.Jestem znów Zydem cz 52

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


 

I tak zaczęła się moja kariera wojskowa. Otrzymałem mundur, bieliznę, buty i płaszcz. To wszystko włożyłem do wielkiego worka, w którym trzymałem moje rzeczy. Za biurem poborowym stał budynek, w którym mieszkali nowi rekruci, a na placu przed budynkiem, odbywało się podstawowe szkolenie. Dostałem miejsce w sali, gdzie było 30 łóżek. Moje łóżko było w rogu, tuż przy wejściu. Sierżant kazał mi wytrząsnąć porządnie koce na dworze i poradził, żebym zmienił słomę w sienniku. Na podwórku był magazyn słomy, a koło niego można było wyrzucić starą słomę. „Dzisiaj urządzisz się, a od jutra dołączysz do reszty i rozpoczniesz szkolenie”. Zabrałem się do przygotowywania łóżka. Na dworze przyglądałem się moim przyszłych towarzyszom maszerującym w równych szeregach. Podszedł do mnie jakiś żołnierz i zapytał:

  • Jesteś tu nowy?
  • Tak, odpowiedziałem
  • Pamiętaj, że kolacja jest o szóstej, obok kuchni polowej na końcu budynku. Nie spóźnij się!


Wyglądał na dobrze odżywionego. Później się przekonałem, że był to jeden z kucharzy.
Na sali, gdzie stało moje łóżko, było dwoje drzwi, jedne z każdej strony. Jedna z dłuższych ścian miała dużo okien. Po przygotowaniu łóżka, poszedłem zobaczyć resztę budynku. Z korytarza prowadziły drzwi do ubikacji i dużej łazienki z prysznicami. Na środku sali, pomiędzy dwoma oknami stał duży zegar, podobny do tego w biurze mojego dziadka. Była godzina 16:00. Dwie godziny do kolacji. Chciałem się położyć i odpocząć, ale bałem się, że zasnę i spóźnię się na kolację. Poszedłem do kuchni, gdzie znowu spotkałem kucharza. Powiedziałem mu, że chcę się zdrzemnąć, ale boję się, że prześpię kolację. Uspokoił mnie, że o 17:30 cały pluton wraca do kwatery, by przygotować się do posiłku i na pewno hałas mnie obudzi.
Poszedłem więc się położyć. Myślałem o wydarzeniach całego dnia: o marszu do Izbicy, pożegnaniu z Polą i Celkiem, podróży do Lublina i rozmowie z oficerem w biurze poborowym. Teraz jestem żołnierzem. Za dwa, trzy tygodnie będę na froncie, gdzie wreszcie będę mógł się zemścić. Zasnąłem. We śnie pływałem, a Józik siedział na brzegu rzeki z książką w ręku. Nagle dwóch ukraińskich chłopaków podeszło do mnie i zaczęli krzyczeć: „To komunista! Utopić komunistę”, próbując mnie złapać. Jeden z nich chwycił mnie i zanurzał moją głowę pod wodę. Krzyczałem z całej siły: „Józik! Józik! Józik! pomóż mi! Oni chcą mnie utopić, Ratuj mnie!”
Nagle ktoś mnie dotknął i śmiejąc się powiedział:

  • Przyszedłem Cię uratować. Józika tu nie ma, a ja jestem Twoim sąsiadem i Cię uratuję. Kto to Józik i co ci się śniło?”

W pierwszej chwili, nie wiedziałem, gdzie jestem. Byłem tylko szczęśliwy, że nawet przez sen mówiłem po polsku.

  • Józik jest moim przyjacielem. Śniło mi się, że poszliśmy kraść jabłka i syn właściciela mnie złapał. Nie mogłem się uwolnić.
  • Fajny gagatek z ciebie. Teraz wstawaj i przygotuj się do kolacji.
    – Dzięki za uratowanie! Wyciągnąłem rękę i dodałem:
  • Nazywam się Stach i dzisiaj zostałem zmobilizowany.
  • Ja się nazywam Andrzej. Zostałem powołany wczoraj. Jestem Twoim sąsiadem. Zaczekaj na mnie to pójdziemy jeść razem.

Andrzej poszedł do umywalni z ręcznikiem w ręku. W korytarzu był tłok. Żołnierze biegali tam i z powrotem. Wyjąłem swój ręcznik i poszedłem za Andrzejem. W łazience były dwa rzędy długich zlewów a nad nimi krany z zimną wodą.

  • Czy w prysznicu też jest tylko zimna woda? zapytałem cicho Andrzeja.
  • Wczoraj ktoś już zadał to pytanie. Sierżant powiedział, że każdy może się myć tu pod zimnym prysznicem, ale raz w tygodniu mamy pójść do łaźni i tam porządnie umyć się w gorącej wodzie. Taki jest rozkaz.


Zmartwiło mnie to. Jak będę mógł ukryć fakt, że jestem obrzezany pod wspólnym prysznicem? Pierwszą próbą będzie Komisja lekarska, nie wiedziałem co mnie tam czeka. Postanowiłem opowiedzieć Andrzejowi, że ​​zgłosiłem się do wojska sam, na ochotnika. To powinno zwiększyć jego zaufanie do mnie. Przed wojną w Polsce wierzono, że Żyd zrobi wszystko, aby nie pójść do wojska.

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: