
Izrael wyśle za Hamasem zabójców
Oficerowie izraelskiego wywiadu cieszą się ponurą sławą nieprzebierających w środkach likwidatorów wrogów Izraela. Po cichu albo głośno, okrutnie czy bezboleśnie – robią to od kilkudziesięciu lat. Jednak rzadko kiedy władze tego kraju zapowiadają zabójstwa tak otwarcie, jak zrobił to premier Benjamin Netanjahu.
Historia Izraela od jego zarania – a więc czasów sprzed zburzenia Świątyni – to również historia zabójców. Fanatyczni sykariusze zakradali się do domów wrogów Judei, najczęściej do Żydów sprzyjających Rzymianom, i wbijali im sztylety – zwane sica – w plecy. Tradycja zwalczania terroru okupantów terrorem żydowskim przeskoczyła niemal niezmieniona dwa tysiąclecia. Służby specjalne – Mosad, Szabak, Aman – kontynuowały ten sposób walki po odnowieniu państwa Izrael. Wywiad cywilny, kontrwywiad wewnętrzny i wywiad wojskowy okazały się wiernymi naśladowcami sykariuszy, tyle że zamiast sztyletów stosują zakamuflowane bomby, wybuchające książki czy całe menu trucizn. Choć czasem wystarczy i uderzenie młotkiem. Od niedawna stosują również drony.
Oficerowie izraelskiego wywiadu cieszą się ponurą sławą nieprzebierających w środkach likwidatorów wrogów Izraela. Po cichu albo głośno, okrutnie czy bezboleśnie – robią to od kilkudziesięciu lat. Mosad, Szabak i Aman stworzyły w swoich strukturach wyspecjalizowane biura organizujące i zabezpieczające technicznie zespoły zabójców. Zlecenia przychodzą od premierów.
Wywiad korzystał z ludzi własnych albo wynajętych, często posługiwał się sajanim, czyli „pomocnikami” – obywatelami innych państw żydowskiego pochodzenia werbowanymi przez katsa, czyli „zbieraczy informacji”, oficerów wywiadu. Wysyłał bomby sprytnie zakamuflowane jako listy albo książki do niemieckich inżynierów pomagających Egiptowi w budowie rakiet balistycznych. Zabijał działaczy OWP na ulicy, w domach, w garażach, w kawiarniach, na oczach dzieci albo w ramionach prostytutek. Co najmniej w jednym przypadku Izrael pomagał w likwidacji wrogów politycznych władz obcego państwa – w 1965 r. w zamian za możliwość podsłuchiwania przywódców arabskich w Maroku jego władze zażądały pomocy w namierzeniu dysydenta w Paryżu. Wszystko w ramach demokratycznego państwa prawa, jakim Izrael jest od 1948 r. Zresztą samo założenie państwa Izrael wiązało się z rewolucyjną działalnością zabójców mordujących na ulicach brytyjskich oficerów i urzędników dawnej kolonii imperialnej w Palestynie.
Izrael chce zabić przywódców Hamasu
Rzadko kiedy jednak władze Izraela zapowiadają zabójstwa tak otwarcie, jak zrobił to premier Beniamin Netanjahu, kiedy 22 listopada publicznie nakazał służbom likwidację przywódców Hamasu, „gdziekolwiek w tej chwili przebywają”. Wtórował mu minister obrony Joaw Gallant, znany z tego, że w swoim gabinecie powiesił plakat przedstawiający piramidę z twarzy dowódców Hamasu. Na jej szczycie widnieją portrety Mohammeda Deifa, Jahiji Sinwara i Marwana Issy. O każdym z nich Gallant mówi, że „żyją na kredyt”.
Zapowiedzi przywódców izraelskich przyjęto z należytą uwagą, a media wypełniły się atmosferą szpiegowskiego thrillera. Przypomniano film „Monachium” Stevena Spielberga o epopei izraelskich agentów wywierających pomstę na palestyńskich zamachowcach, którzy podczas olimpiady w 1974 r. porwali i doprowadzili do śmierci izraelskich sportowców. A także doskonałą książkę Ronena Bergmana „Powstań i zabij pierwszy” o historii zabójstw na zlecenie prowadzonych przez izraelski wywiad niemal od dnia jego powstania.
Zainteresowanie jest uzasadnione, ponieważ mamy do czynienia z państwem, które z mordowania wrogów politycznych, bojowników przeciwnych sprawie izraelskiej i zwykłych terrorystów uczyniło jedno z narzędzi swojego działania. Tyle tylko że do niedawna działalność ta owiana była tajemnicą, przynajmniej formalną. Była kanwą mniej lub bardziej udanych filmów i książek. Słowa premiera Netanjahu i ministra Gallanta ujawniły to narzędzie działania państwa. Ich poprzednicy, jak premierka Gołda Meir po zamachu w Monachium, stronili od publicznych zapowiedzi zemsty. Po prostu działali, być może z oporami moralnymi, ale jednak bez rozgł
Czy to działa?
Osądzanie moralności Netanjahu i Gallanta niespecjalnie ma sens, ciekawsza wydaje się ocena skuteczności tego rodzaju działań, tzn. zmniejszenia zagrożenia dla państwa Izrael w wyniku zabicia konkretnych osób. Czy szkodzą, czy pomagają polityce Izraela i pozycji jego rządu. Czy warto ryzykować życie i zdrowie własnych agentów dla przeprowadzenia skomplikowanej czasem operacji dopadnięcia wrogiego lidera za granicą? Czy wreszcie są one moralnie usprawiedliwione – pytanie to jest zasadne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że zabójstwom wrogich terrorystów towarzyszyły często przypadkowe śmierci ich bliskich albo osób postronnych. Izraelska organizacja praw człowieka B’Tselem przypomina na swojej stronie, że w okresie od 2009 do 2019 r. przy okazji zabójstw oponentów na Zachodnim Brzegu siły izraelskie spowodowały śmierć 137 osób postronnych. Do historii przeszła historia morderstwa marokańskiego kelnera w Norwegii Ahmeda Bouchiki, wziętego w 1973 r. przez izraelskich oficerów za członka Czarnego Września, organizacji stojącej za zamachem w Monachium. Wysyłane konkretnym terrorystom w paczkach i listach bomby zabijały też ich dzieci i żony.
Ryzyko dla samych zabójców również jest niemałe. W 1997 r. komando izraelskich wywiadowców, udających turystów w Jordanii, próbowało otruć Chaleda Meszala, jednego z przywódców Hamasu. Izraelczycy zostali schwytani, król Jordanii groził ich skazaniem, więc rząd Izraela musiał wysłać do Jordanii antidotum na truciznę oraz przy okazji uwolnić szejka Ahmeda Jassina, duchowy autorytet Hamasu. Ogromu tej kompromitacji nie zrekompensowało nawet zabicie Jassina pociskiem Hellfire w 2004 r., kiedy opuszczał meczet. Zginęło wtedy również kilku przypadkowych wiernych.
Ale te wszystkie wątpliwości już wcześniej podnoszono. Izrael i światowa opinia publiczna mają za sobą dyskusję o moralnym aspekcie tego typu operacji, ich nielegalności w świetle prawa międzynarodowego czy ryzyku wpadki lub omyłki. Tę dyskusję wciąż jeszcze prowadzą działacze na rzecz praw człowieka, ale politycy i rządy, również państw określanych – podobnie jak Izrael – jako państwa demokratyczne, przyjęli ten sposób działania. Stany Zjednoczone, które same weszły w „globalną wojnę z terrorem” po atakach 11 września 2001 r., rozpoczęły operację zabijania ludzi uznawanych za terrorystów na skalę nieznaną nawet Izraelowi. Drony, tzw. „precyzyjne” bomby i rakiety, specjalnie preparowane pociski z wirującymi ostrzami zabijają na całym świecie ludzi uznawanych przez amerykańskie służby za wrogów USA. W lipcu 2022 r. lider Al-Kaidy Ajman Al Zawahiri wyszedł na balkon swojego domu w rządzonym przez talibów Kabulu i został dosłownie zmielony przez pocisk Hellfire R9X. Co cenne w tym przypadku, jego siedzącej w sąsiednim pokoju rodzinie nic się nie stało. Pocisku R9X z wirującymi ostrzami nie da się opisać, warto sprawdzić w internecie, jak wygląda i w jaki sposób może zabijać. USA przeszły też przez dyskusję o legalności zabójstw, nawet jeśli celem jest obywatel amerykański, któremu powinien należeć się sąd, a nie pocisk z drona. Takim przypadkiem było zabicie przez siły zbrojne USA radykalnego duchownego Anwara Al Awlakiego w Jemenie w 2011 r. – był radykałem, ale też obywatelem amerykańskim.
Wątpliwości moralne związane ze śmiercią przypadkowych cywilów podczas bombardowania domniemanych kryjówek terrorystów państwa demokratyczne przykrywają eufemizmem „collateral damage”, zniszczeń pobocznych usprawiedliwianych brutalnością i rozmachem działań Al-Kaidy, Państwa Islamskiego czy innych organizacji postrzeganych jako zagrożenie cywilizacyjne dla Zachodu.
Z wątpliwościami walczy się argumentami o skuteczności zabójstw, zwłaszcza kiedy Izrael odszedł od wyroków wymierzanych osobiście na rzecz uderzeń z powietrza. Zabicie szejka Jassina na jakiś czas zaburzyło struktury dowodzenia Hamasu i pozbawiło organizację ważnego autorytetu moralnego. Przeciwnicy mogą co prawda dowodzić, że na jego miejsce przyszli następni, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że organizacja taka jak Hamas nastawiona jest na „trwanie i opór”, to dyskusja o całkowitym jej zniszczeniu traci na znaczeniu. Konsekwencja w niszczeniu kolejnych liderów wpisuje się w logikę wojny, w której liczy się już tylko osłabienie wroga, a nie ostateczne pokonanie go. Następca Jassina szejk Abdel Aziz Al Rantisi rządził Hamasem przez kilka tygodni i zginął również od izraelskiej rakiety. Hamas się odrodził, czego ponuro spektakularnym dowodem była masakra 7 października, ale działania Izraela w następnych miesiącach ponownie go osłabią. I tak dalej – historia konfliktu bliskowschodniego jest tak skomplikowana, bo nie ma rozwiązania i „stanu docelowego”. Wojna Izraela z Palestyńczykami jest już tylko działaniem i reakcją na działanie.
Monachium 2.0, czyli zemsta za 7 października?
Kategorie: Uncategorized


@Helena Róża Brus
U nich tylko takie artykuly sa publikowane. Byla krotka przerwa, jak Zydzi byli potrzebni do wystawiania zaproszen, potem jeszcze (jako pozyteczni id…ci) przydatni, zeby sie zalapac do NATO i do Unii.
@Simon Zawalinski
Charakterystyczne dla jezyka “Polityki”, ze Amerykanie swoich przeciwnikow “zabijaja”, ale Zydzi “morduja”. Jakis czas temu w Polsce wrzala debata na temat zasadnosci wprowadzenia zakazu koszernego uboju (dla wiekszego dramatyzmu okreslanego per “uboj rytualny”). “Polityka” rozpisywala sie wowczas o “mordowaniu zwierzat”.
Tygrys nie pozbedzie sie swoich pregow. Ojczyzna “wydarzen” w Jedwabnem czy w Kielcach, kraj, w ktorym tak zgrabnie wprowadzono getto lawkowe, numerus clausus, “bojkot gospodarczy” – nie wyzbedzie sie tak latwo swoich tradycji.
Olimpiada w Monachium odbyła się roku 1972 a nie jak autor dzieła błędnie podaje w roku 1974. Autor nie tylko tendencyjne opisuje historię wywiadu, to jeszcze próbuje w prymitywny sposób zdyskredytować walkę Izraela. No cóż, antysemityzm, antyjudaizm i antysyjonizm zawsze były domena wielu mieszkańców tego skądinąd pięknego kraju.
Ta maniera żeby zacząć od antycznych nożowników przypomina dziennikarskie metody z 68r. wtedy chodziło o dyskredytację i dzisiaj, już nie tak otwarcie, również. Cytowanie B’tselem też należy do tej metody.
Po prostu antysemityzm, pod przykrywka pseudo subiektywnej analizy.
bardzo mi sie spodobal tytulik tego artykuliku… monachium nie bylo zemsta, tylko wymierzeniem sprawiedliwej kary… gdyby to, co teraz robi israel w gazie, byloby zemsta, bombardowano by przede wszystkim ludnosc cywilna, israelski zolnierz gwalcil by kazda napotkana dziewczyne lub kobiet, albo dla urozmaicenia odrzynal glowy niemowletom (gotowych piecow do spalenia tam zywcem dzieci nie ma pod reka na polu bitwy)…
to co robi dzisiaj w gazie israel, to obrona obywateli panstwa: calkowite wyeliminowanie nastepnej masakry na ludnosci cywilnej w israelu… wlasnie historia od jego zarania: arabowie robia to od ponad 100 lat… podczas masakry w hebronie w roku 1929, podczas ktorej zamordowano prawie 70 niewinnych zydow, dzialali dokladnie takimi samymi metodami: spalili zywcem piekarza w jego piecu do pieczenia chleba, odrzynali ludziom konczyny… tylko, ze wtedy nie istnialo panstwo israel, nie bylo cahalu i anglicy, zamiast ukarac mordercow, po prostu wywiezli zydowska ludnosc z tego odwiecznego zydowskiego miasta, zakanczajac w ten sposob zydowska obecnosc w hevronie… nikt w israelu nie zapomnial linczu w ramalli, gdzie terrorysci arabscy znecali sie nad cialami dwoch zamordowanych zolnierzy, dokladnie jak robili to 7 pazdziernika… jesli hamas nie bedzie zlikwidowany w gazie, 7 pazdziernik powtorzy sie predzej czy pozniej i dojdzie do duzych miast israela, bo mieszkancy nie wroca do swoich domow i nie bedzie tej strefy buforowej zwanej otef gaza… i arabowie, zacheceni ‘sukcesem’ hamasu na poludniu kraju, zrobia to samo z judei i samarii…
manipulowanie prawda i antysemityzm bija z kazdego prawie slowa tego polskiego dziennikarzyny…
Z calego serca zycze Polsce odrodzenia ” Zwiazku Wypedzonych” i poparcie dla niego od wladz Niemiec.
Bede wtedy rozwazal ilu ” cywili zginelo” jak ten buc Piotr Lukasiewicz. Polska wyslugiwala sie ZSRR a teraz wsliznela sie do NATO, amerykanscy zolnierze maja umierac za Lukasiewicza&Co
Piotr Łukasiewicz, Dyplomata, analityk Global.Lab. Jest byłym dyplomatą wojskowym i cywilnym, pułkownikiem rezerwy i ostatnim ambasadorem Polski w Afganistanie, gdzie spędził w sumie 7 lat.
Publikuje w „Krytyce Politycznej”. Reszta jasna, wściekły antysemita, ”intelektualista” z gatunku Ryszarda Gontarza, stworzył małe arcydzieło lewicowego łajdactwa. Oburzony na punktową eliminację przywódców terrorystów, chytreńko nazywając to zemstą. Usuwa z pola widzenia ideologię ”osi oporu” – zamiar wymordowania ludności Izraela, usuwa wszystkie wojny połączonych armii arabskich, intifady, dziesiątki tysięcy rakiet wystrzeliwanych na izraelskie miasta, codzienne mordy. Taki szlachetny, taki moralny, Nie on jest tu jednak ważny (mieliśmy w naszej historii dziewsiątki takich kreatur), ważni są redaktorzy naczelni, którzy masowo publikują tego rodzaju produkcję i wielka rzesza czytelników, która na tę strawę łapczywie czeka. Czy warto ich pokazywać? Pewnie tak, ale nie bez komewntarza od redakjcji.
To jest tendencyjny artykul, ktory zakrawa na mowe nienawisci i nie powinien byc publikowany.