocacych operacje.
    Usilowal usunac Gallanta przed Oct. 7, ale Ameryka zawykla z awanturnikami izraelskimi. Tymi blokujacymi caly kraj i twierdzacymi ze ” Niebezpieczenstwo od reform Sadu Najwyzszego jest wieksze niz od Hamasu i Hezbollahu”.
    Madrzy Generalowie izraelscy i szefowie Wywiadu wyli razem z ta zgraja.
    I wyja nadal, ” Netanyahu winny!” Tylko jeden z nich, Halevi, mial na tyle przyzwoitosci ze ustapil.
    Teraz tylko Netanyahu stoi pomiedzy zadaniami rozhisteryzowanego zasr.. myslacego o 4 latach wiecej w Bialym Domu i przezyciem Izraela.
    Ze niektorzy z „naszych” daja sie tak zwiesc tym wyciem tluszczy jest tylko dowodem, jakby ktos wogole tego potrzebowal, ze historia niczego nie uczy, i powiedzenie jakoby Mojzesza :” Nie chcieli Zydzi Manny z Nieba, niech jedza g..” moze, niestety, jeszcze sie sprawdzic.

  3. Co do Nataniahu ma 100% racje. Polityk ktory jest bez przerwy kilkanascie lat u sterow wladzy nabiera z czasem nawykow i przekonania ze ”Panstwo to ja” . Nataniahu poczatkowo zrobil duzo rzeczy pozytecznych dla Izraela. Obecnie aktywnie niszczy wszystko zeby utrzymac sie dalej przy wladzy i uniknac wiezienia. Jest osobiscie odpowiedzialny za najwieksze nieszczescie jakie spotkalo Izrael . To przejdzie do historii Izraela jako jedno z najwiekszych nieszczesc naszego Narodu.

  4. Fikelkraut powtarza zaslyszane w Izraelu środowiskowe ”argumenty” rodem ze skrzyżowania Kaplan i demonizacje Netanjhu ”światłach” Izraelczykow i zarazem przerażony jest antysemityzmem we Francji. Polegać można tylko na jego ocenie sytuacji we Francji.

  5. Taka sama metoda myślenia, z małą zmianą imienia boga, zapewniła islamizację połowy świata i poważny postęp tejże islamizacji w zachodniej Europie , a może i w Kanadzie.
    Rozumiem skłonność filozofów żydowskich do samobiczowania, to typowy syndrom sztokholmski , ale nie mogę tego pochwalić. Dzielni intelektualiści francuscy pochodzenia żydowskiego będą musieli albo wyemigrować albo się zislamizować. Teologia islamska jest wygodniejszym narzędziem krytyki Izraela niż liberalizm europejski.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.