Uncategorized

Komisja Europejska

Katarzyna Zmuda -Bryl

Komisja Europejska ogłosiła 17 września 2025 r. propozycję zawieszenia części umowy handlowej z Izraelem. Chodzi o towary o wartości ok. €5,8 miliarda, które dotąd korzystały ze zwolnień celnych w ramach porozumienia o stowarzyszeniu. Sankcje mają objąć wybranych ministrów (Itamar Ben-Gvir, Bezalel Smotrich), osadników i osoby związane z aparatem bezpieczeństwa, a także część środków wsparcia bilateralnego.

Jednocześnie Ursula von der Leyen zapewniła, że utrzymane będzie finansowanie społeczeństwa obywatelskiego i instytucji pamięci, takich jak Yad Vashem. Symboliczny przekaz jest jednoznaczny: martwi Żydzi zasługują na troskę Europy, żywi – na sankcje i izolację.

Liczby mówią same za siebie. W 2024 r. Komisja Europejska przeznaczyła na pomoc humanitarną dla Palestyńczyków ok. €237 mln, czyli ok. €110–120 na głowę mieszkańca Gazy. W tym samym roku, w samym środku największej katastrofy humanitarnej naszych czasów, Sudan otrzymał ~€147 mln, co daje ~€3 na osobę. To nie geografia decyduje, ale polityka symboli. Gaza jest stale obecna w mediach, staje się projektem politycznym. Sudan – choć cierpią tam miliony – pozostaje niewidzialny.

I jeszcze jedno: przez wszystkie te lata Unia Europejska nigdy głośno i wyraźnie – ustami swoich przywódców – nie zażądała od Autonomii Palestyńskiej zakończenia programu „pay for slay”, czyli wypłat pieniędzy terrorystom i ich rodzinom. Setki milionów euro pomocy nigdy nie zostały wprost i publicznie uzależnione od rezygnacji z tej praktyki. To kolejny przykład hipokryzji: Europa nakłada sankcje na Izrael, a jednocześnie przymyka oko na systemowe finansowanie przemocy przez swoich „partnerów w dialogu”.

Von der Leyen podkreśliła, że utrzymane będzie finansowanie izraelskich NGO. Brzmi to niewinnie, ale w praktyce oznacza sponsorowanie organizacji jawnie krytycznych wobec państwa Izrael. B’Tselem ogłosiła w 2021 r., że Izrael jest państwem „apartheidu”. Breaking the Silence publikuje anonimowe świadectwa o rzekomych nadużyciach IDF. Yesh Din dokumentuje przypadki dla trybunałów międzynarodowych. +972 Magazine to medium opiniotwórcze, finansowane m.in. z grantów europejskich. Jego narracja jest jednoznaczna: język postkolonialny, antyokupacyjny, oskarżenia o „apartheid” i „reżim osadniczo-kolonialny”. Formalnie to „pluralizm”, faktycznie – ingerencja w wewnętrzne sprawy Izraela.

Wyobraźmy sobie scenariusz: Izrael powołuje i finansuje w Europie organizacje działające jak B’Tselem czy +972 Magazine. NGO, które dokumentują nadużycia policji w Hiszpanii, procesy wobec Katalończyków czy publikują świadectwa francuskich żandarmów o przemocy wobec migrantów. Reakcja? Skandal dyplomatyczny, wezwanie ambasadora, rezolucje o „izraelskiej ingerencji w sprawy UE”. To, co Europa robi w Izraelu, byłoby absolutnie nie do zaakceptowania, gdyby Izrael odbił piłeczkę.

To przekonanie, że Europa jest „supermocarstwem moralnym”, które ma prawo wszystkich oceniać, a samo krytyce nie podlega. Izrael od 80 lat traktowany jest jak uczeń pod nadzorem – kraj, który rzekomo wymaga światowego cenzora. Tak wypracowano fałszywy obraz: Palestyńczycy jako „najbardziej uciskana grupa świata”, a Izrael winny z definicji. Czy słyszycie, jak to absurdalnie brzmi? A mimo to idziecie za tą narracją.

Premier Pedro Sánchez ogłosił embargo na sprzedaż broni do Izraela. Problem w tym, że eksport był minimalny: w 2022 r. – ok. €2,3 mln, w 2023 r. – ok. €1 mln (m.in. amunicja Nammo Palencia za €987 tys.), a w 2024 r. – poniżej €1,2 mln. Dla Hiszpanii to nic, dla Izraela – jeszcze mniej.

Sánchez posunął się jednak dalej, mówiąc: „Hiszpania nie ma bomb nuklearnych, ani lotniskowców, ani wielkich rezerw ropy. Sami nie jesteśmy w stanie powstrzymać ofensywy izraelskiej, ale to nie znaczy, że przestaniemy próbować.” To oznacza jedno: gdyby miał broń atomową, użyłby jej wobec Izraela. Nic dziwnego, że Izrael uznał tę wypowiedź za „jawną groźbę ludobójstwa”.

Hiszpania zaś sama ma niechlubną kartę w relacjach z Żydami. Edykt z Alhambry z 1492 r. wygnał ich z kraju. Restytucji nie było przez 500 lat – dopiero w 2015 r. uchwalono ustawę pozwalającą potomkom sefardyjskich Żydów ubiegać się o obywatelstwo. Spóźniona próba naprawy historycznej krzywdy. Synagogi? Przez stulecia zakazane. Pierwsza nowa powstała w Madrycie dopiero w 1968 r., a realna wolność religijna – w 1978 r. Dziś synagog jest kilkanaście i wszystkie stoją pod ochroną policji.

Muzułmanie? W 40 lat powstało w Hiszpanii ponad 1700 meczetów, wiele finansowanych przez Arabię Saudyjską, Katar czy Maroko. Największy, Meczet Króla Abdullaha w Madrycie, otwarto w 1992 r. Żydzi przez 476 lat nie mogli budować synagog. Muzułmanie w cztery dekady wznieśli setki meczetów. Ten kontrast mówi sam za siebie – a mimo to to Hiszpania rości sobie prawo do pouczania Izraela.

Netanjahu w Europie to „skorumpowany ludobójca”, choć toczą się przeciwko niemu procesy bez wyroku. Sánchez – otoczony realnymi śledztwami korupcyjnymi – pozostaje dla europejskich elit „politykiem pod presją”. Wobec Izraela zapadają wyroki, wobec Hiszpanii – taryfa ulgowa.

Bractwo Muzułmańskie, zdelegalizowane w Egipcie, Arabii Saudyjskiej i ZEA, w Europie działa legalnie pod płaszczykiem „dialogu”. Katar to sponsor Hamasu i inwestor w Europie. Co miesiąc przekazuje miliony do Gazy. Gości przywódców Hamasu w Dosze. Wspiera Bractwo Muzułmańskie. Finansuje Al Jazeerę, think tanki, uniwersytety. Kupił PSG, inwestuje miliardy w Europie przez QIA. W PE wybuchła afera Qatargate – ujawniono gotówkę w walizkach europosłów. A fundamentem jego bogactwa jest system kafala – bliski współczesnemu niewolnictwu. Migrantom odbiera się paszporty, pracują w ekstremalnych warunkach, tysiące zginęły przy budowie stadionów na mundial 2022. Europa jednak milczy. Bo łatwiej atakować Izrael niż narazić się bogatemu partnerowi z Zatoki.

Europa zachowuje się arogancko, zapatrzona w siebie i oportunistycznie. Uzurpuje sobie prawo do bezustannego cenzurowania Izraela – zamiast zająć się własnymi problemami: terroryzmem, islamizmem, kryzysem migracyjnym czy aferami korupcyjnymi. A wszystko to opakowane sloganami o „prawach człowieka”, które dziwnym trafem stosuje się niemal wyłącznie wobec Palestyńczyków.

Europa już dziś poszła daleko: sankcje, embarga, oskarżenia o ludobójstwo, wezwania do wykluczania Izraela ze sportu. Ale to dopiero początek. Każdy kolejny kryzys w Gazie radykalizuje europejską ulicę i polityków. Co gorsza, demonizacja Izraela przekłada się na atakowanie tych, którzy prostują kłamstwa i manipulacje. Publicyści, akademicy, studenci czy politycy broniący prawa Izraela do istnienia stają się celem nagonki. Zachęceni przez gesty własnych rządów, aktywiści antyizraelscy uznają, że wolno im wszystko – od bojkotu po przemoc symboliczną, a czasem i fizyczną.

Von der Leyen finansuje Yad Vashem, ale nakłada sankcje na Izrael. Hiszpania nakłada embargo na broń, której prawie nie eksportuje. Sánchez straszy atomem. Europa słucha Bractwa i Kataru, a ignoruje arabskich dysydentów. Izrael staje się wygodnym chłopcem do bicia. Prawdziwą ofiarą będzie jednak sama Europa – bo każdy taki gest oddala ją od poważnej polityki i pogłębia uzależnienie od ulicy, sponsorów z Zatoki i własnej hipokryzji.

FB

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.