Uncategorized

Nowy konsensus bliskowschodni

Guy Goldstein

Propagandyści Kataru przedstawiają nowe przesłanie, które ma napędzać ich wojnę z Izraelem.

Są chwile, kiedy historia zmienia się tak gwałtownie, że linia podziału staje się widoczna w czasie rzeczywistym. Forum w Ad-Dausze było jedną z takich chwil. Forum zgromadziło ministrów, urzędników ONZ, dziennikarzy i polityków z całego regionu i spoza niego. Wszyscy oni przemawiali jednym głosem. Werdykt był jednolity: Izrael jest siłą destabilizującą Bliski Wschód. Jego wrogowie są (albo) niezrozumianymi aktorami, albo legalnymi graczami politycznymi. Jego sojusznicy są skompromitowani. Jego krytycy są prawi (lub: sprawiedliwi/mający rację). Zmiana nie była subtelna i nie była naturalna. Została ona zainscenizowana z pewnością siebie, region ogłaszał nową narrację.

Aby zrozumieć, jak gwałtowna jest ta zmiana, należy pamiętać, jak wyglądał Bliski Wschód przed rozpoczęciem wojny Hamasu z Izraelem 7 października. Wtedy, w dawnych czasach, region zmierzał w kierunku czegoś, co dziesięć lat temu byłoby nie do pomyślenia. Saudyjczycy przygotowywali grunt pod otwartą normalizację stosunków z Izraelem. Emiraty i Bahrajn już się na to zgodziły. Porozumienia Abrahama nie były tylko ozdobą. Były one centralnym elementem powstającej architektury, w której rządy arabskie zdecydowały, że stabilność wymaga wciągnięcia Izraela do regionalnej wspólnoty, a nie wypchnięcia go z niej.

Korytarz IMEC był sprzedawany jako nowa arteria handlowa łącząca Indie, Zatokę Perską, Izrael i Europę. Nawet gdy Iran przeprowadził bezprecedensowy atak rakietowy, arabskie siły zbrojne po cichu koordynowały działania z Izraelem pod egidą CENTCOM. Ten moment miał symbolizować nowy Bliski Wschód, który w końcu odmówił Teheranowi dyktowania przyszłości regionu. Wyglądało to na początek czegoś spójnego.

Według Ad-Dauhy ten świat już nie istnieje. Saudyjczycy cofnęli się do czegoś pomiędzy ostrożnością a wrogością. Wizja IMEC wyparowała. Porozumienia Abrahama zostały zamrożone. W próżnię wkroczył Katar, przedstawiając się jako niezbędny partner Waszyngtonu, dyplomatyczne centrum Zatoki Perskiej i najgłośniejszy głos w definiowaniu nowej moralności politycznej regionu.

Ton wydarzenia został ustalony od razu. Moderator otworzył panel poświęcony Gazie słowami: „Niszczycielska wojna w Gazie, którą coraz więcej ekspertów do spraw praw człowieka opisuje jako ludobójstwo”. Nie było to tematem do dyskusji. Zostało to przedstawione jako moralna podstawa. Kiedy słowo „ludobójstwo” znalazło się w centrum uwagi, reszta forum po prostu kręciła się wokół niego.

Minister spraw zagranicznych Turcji, Hakan Fidan, zapewnił emocjonalną oprawę. „Gaza stała się największym na świecie cmentarzem dla dzieci” – powiedział. Oskarżył Izrael o strategiczną kampanię mającą na celu uczynienie Gazy niezdatną do zamieszkania, aby Palestyńczycy mogli zostać „wysiedleni”, a jeśli to się nie uda, „nadal będą zabijani”. Następnie wygłosił najbardziej wybuchowe stwierdzenie podczas tego wydarzenia: że Marwan Barghouti był „systematycznie” torturowany, że został „fizycznie zmiażdżony”, że „złamano mu zęby i żebra”, „odcięto część ucha” i „dla zabawy” złamano mu palce. Były to niezwykłe oskarżenia, wygłoszone spokojnym tonem, a sala przyjęła każde słowo. Żaden dyplomata nie poprosił o weryfikację. Żaden moderator nie interweniował. Wszystko zostało przyjęte jako prawda.

Podczas gdy Izrael był przedstawiany jako motor okrucieństwa, Hamas został przekształcony w istotnego gracza politycznego. Premier Kataru wyjaśnił, że postęp dyplomatyczny „w dniach 23, 24 i 25” był możliwy tylko dzięki otwartym kanałom komunikacji Kataru z Hamasem. Bronił gościnności dla przywódców Hamasu, twierdząc, że mediacja wymaga rozmów z „podmiotami niepaństwowymi”. Według Ad-Dauhy nie było to współudział w terroryzmie. Była to oświecona polityka państwowa. Zachodni urzędnicy obecni na scenie zgodzili się z tym poprzez milczenie.

Przemiana trwała nadal. Nowy prezydent Syrii, człowiek, którego korzenie polityczne sięgają zbrojnych grup islamskich, został przedstawiony przez Christiane Amanpour jako „pierwszy demokrata z małej litery” i przywódca „zaangażowany w walkę o prawa i uczestnictwo”. Jego przeszłość zniknęła w scenariuszu. Otrzymał polityczne rozgrzeszenie, ponieważ forum potrzebowało go jako symbolu nowej, moralnie uporządkowanej Syrii.

Tak samo potraktowano rolę Iranu w regionie. Panele opisywały „ryzyko eskalacji konfliktu między Izraelem a Iranem”, jakby były to dwa symetryczne antagonistyczne podmioty, a nie państwo stojące w obliczu sieci milicji finansowanych i kierowanych przez Teheran. W wywiadzie dotyczącym Syrii Amanpour naciskała na prezydenta w sprawie „operacji wojskowych Izraela w Pańskim kraju” oraz żądania Izraela dotyczącego „strefy zdemilitaryzowanej rozciągającej się od Damaszku”. Hezbollah nie pojawił się w rozmowie, pomimo jego kluczowej roli w konflikcie. Nigdy nie wspomniano o irańskich sieciach proxy. Izrael pozostał jedynym czynnikiem zakłócającym.

Francesca Albanese, specjalna sprawozdawczyni ONZ, dostarczyła doktrynalny punkt centralny. „Gaza to ludobójstwo” – powiedziała. „Izrael dąży do całkowitej czystki etnicznej”. „Kraje zachodnie są współwinne”. Przedstawiła palestyński opór jako „ostatnią antykolonialną walkę na świecie”. Stwierdziła nawet, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości już zdecydował, że Izrael musi się całkowicie wycofać, co nie jest zgodne z orzeczeniem trybunału, ale nikt jej nie poprawił. Jej stanowisko nie było marginalne. Traktowano je jako autorytatywne.

Europa szybko się do niego dostosowała. Minister spraw zagranicznych Hiszpanii oświadczył: „Palestyńczycy mają prawo do własnego państwa. Nie jest to przedmiotem negocjacji”. Minister spraw zagranicznych Norwegii podkreślił, że Izrael „nie może być jedynym decydentem” w sprawie terytorium, które „nielegalnie okupuje”, i zażądał, aby społeczność międzynarodowa „pozbawiła Izrael faktycznego prawa weta, z którego dotychczas korzystał”. Nie były to dyplomatyczne uniki. Były to deklaracje winy i bezprawia.

Łączny efekt był jednoznaczny. Izrael został przedstawiony jako siła destabilizująca Liban, agresor w Syrii, dręczyciel Gazy, przeszkoda dla pokoju i manipulator zachodnich mocarstw. Jego przeciwnicy zostali przedstawieni jako odpowiedzialni, cierpliwi lub heroiczni. Hamas był niezrozumianym negocjatorem. Iran był rozsądną przeciwwagą. Turcja i Katar były moralnymi centrami regionu.

A Izrael nie był obecny, aby odpowiedzieć na żadne z zarzutów.

Sala pełna ministrów, przedstawicieli ONZ, dziennikarzy, aktywistów i zachodnich osobistości politycznych spędziła kilka dni na definiowaniu Izraela jako osi regionalnej niesprawiedliwości i prawie nikt nie zakwestionował tej definicji. Region ogłosił nowy konsensus, przekształcił mapę moralną i uczynił Izrael złoczyńcą in absentia.

Tak wygląda Bliski Wschód, z którym ma teraz do czynienia Izrael – region, który zastąpił cichą normalizację głośnym potępieniem, odsunął na bok swoich dawnych partnerów i wyniósł swoich dawnych wrogów do rangi dyplomatycznych świętych. To jest region, z którym Izrael musi się teraz zmierzyć, i będzie musiał to zrobić sam, wiedząc, że jego główny sojusznik wykazał ponadpartyjną gotowość do poparcia tej wrogiej fikcji.


Nowy konsensus bliskowschodni

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.