.Anita i Aleksander (14)

 

Marian Marzynski

 


Specjalne miejsce w archiwum Anity i Aleksandra zajmują listy od Neli i Natka Wertzchajzerów, Pod nazwiskiem Michał Tonecki Natan był w Polsce wybitnym autorem słuchowisk radiowych i sztuk teatralnych. Spotkał ich los marcowych emigrantów: po ucieczce do Paryża, znaleźli się w Izraelu. Listy pisała jego nieżydowska żona Aniela Jasińska, dziennikarka (przyjaciółka Anity z radia) i tłumaczka. Dopisywał Natek.

Paryż, 20.10.1969.

Kochani Oleczkowie, piszą do was z Paryża Wertzchajzerowie, którzy w podobny sposób jak wy, w Warszawie uduszeni, z trzema walizkami, uciekli do Paryża. Tylko dwie osoby wiedziały, że nie wrócimy, nawet naszemu synowi boimy się pisać, co będzie dalej. Rodzina tutejsza nie wie co robić, pomagać nam czy nie? Bo może jednak pojedziemy do Izraela i obejdzie się bez wydawania pieniędzy. Na szczęście zagraniczne rozgłośnie radiowe przesyłają Natkowi tantiemy.

Licząc razem z wami, ubyło nam przez rok 16 osób. Jedna nie chciała wyjechać, biedny mały królik Elżunia Szaniawska popełniła samobójstwo. Leyfllowie, nie wybieracie się do Izraela? Czy tam nie będzie na stare lata weselej? Ukochany nasz Henio Jungerwirt pracuje w radio w Jerozolimie i dalej podobno opowiada żydowskie kawały, po których ma się mokre majtki ze śmiechu.

My tu mieszkamy u milej polskiej wdowy koło Luwru, ale życie z nią na co dzień jest głupkowate. Ja z trudem przyzwyczajam się do tego, że można pisać o wszystkim, ciągłe mi się zdaje, że ktoś nas śledzi. W Polsce frazes patriotyczny lepiej działa niż komunistyczny, na który nabrali się Żydzi.

Dopisek Natka: Nawet wasza Ameryka przysłała mi 50 dolarów honorarium, teatr w University of Illinois zagrał „Piątego do brydża”, jutro posyłam im jednoaktówkę „Czy nie zbrzydły już wam wasze meble?”. Mam też przekład angielski mojej sztuki „Wąż”, ale boje się, że amerykańscy Żydzi powiedzą, że jest antysemicka.

Paryż 7.1.1970.

Kochana Anitko, jedziemy do Izraela! Tam są nasi rodacy — polscy Żydzi, tam się czyta polskie książki, wspomina macierzankę, nie muszę ci wyliczać. Paryż nam dojadł, rodzina obrzydła. Mówiąc między nami, kuzyni zachowują się jak skończeni gówniarze. Ja bym już chciała wbijać gwoździe we własną ścianę i mieć znów paru oddanych przyjaciół do pogadania, no i móc coś napisać.

Hajfa. 15.2.1970.

Kochana Anitko, u nas na psa urok wszystko gra. Ciotka urocza, kuzyni przystojni. Hajfa przypomina Neapol. Jerozolima wydala nam się piękna i groźna. Tel-Awiw niestety ani ładny, ani miły. Bardzo biedne są tu niektóre polskie dzieci, chciały walczyć z Gomułką, ale nie pozwolono im, sprawy bliskiego wschodu są im głęboko obce. Na razie idziemy na Ulpan uczyć się hebrajskiego, niewiele się nauczymy, ale chleb trzeba kupować.

Aniu, dlaczego jesteś nerwowa? Mnie ogarnia coraz większa lekkomyślność, może żeby uodpornić się na rzeczy nieoczekiwane. Nie napinaj się, zdaj się na fale. Pierwszy raz w życiu nie mamy obowiązków wobec innych; wolni jak osy, jak ważki, jak motyle. Życie dwojga trampów. Wczoraj poznałam żonę kuzyna: z Rosji rodem, urocza, wykwintna, on poczciwy malarz, sabra, niedźwiedź. Aniu, trzymajmy się, nie dajmy się.

Ramat Aviv. 10.5.1970.

Anitko, szampańska dziewczyno, Myśmy przeżyły razem najlepszy okres radia, przy szalonym Edziu Dziewońskim w „Trójce”. Było tempo życia. Chciało się coś robić. A więc uczysz w szkole francuskiego, nie mogę sobie wyobrazić ciebie jako „Madame”. Tylko żeby starczyło ci sil. Ty dla mnie będziesz zawsze małą dziewczynką, która zbierając kwiatki, pogubiła koraliki.

Tutaj ciotka Natka tęskni cale życie za swoja wsią, opowiada godzinami, gdzie zwykle rosną niezapominajki, gdzie są najlepsze rydze, gdzie lisy mają nory. Żydom nie przyznawało się prawa do kochania Polski, tu można ją kochać dowoli. Mówi się: czy ja jeszcze zobaczę Grajewo, Radziejów, Skolimów, Wołomin? Jakby to były perły pejzażu. Ja jeszcze nie biorę udziału w tych wspominkach. Wszystko jest dla mnie zbyt świeże, jestem zbolała. Chce mi się płakać, ale tylko młodej kobiecie z płaczem jest do twarzy, a łzy bardzo skuteczne. Natkowi zaczyna się dobrze powodzić w radiu, ale ja nie jestem przyzwyczajona, żeby żyć tylko dla jednego człowieka, chciałabym być potrzebna wielu ludziom, jak w Polsce.

W Libanie się leją. Krew płynie coraz większym strumieniem. Tak tu się żyje: wojna i śmierć. Jutro jadę na pogrzeb do Hajfy, pojutrze rwanie zęba, w niedziele pewnie sraczka, a po niej znów stan euforyczny.

Ramat Aviv. 25.12. 1970.

Anitko najmilejsza, pytasz, czy Natek zarabia na nas dwoje? Pensja w radio starcza na jedzenie i rachunki, na ubranie już nie, ale wciąż przychodzą pieniądze za słuchowiska zza granicy. Salon posiadamy w stylu wilanowskim, meble obite złotym brokatem, czerwony dywan, tiulowe białe firanki, kandelabry mamy flamandzkie z ciemnego brązu, coś pociesznego. Natek chodzi po tym salonie i pęka ze śmiechu. Brak tylko kotar czerwonych ze złotymi kutasami. Ja nie chciałam nowoczesnych mebli i tak poleciało w stylu stacji metra moskiewskiego. Gościom się podoba, otwierają gęby, bo nigdzie tak nie jest.

Dopisek Natka: Mamy nadzieję, że wkrótce zbrzydnie wam ta Ameryka i tu przyjedziecie, żeby męczyć się razem z nami.

Ramat Aviv. 27. 7. 1975.

Aniu, dlaczego się do nas nie wybieracie? Podobno od was niedroga wycieczka z religijnymi Żydami, musiałby Pan Aleksander włożyć kipę na głowę i wytrzymać ją przez całą podróż. Jak się wam wiedzie? Z czego będziecie żyć za parę lat? Ja piszę pod różnymi pseudonimami o literaturze do Wolnej Europy i do Tygodnika Polskiego w Londynie, dostaję grosze. Ze względu na syna w Polsce nie pisz o tym nikomu. Tu jak zwykle polskie życie towarzyskie, polska kiełbasa, polska wódka, Są dwie polskie dzielnice: jedna się nazywa Gomułkowo (emigracja 56), druga Moczarowo (nasza). Ostatnio zrobiłam adaptacje Mrożka dla izraelskiego radia. Natek mógłby być w lepszym humorze, niestety sprawy polityczne go przygnębiają, jak wszystkich.

Ramat Aviv. 30.10.1977.

Anitko, był tu Józio Hen, wiem, że go znasz jeszcze z Samarkandy, powiada że dżungla w Polsce się wzmogła, nie każdy da Żydowi zarobić, ale Józio zarabia twardo pisaniem. Powiada, że go puścili go, bo matka mu tu umarła. Synowi wciąż odmawiają paszportu, ojczyzna ludowa już mu obrzydła, i stanie o świcie w ogonkach, on lubi się wyspać, kto nie lubi? Ja czekam, żeby mnie za syjonizm przeproszono i zaproszono.

Tutaj inflacja, powinno się inaczej zarabiać, a ja udaję literatkę, nawet wychodzi tu moja książka. Lepiej bym zarabiała w polskiej gazecie Kurier/Nowiny, w skrócie Kurwiny, ale redaktor jest zbój, a redaktorki, genialne Żydówki bez wykształcenia, uważają mnie za podłą konkurencję. Ale za to, co tydzień tańczy się tutaj do białego rana, to jest Tel Awiw: skoczny, lekkomyślny i głupi. Gdybyście przyjechali, to zaraz urządzilibyśmy „mosibe”. Pan Aleksander śmiałby się z tego małpiego gaju i pogadywał z Natkiem w kącie. Natek — tancor słaby, ale korzysta z okazji przyciskania dobrze utrzymanych ciał — przy słabym oświetleniu.

No cześć, szkoda, że wam się już odechciało podróżować. Ja jeżdżę do Cfatu, skrzyżowanie Zakopanego z Kazimierzem. Ty byś tam piała z radości. Pisz!

Dopisek Natka: Przyjeżdżajcie do naszej ziemi świętej, pokażemy wam zły teatr i dobre lotnictwo, brzydką literaturę i piękne dziewczyny, patriotów co by guzika nie oddali i kosmopolitów, którzy mają w dupie, nocne życie Tel-Avivu, tego skrzyżowania Otwocka z Paryżem, pamiątki po naszym kuzynie — Jezusie, a nawet piramidy, jeżeli po podpisaniu pokoju, przeniesiemy je z Egiptu do Ramat Aviv.

Ramat Aviv. 21.1.1985.

Kochani, Aniu i Olku, list wasz wzruszył mnie. Dziękuje wam za zainteresowanie pierwszą powieścią Natka, niestety on, nieborak, zepsuty sukcesami swoich słuchowisk, myślał, że napisał arcydzieło, nie był przygotowany na niepowodzenie tej powieści, dotychczas wszystko, co napisał — sprzedawał. Świadczy to o jego niemądrości życiowej, ale gdzie jest powiedziane, że życiowo był mądry? Nazwał to „Tobiasz” i mówił, że będzie to arcydzieło, autobiograficzna powieść liryczno-satyryczno-surrealistyczno-wolterowsko-kafkosko-lejzorowsko-rojtszwańcowska.

W moim życiu pojawił się na nowo Szymon, mój żydowski przyjaciel w Warszawie. Zaraz po październiku 1956 był przez cztery lat sekretarzem w ambasadzie izraelskiej. A ponieważ był to Natka kolega szkolny, spotykaliśmy się bardzo często. Ja miałam wtedy 36 lat, „kobieta frontowa”, gojka. Był bardzo przystojny, patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale nic nie było, bo ja miałam już swojego Żyda. Tutaj owdowiał, ale niczego sobie. Pisząc do mnie, nie powołujcie się na ten list, bo Natek, rzecz jasna, nic nie wie.

Ramat Aviv. 7.8.1988.

Droga moja Aniu, list ten zaskoczy cię pewnie i zasmuci: mój przyjaciel nie porzucił mnie, ani nie sponiewierał, ale Pan Bóg dorwał się do niego i zmniejszył go o prawie całą nogę. Amputacja z powodu skrzepu. Syn wrócił z Nowego Jorku i tygodniami warował przy ojcu w szpitalu. W tym czasie nastąpiła dwa razy śmierć kliniczna. Chciałabym już zobaczyć Szymona chodzącego ze mną po ulicy.

Namawiają mnie, żebym wysłała swoje rzeczy do wydawcy w Warszawie, ale we mnie odzywa się dusza emigranta i nie chcę korzystać z zielonego światła. Jakoś jestem tu kompletnie zadomowiana, a może boję się konfrontacji z polską manipulacją. Czuje w powietrzu same rozczarowania. I gdzie ja będę się w Warszawie przez okrągły rok opalać się nago na balkonie jak w Ramat Aviv ?

Aniu, przyjedź do mnie! Natek jest ciągle w Europie i mieszkanie stoi puste. Jak przyjedziecie, to ja mogę na jakiś czas przenieść się do Szymona.

Ramat Aviv. 11.11. 1995.

Kochana Aniu, Natek nie żyje. Przywiózł sobie z Niemiec jakąś nieznaną tu gorączkę. Jak odkryli, że mógł to być rak kości, oskrzeli itd., było już za późno na leczenie. Kręcił się po w szpitalu cały czas, po krwotoku leżał tylko pięć dni. Mądrale mówią, że umarł w samą porę, zanim rozszalałoby się piekło bólów. Umarł pogodnie jak cadyk. Wysunął się z życia jak list z koperty. Tylko po co jak zostałam na tym naszym brzegu? Mój kuzyn, Szymon Kobyliński, próbuje przywrócić mi ojczyznę, pyta, czy chce wracać do Polski. Co ze mną będzie, nie wiem.

Marzę o tym, żeby was zobaczyć. Takich ludzi jak wy tu nie ma. Jak ktoś pasuje do ciebie z przodu, to nie pasuje z tylu, a jak z tyłu, to nie z przodu. Aniu, dziękuje ci za grosz, który mi przysłałaś, szybko przesłałam te pieniądze synowi do Warszawy. Kochani, napiszcie, że o mnie pamiętacie, że mnie żałujecie.

Poźniejszych listów z Izraela nie znalazłem. Z Wikipedii dowiedziałem się, że Aniela Jasińska zmarła w roku 2006 (tym samym co Aleksander), w wieku lat 80, nie piszą gdzie. Wróciła do Polski? Została w Izraelu z Szymonem?

Anita żyła jeszcze 13 lat. Zapisała się na warsztaty literackie do Harvardu, żeby napisać coś po angielsku — o swoim życiu. Na tym zdjęciu ma 85 lat, jest w kapeluszu, najniższa w grupie studentów:

Obraz zawierający trawa, zewnętrzne, osoba, niebo Opis wygenerowany automatycznie
85-letnia Anita z grupą uczestników warsztatów literackich w Harvard University

4 komentarze to “.Anita i Aleksander (14)”

  1. Igor Niechajev 19/08/2019 at 20:19

    Halo Marian, Long time no see. Dziekuje za ciekawy cykl o Anicie i Alexandrze.
    Czytelnicy dostali wglad w zycie czeronych elit intelektualnych PRL no i o zyciu na emigracji. Pdpisuje sie pod wszystkim co napisala Teresapollin i jeszcze raz dziekuje za research i publikacje.
    Igor Nieczajew

  2. Fruma Nadir 19/08/2019 at 00:38

    Bardzo ciekawa historia zycia Anity i Aleksandra Leyfellow i tak jak napisala Teresa Polin smutna, wesola, smieszna i tragiczna – niesamowita!!! A jeszce te listy tez duzo dodaja do zrozumienia burzliwego zycia tego pokolenia i jego wieloletnich tulaczek przez swiat i zycie Czy kiedys dobili do cichej przystani?
    Dla mnie wielkim odkryciem bylo tez miejsce urodzenia Aleksandra – Ostrog.
    Moi rodzice tez pochodzili z Ostroga i pozostali przy zyciu jedynie dlatego, ze zdazyli uciec przed wkroczeniem Niemcow. Cala ich rodzina i cala ludnosc zydowska ktora pozostala w Ostrogu zostala zamordowana przez hitlerowcow i lezy w tam w grobach masowych.
    Od razu ”polecialam” Do ksiegi Ostrogskiej, ktora oprocz historii gminy posiada tez nazwizka wszystkich zamordowanych ktorych podali ocaleni czlonkowie rodziny. Znalazlam tam wpisy dwoch rodzin Leyfellow, jeden nawet z imieniem Azril. Ciekawe kto podal te nazwizka, bo ksiazka byla wydana w Izraelu w latach 50-tych.
    Dwa miesiace temu zorganizowalismy spotkanie drugiego pokolenia.Ostrogowian w Izraelu, pierwszego juz prawie nie ma. Szkoda, ze wtedy nie znalam tej historii, napewno bysmy wspomnieli cos o niej, moze kiedys
    Wielkie dzieki za cala serie.
    Fruma Nadir.

  3. Ania Cheszes /Anna Strzelczyk 18/08/2019 at 19:57

    Marys,
    czytam i czytam i mysle jak te listy sa odzwierciedleniem do jakiegos stopnia naszej bylej rzeczywistosci na roznych kontynentach.
    Teresa Polin dobrze to okreslila.

    Dzieki za udostepnienie
    i moc serdecznosci
    Ania i Abram

  4. Piekny odcinek, gdzie slowa z listow brzmia jak gadanie pomiedzy przyjaciolkami na kanapie, i przez to bardzo autentyczne i wzruszajace. Uczucia wcale nie zanikaja z wiekiem. Marian, cala seria byla prawdziwa, smutna, wesola, smieszna i tragiczna. Dziekuje !

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: