Uncategorized

Cezar w Białym Domu


Melanie Phillips

Prezydent USA Donald Trump wygłasza przemówienie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 21 stycznia 2026 r. (Źródło: Daniel Torok/Biały Dom)

Stary porządek świata przestał istnieć, ponieważ zniszczyli go zachodni globaliści

Był to tydzień, w którym większość Zachodu zdała sobie sprawę, że stary porządek świata przestał istnieć. Rodzi się nowy, który wielu z Państwa zupełnie się nie podoba. Nie jest też jasne, czy Izrael może spać spokojnie.

Administracja Trumpa przybyła na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos – do samego serca liberalnej, uniwersalistycznej bestii – aby ogłosić reszcie Zachodu śmierć globalizacji. Dowodzili, że zawiodła ona Europę i Stany Zjednoczone, uderzyła w ich dobrobyt oraz uzależniła ich, a wręcz podporządkowała innym, w tym jawnym wrogom.

Światowi przywódcy, zmuszeni do wysłuchania tego wykładu, wciąż byli pod wrażeniem groźby Donalda Trumpa dotyczącej przejęcia Grenlandii i ukarania krajów, które się temu sprzeciwią. W Davos prezydent jednak wycofał się z tego pomysłu, zawierając porozumienie ramowe z szefem NATO, Markiem Rutte, w sprawie bezpieczeństwa Arktyki – co wydaje się długo oczekiwanym krokiem w obronie wolnego świata.

Co ciekawe, premier Kanady Mark Carney – skądinąd zagorzały uniwersalista – przyznał uczestnikom forum, że gra o stary ład dobiegła końca. Wiele krajów doszło do wniosku, że muszą rozwinąć większą autonomię strategiczną. „Kiedy zasady przestają was chronić” – powiedział – „musicie chronić się sami”. Czyżby nawrócony grzesznik? Nie do końca.

Carney i inni liberalni przywódcy, opłakujący koniec globalistycznego układu, po prostu przyznają, że Waszyngton nie będzie go już tolerował. Nie potrafią jednak przyznać, że sami wspierali porządek, który obiecując liberalne ideały, przyniósł ich zaprzeczenie.

Mowa o liderach, którzy wciąż zacieśniają więzi gospodarcze z Chinami – jednym z głównych zagrożeń dla wolności i bezpieczeństwa. To ci sami przywódcy, którzy przez cztery dekady udobruchali fanatyczny reżim w Iranie, podczas gdy ten eksportował terroryzm, dążył do zdobycia broni jądrowej i uciskał własny naród. W ciągu ostatnich kilku tygodni, gdy zamordowano co najmniej 16 500 Irańczyków próbujących obalić reżim, światowi przywódcy praktycznie milczeli. Nawet teraz Francja, Hiszpania i Włochy blokują uznanie Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej za organizację terrorystyczną.

Przywódcy w Davos wciąż pozwalają Rosji prać brudne pieniądze w swoich stolicach, ograniczając się do załamywania rąk nad losem Ukrainy. Twierdzą, że nie znoszą despotów w rodzaju Trumpa, ale ich własne kraje bezlitośnie atakowały Izrael w chwilach, gdy najbardziej potrzebował wsparcia. Karali go za obronę przed ludobójstwem, powielali kłamstwa Hamasu i finansowali Autonomię Palestyńską, która wypłaca nagrody za ataki terrorystyczne i indoktrynuje dzieci w duchu nienawiści do Żydów.

Hipokryzja tych, którzy wyrażają przerażenie obecnym stanem Ameryki, jest ogromna. Jednak nowy porządek Trumpa również budzi uzasadnione wątpliwości. Do swojej Rady Pokoju – organu mającego zapoczątkować nową erę w Strefie Gazy – zaprosił on Katar i Turcję. Kraje te są śmiertelnymi wrogami Izraela i Zachodu. Jak zauważył Khaled Abu Toameh, oba państwa nie wierzą w pokój z Izraelem i wciąż sponsorują islamistów. Międzynarodowa Unia Uczonych Muzułmańskich, wspierana przez Katar i Turcję, wydała fatwę wzywającą do świętej wojny przeciwko „jednostce syjonistycznej”.

Równie niepokojąca jest sytuacja w Syrii. Trump schlebia nowemu prezydentowi, byłemu dowódcy Al-Kaidy Ahmedowi al-Sharaa, nazywając go „twardym” i „przystojnym”, jakby był on zreformowanym mężem stanu. Tymczasem siły al-Sharaa, wspierane przez Turcję, dokonały rzezi Kurdów – lojalnych sojuszników Ameryki, których Waszyngton właśnie zdradził. Pozostawienie więźniów ISIS pod kontrolą reżimu w Damaszku jest przerażającym błędem, który zmusił siły USA do interwencji i ewakuacji terrorystów do Iraku.

Jak administracja USA może być tak nieświadoma natury islamskiego fanatyzmu? Wystarczy posłuchać wysłannika Trumpa, Steve’a Witkoffa. W Davos stwierdził on, że z Iranem można dogadać się dyplomatycznie, jeśli tylko „wykaże gotowość”. To zdumiewające, że Witkoff wierzy w pragmatyzm Teheranu czy rzekome wyrzeczenie się radykalizmu przez Katar.

Trump obiecał irańskim demonstrantom, że „pomoc jest w drodze”, ale pomoc nie nadeszła, a fala mordów i tortur trwa. Koncentracja sił USA w regionie sugeruje gotowość do uderzenia, ale nikt nie wie, jakie są realne plany Białego Domu.

Dzisiejsze opinie są skrajne: jedni widzą w Trumpie zbawcę, inni niszczyciela świata. W rzeczywistości nie jest on faszystą ani szaleńcem; to raczej samozwańczy cesarz. Domaga się lojalności, kieruje się transakcyjnością, narcyzmem i chęcią odwetu, używając do celów brutalnej siły.

Nie jest to ideał. Jednak Trumpa napędza przywiązanie do Ameryki, zachodniej cywilizacji i narodu żydowskiego. Jego przeciwnicy często kierują się niechęcią do tych samych wartości lub są wobec nich obojętni. Nowy porządek Trumpa powstał na gruzach starego, który poniósł katastrofalną klęskę. Instytucje międzynarodowe, mające stać na straży sprawiedliwości, zdradziły swoje ideały. Rezultatem tej pustki jest „Cezar w Białym Domu”.

Trump może być najlepszym sojusznikiem, jakiego Izrael kiedykolwiek miał w Gabinecie Owalnym, co nie czyni go postacią bez skazy. Jego wady mogą prowadzić do tragicznych błędów. Wszyscy musimy po prostu wstrzymać oddech.


Cezar w Białym Domu

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.