Uncategorized

Rzeczywistość ignorowana przez protestujących


Stacy Gittleman

Od wypełnionych jazzem sal Jaffy po rekordowe sukcesy arabsko-izraelskich studentów – oto tętniąca życiem, chaotyczna i odporna rzeczywistość, którą globalny ruch protestacyjny postanowił zignorować.

Tuż przed pandemią COVID-19 żydowska humorystka i pisarka Fran Lebowitz połączyła siły z reżyserem Martinem Scorsese, tworząc serial dokumentalny Netflixa pt. „Pretend It’s a City” (Udawaj, że to miasto). Oboje siadają przed kamerą, by dyskutować o Nowym Jorku.

Motywem przewodnim serialu są uszczypliwe żarty Lebowitz na temat turystów. To ci ludzie, którzy snują się po chodnikach z nosem w telefonach, nie zauważając drapaczy chmur ani zawrotnego tempa życia prawdziwych nowojorczyków, którym tylko zawadzają. Dla Lebowitz turyści nie mają o niczym pojęcia i po prostu przeszkadzają w funkcjonowaniu miasta.

Właśnie wróciłam z mojej szóstej wizyty w Izraelu. Podczas tego wyjazdu wraz z mężem słuchaliśmy Izraelskiej Orkiestry Filharmonicznej wykonującej „Serenadę” Leonarda Bernsteina oraz „Amerykanina w Paryżu” George’a Gershwina. Czułam się wtedy, jakbym oglądała izraelską wersję serialu Lebowitz – zatytułowaną „Pretend Israel Is a Country” (Udawaj, że Izrael jest krajem).

Wątpię, aby miliony osób przyłączających się do „globalnej intifady” kiedykolwiek postawiły stopę w tym państwie lub potrafiły wymienić choćby jednego izraelskiego muzyka, film czy program telewizyjny. Broń Boże, by tak się stało – wtedy kraj, który tak zawzięcie demonizują, stałby się dla nich zbyt realny.

Kuzyn mojego męża od dziesięcioleci gra na waltorni w Izraelskiej Orkiestrze Filharmonicznej. Udało mu się zdobyć dla nas bilety na wieczorny koncert „denimowy”. To wyjątkowe wydarzenie, podczas którego zarówno widzowie, jak i muzycy są zachęcani do porzucenia smokingów i sukni wieczorowych na rzecz dżinsów, by w luźnej atmosferze chłonąć muzykę Gershwina i Bernsteina.

Tego wieczoru za pulpitem dyrygenckim debiutował światowej sławy Roberto Forés Veses. Urodzony w Walencji zwycięzca konkursu im. Jewgienija Swietłanowa, w latach 2011–2021 był dyrektorem artystycznym Orchestre National d’Auvergne. Dyrygował takimi składami jak NHK Symphony Orchestra czy Orchestre National de Lyon. Wśród solistów błyszczał izraelski skrzypek Vadim Gluzman, koncertujący z najlepszymi orkiestrami świata, od Berlina po Boston.

Zanim jednak wybrzmiały pierwsze nuty koncertu, w holu przywitało nas jazzowe trio, a my – „miłośnicy syjonistycznej muzyki” – mogliśmy podziwiać tańczących swinga gości, popijając darmowe piwo.

Przed występem zjedliśmy kolację z naszym kuzynem-muzykiem. Opowiedział nam o mroczniejszej stronie ich pracy: podczas tras koncertowych w Europie i USA orkiestra regularnie spotyka się z dyskryminacją, protestami i oskarżeniami o ludobójstwo. Niektóre incydenty bywają groźne. W Paryżu demonstranci odpalili race w wypełnionej po brzegi sali koncertowej. Co najbardziej szokujące, nasz kuzyn dowiedział się, że to miejscowi, paryscy muzycy przemycili te race, by sterroryzować swoich kolegów po fachu. Podobne przejawy wrogości płynęły ze strony muzyków związanych z Los Angeles Symphony.

Tyle jeśli chodzi o uniwersalną moc muzyki jako narzędzia pokoju i jedności.

W porcie w Jaffie – miejscu będącym fascynującą mieszanką żydowskiej i arabskiej kultury – spotkaliśmy się z przyjacielem, który przyjechał do nas z Hajfy. Ten profesor inżynierii chemicznej zaprosił mojego męża do wygłoszenia wykładu na temat ogniw paliwowych w Technionie. Ta uczelnia, nazywana izraelskim MIT, kształci 20% studentów pochodzenia arabskiego, co idealnie odzwierciedla strukturę demograficzną kraju.

Z raportu Israel Friends of the Technion wynika, że dzięki programom wsparcia i korepetycjom, od 2004 roku liczba arabskojęzycznych studentów wzrosła o 200%, a studentek o 350%. Co więcej, liczba arabskich studentów uznawanych za „wybitnych” wzrosła o nieprawdopodobne 1800%, a wskaźnik porzucania studiów w tej grupie spadł o 67%.

Siedząc w barze w Jaffie, kolega mojego męża opowiadał o trudach bycia naukowcem w dzisiejszym Izraelu. Od wybuchu wojny z Hamasem wiele światowych uczelni zerwało kontakty z Izraelczykami. Mówił o europejskich badaczach, z którymi współpracował przez dekady, a którzy nagle odwołali udział w konferencji, zasłaniając się „bezpieczeństwem”. Wspomniał też o traumatycznym wydarzeniu z Europy, gdzie jako zaproszony prelegent musiał korzystać z ochrony, bo przed budynkiem koczował tłum zwolenników Hamasu z transparentami z jego zdjęciem i napisem „ludobójca”.

Spacerując po porcie w Tel Awiwie, minęłam szkołę kulinarną Dannon, jedną z najlepszych na świecie. Przez wielkie okna widać uczniów różnych wyznań i pochodzenia, którzy ramię w ramię uczą się fachu, by później razem pracować w tysiącach izraelskich restauracji.

Podczas kolacji w restauracji Benny The Fisherman towarzyszyli nam przyjaciele z branży hotelarskiej. Przy sąsiednim stoliku siedziała arabska rodzina – kobiety w hidżabach. W pewnym momencie kelnerzy przynieśli tort, a rodzina zaczęła śpiewać „Sto lat” swojej córce – co ciekawe, śpiewali po hebrajsku, nie po arabsku. Cała sala, bez względu na pochodzenie, klaskała i śpiewała razem z nimi. W Izraelu to proza życia, nic nadzwyczajnego.

Moja przyjaciółka, która zarządza restauracjami na południu kraju, opowiedziała o absurdach prowadzenia biznesu w czasie wojny. Wspomniała o stratach, gdy irańska rakieta zniszczyła ich magazyn, oraz o zablokowanych dostawach z Włoch. Protestujący w europejskich portach blokowali statki płynące do Izraela, twierdząc, że zatrzymują transporty broni. W rzeczywistości uniemożliwiali dostawy makaronu, oliwy i wina do restauracji, w których pracują zarówno Żydzi, jak i Arabowie. Podobny los spotkał transporty atakowane przez Hutich na Morzu Czerwonym.

Mimo tych wszystkich przeciwności, życie toczy się dalej. Proszę spróbować wyobrazić sobie Izrael po prostu jako kraj – z jego wadami, wyzwaniami i bólem wojny, z której próbuje się dźwignąć. W tym samym czasie Apple kupuje kolejny izraelski start-up za 2 miliardy dolarów. Antysyjoniści, chcąc być konsekwentni, powinni chyba wyrzucić swoje iPhone’y i MacBooki.

W Izraelu mówi się: „Ha’klavim novchim, ha’shayara overet” – psy szczekają, karawana jedzie dale

Rzeczywistość Ignorowana przez Protestujących

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.