Uncategorized

Bojkot Izraela

Anna Grabowska

W ostatnich miesiącach, a szczególnie tygodniach narasta fala apeli o bojkot Izraela w kulturze i sporcie. I nie chodzi już tylko o symboliczne gesty polityczne, lecz o konkretne działania, które uderzają w artystów, sportowców, organizacje i całe instytucje. W świecie muzyki ruszyła kampania „No Music for Genocide”, pod którą podpisało się ponad czterystu artystów i wytwórni. Żądają, by ich muzyka została zablokowana w serwisach streamingowych dostępnych w Izraelu. Wśród wspaniałomyślnych sygnatariuszy znaleźli się Massive Attack, Japanese Breakfast, Rina Sawayama, Faye Webster, Arca, King Krule czy MJ Lenderman. Podobne głosy słychać w świecie filmu. Ponad 1300 artystów, aktorów i reżyserów, m.in. Olivia Colman, Mark Ruffalo, Javier Bardem, Tilda Swinton (bardzo żałuję)i Riz Ahmed -ogłosiło, że nie będą współpracować z instytucjami filmowymi w Izraelu, które według nich są „uwikłane w zbrodnie wobec Palestyńczyków”. Od lat aktywnym zwolennikiem takiego podejścia jest również Roger Waters, były członek zespołu Pink Floyd, który stał się jednym z najgłośniejszych ambasadorów ruchu BDS w kulturze.

Także świat sportu coraz częściej staje się areną tego typu protestów. W Irlandii klub piłkarski Bohemians, wspólnie z organizacjami FairSquare i Irish Sport for Palestine, zaapelował do UEFA o zawieszenie Izraelskiej Federacji Piłkarskiej. Koalicja aktywistów pod hasłem „Game Over Israel” prowadzi kampanie w Europie i USA, wieszając billboardy i kierując petycje do władz federacji sportowych, by wykluczyć izraelskie drużyny i zawodników. W kolarstwie drużyna Israel Premier Tech spotkała się z gwałtownymi protestami podczas Vuelta a España, co doprowadziło do interwencji premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza, który otwarcie wezwał do wykluczenia Izraela z międzynarodowych zawodów. Hiszpański nadawca publiczny RTVE zagroził bojkotem Konkursu Piosenki Eurowizji, jeśli w kolejnych edycjach wystąpi reprezentant Izraela. Podobne dyskusje toczą się w Irlandii, gdzie tamtejszy Związek Piłkarski bada możliwość złożenia wniosku do FIFA i UEFA o zawieszenie Izraela. W Holandii, Słowenii czy Niemczech pojawiają się naciski polityczne i społeczne, by również w sferze sportu i kultury ograniczać obecność Izraelczyków.

W Polsce podobne głosy także się pojawiają. Środowiska związane z ruchem BDS próbują przekonywać instytucje kulturalne, by nie zapraszały izraelskich artystów. Przykładem była dyskusja wokół festiwali muzycznych, gdzie część aktywistów otwarcie nawoływała do odwołania koncertów izraelskich wykonawców, argumentując to polityką rządu w Jerozolimie. Choć skala tych działań w Polsce jest mniejsza niż na Zachodzie, mechanizm pozostaje ten sam – nacisk na instytucje, by odmawiały sceny nie politykom, lecz indywidualnym twórcom, którzy nie mają wpływu na decyzje państwa. To nie jest proszę Państwa sprzeciw wobec rządu, to jest stygmatyzacja jednostek.

We Francji zjawisko jest jeszcze bardziej widoczne. Po październiku 2023 roku część organizacji akademickich i kulturalnych zaczęła domagać się, by nie dopuszczać izraelskich naukowców i artystów do wspólnych projektów. Posłanka Rima Hassan z partii France Insoumise wielokrotnie publicznie kwestionowała zasadność zapraszania izraelskich przedstawicieli do debat międzynarodowych, twierdząc, że ich obecność „legitymizuje apartheid”. W Paryżu zdarzały się protesty pod teatrami i salami koncertowymi, w których występować mieli izraelscy artyści – nie z powodu ich twórczości, lecz z powodu ich narodowości. To bardzo niebezpieczny precedens w kraju, który chlubi się tradycją wolności słowa i sztuki.

Nad bojkotami wymierzonymi w państwo można jeszcze próbować dyskutować w kategoriach politycznych. Ale kiedy zaczynają być wykluczani indywidualni Izraelczycy – sportowcy, artyści, studenci – przechodzimy z krytyki polityki rządu do praktykowania dyskryminacji wobec ludzi tylko dlatego, że są Izraelczykami, czyli de facto Żydami. Czy tylko ja mam niebezpieczne skojarzenia historyczne? W latach trzydziestych w Niemczech zaczęło się przecież właśnie od ograniczeń: „Żydzi nie mogą wchodzić do parków, do kin, nie mogą studiować, nie mogą uprawiać sportu w klubach niemieckich.” Najpierw miało to być „tylko” ostracyzmem społecznym, potem systemowym zakazem, a później zbrodniczym planem eksterminacji.

Dziś, gdy na Zachodzie coraz częściej słyszymy: „Izraelscy sportowcy nie powinni brać udziału w zawodach”, „Muzyka izraelskich artystów ma być blokowana na platformach”, „Izraelczycy nie powinni być zapraszani na festiwale filmowe”, trzeba jasno powiedzieć, to jest moralnie podważalne i bardzo niebezpieczne. Nie dlatego, że nie można krytykować Izraela jako państwa – krytyka polityki zawsze powinna być możliwa – ale dlatego, że zaczyna się wykluczanie człowieka ze względu na narodowość.

Nasuwa mi się pytanie: kiedy zabroni się Żydom wchodzić do parków, kin i innych miejsc, jak w trakcie okupacji niemieckiej? I to nie jest proszę Państwa przesada. Z historii wiemy, że mechanizm stygmatyzacji zawsze zaczyna się od „małych ograniczeń” i pozornie „moralnych” bojkotów. A kończy się -jeśli nie zostanie zatrzymany – na przemocy i odczłowieczeniu całej grupy ludzi.

Na szczęście istnieją jeszcze instytucje, które próbują zatrzymać tę falę. Międzynarodowe federacje sportowe, takie jak FIFA, UEFA czy Międzynarodowy Komitet Olimpijski, do tej pory konsekwentnie odrzucają postulaty wykluczenia Izraela. Argumentują, że sport musi pozostać przestrzenią neutralną, że nie wolno karać indywidualnych zawodników za politykę rządu ich państwa i że podstawowym celem zawodów jest łączenie ludzi, a nie ich dzielenie. Podobnie organizatorzy Eurowizji jak dotąd bronili zasady, że konkurs ma charakter apolityczny, choć presja społeczna i polityczna w niektórych krajach staje się coraz silniejsza. Te reakcje pokazują, że choć próby wykluczania Izraela są głośne i widowiskowe, istnieje jeszcze świadomość, że otwieranie drzwi do dyskryminacji jednostek ze względu na ich narodowość prowadzi w stronę, której Europa i świat już raz doświadczyły i której nie wolno powtarzać, przynajmniej na tę chwilę chcę w to wierzyć.

Czyż nie wiemy, że kiedy zaczyna się wykluczanie jednostek za narodowość i pochodzenie, nie ma granicy, której tłum nienawiści nie byłby gotów przekroczyć. Dlatego dziś mówię wprost: bojkotu­jąc Izraelczyków nikt nie buduje pokoju a otwiera drzwi do nowego antysemityzmu. W przebraniu solidarności.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.