Uncategorized

Co ty wiesz o Iranie

Beata Lewkowicz

Co ty wiesz o Iranie, chciałoby się powiedzieć parafrazując słynną kwestię Franza Maurera z „Psów”. Ja osobiście wiem tyle, ile zdołałam przeczytać, co w oczywisty sposób nie czyni mnie specjalistką, ale raczej osobą skazana na powtarzanie w dużej mierze cudzych opinii, co najwyżej przefiltrowanych przez mój własny osąd i zdrowy rozsądek.

Więc nie będę pisała o Iranie per se. Napiszę o czymś innym – o ciszy wynikającej z dysonansu poznawczego. Bo skoro jednoznacznie, bez żadnych wątpliwości i poniekąd wbrew logice oraz wyznawanym wartościom wsparło się cały ruch „free free Palestine” i również poniekąd Hamas, Hezbollah i każdego, kto tylko za cel postawił sobie zniszczenie państwa Izrael, to jak teraz jednoznacznie stanąć po stronie ludzi, którzy buntują się przeciwko największemu sojusznikowi i inspiratorowi antyizraelskiej osi? Jak poradzić sobie z faktem, że IRAŃCZYCY buntują się przeciwko IRANOWI i nie chcą żyć według zasad republiki islamskiej? Jak pogodzić lewicowe szaleństwo afirmujące opresję irańskich kobiet, uwięzionych w hidżabach, karanych chłostą za publiczne odsłonięcie włosów – z realnymi potrzebami i pragnieniami tychże kobiet, dla których narzucona konieczność ukrywania ciała pod chustą nie jest ani wyborem, ani kulturową odmiennością, ale odebraniem wolności i sprawczości, niezależnie od tego, co roją sobie zachodni tropiciele „islamofobii”?

Czyżby Irańczycy nie potrafili pojąć, że swoim buntem wspierają Izrael, to straszliwe, zbrodnicze państwo, w którym kobiety mają pełne prawa? I czy w efekcie irańskie kobiety nie powinny jednak starać się zrozumieć, że ich prawa powinno się poświęcić na ołtarzu świętej sprawy palestyńskiej? Czyżby w swojej egoistycznej chęci dostosowania się do zasad zgniłego, zachodniego świata nie potrafiły pojąć, że ich rzekoma wolność oznacza zbliżenie się do syjonistycznego potwora?

Najwyraźniej nie rozumieją i zrozumieć nie chcą, zamarzyły im się prawa takie same, jakie mają chodzące po europejskich, amerykańskich, australijskich ulicach kobiety – również te przystrojone w kefije i wykrzykujące hasła o „wolnej Palestynie”.

Paradoks polega na tym, że owe progresywne, lewicowe liberalne kobiety, często określające się mianem feministek, które własną wolność uważają za coś oczywistego i bez wątpliwości im należnego, zupełnie nie dostrzegają faktu, że działają na szkodę swoich sióstr z krajów islamskich, w tym przypadku Iranu, ale tak naprawdę również i tzw. „Palestyny”.

Dlatego, choć niezwykle głośno domagają się enigmatycznej wolności dla palestyńskich Arabów traktowanych jako monolit, pełną konsternacji ciszą powitały irańskie powstanie.

Niezwykła jest ostrożność mediów głównego nurtu I wszelkie i maści polityków oraz aktywistów wsławionych nieustraszoną walką o wolność Palestyny, w relacjonowaniu czegokolwiek, co dzieje się w Iranie. Liczby zabitych, skala represji, przebieg wydarzeń, wszystko jest obudowane zastrzeżeniami. Nie możemy mówić pochopnie, musimy mieć potwierdzenie w wielu źródłach, nie chcemy siać dezinformacji. Dziwnym trafem, gdy chodziło o wojnę w Gazie, te same media bez mrugnięcia okiem podawały całkowicie nieweryfikowalne informacje prosto z Hamasu jako fakty, bez cienia wątpliwości.

Jest truizmem stwierdzenie, że reżim ajatollahów to opresyjna dyktatura. Przeciwna prawom człowieka, prawom kobiet, prawom gejów. Egzekucje publiczne, demonstracje tłumione strzelaniem do ludzi, ofiary liczone w tysiącach.

Ten sam reżim prowadził od lat nieustającą wojnę na wielu frontach przeciwko Izraelowi, finansował i podpuszczał wszystkich pożytecznych idiotów Zachodu do walki z Izraelem, w efekcie w narracji publicznej Izrael nazywany jest zbrodniczym Issrahellem, a Iran jest po prostu takim sobie państwem bliskowschodnim z wewnętrznymi problemami. No Iran, co nam do tego. Strzela do własnych obywateli, widocznie ma powody. Kobiety nie mają tam żadnych praw, taka kultura. Geje nie mają żadnych praw, a nawet są publicznie mordowani podczas egzekucji, no cóż, ciężkie prawo, ale prawo. Widać zgodne z ich religią i kulturą – uszanujmy to i nie mieszajmy się

Tymczasem wobec Izraela, gdzie kobiety mają pełnię praw, a geje mogą żyć normalnie i otwarcie, używa się najcięższych epitetów, bez cienia refleksji.

Najbardziej zdumiewa mnie jednak to, że zachodni lewicowcy kompletnie nie potrafią zrozumieć podstawowego związku przyczynowo-skutkowego. Popierając Hamas, Hezbollah i masakrę 7 października, cały czas wspierali Iran. Działali na jego pasku, nawet jeśli teraz nie chcą przyjąć tego po prostu do wiadomości.

Najwyraźniej nie potrafią sobie poradzić z faktem, że Irańczycy nie chcą żyć w realnej opresji. Że buntują się przeciwko temu samemu systemowi, który oni sami jeszcze wczoraj pośrednio usprawiedliwiali. To jest dopiero paradoks i prawdziwa kwadratura koła.

Schizofreniczne myślenie zachodnich lewicowych liberałów jest widoczne również w niemożności przyjęcia do wiadomości następujących faktów, w sumie prostych jak budowa cepa.

Przez ostatnie lata w dominującej narracji części lewicy i liberalnych środowisk ukształtował się stały układ ról, czyli Izrael jako państwo opresyjne, kolonialne, zbrodnicze, Palestyńczycy / Hamas / Hezbollah jako „ruch oporu”, walczący o wolność – oraz last but not least Iran, czyli antyimperialny wróg Zachodu i Izraela, ergo sojusznik. Razem tworzyło to konstrukcję narracyjną, w której Izrael został obsadzony jako główny czarny charakter.

Jednocześnie od zawsze było wiadomo, chociaż wiedza ta była powszechnie ignorowana, że Hamas i Hezbollah są narzędziami Iranu, który jest teokracją represyjną, szczególnie wobec kobiet i mniejszości oraz że finansuje i organizuje on przemoc regionalną wymierzoną w Izrael.

Ten fakt był świadomie marginalizowany, bo burzył narrację „walki wyzwoleńczej”.

Irańskie protesty obnażyły fakt, że Irańczycy NIE chcą żyć w systemie, który Zachód pośrednio usprawiedliwiał jako „antyimperialny”. Kobiety walczące o podstawowe prawa, młodzi ludzie chcący normalnego życia i społeczeństwo buntujące się przeciw dokładnie temu reżimowi, który wspierał Hamas.

I właśnie w tym momencie w świadomości liberalnej lewicy Zachodu pojawił się uwierający jak kamyk w bucie DYSONANS POZNAWCZY, którego nijak nie mogą się pozbyć, bo w tym celu zachodnie ruchy musiałyby zrobić jedną z dwóch rzeczy.

Pierwsza to entuzjastycznie i bezwarunkowo wesprzeć Irańczyków. Niestety to oznaczałoby, zgodnie z logiką, uznanie Iranu za opresyjny reżim, a tym samym przyznanie, że Hamas i Hezbollah są narzędziami tej opresji, a więc pośrednio również przyznanie racji Izraelowi, który od lat mówił dokładnie to samo.

Alternatywa to pozostanie przy dotychczasowej narracji, co z kolei oznaczałoby konieczność przemilczenia wydarzeń z Iranu, zminimalizowania przekazu o protestach, i generalnie udawania, że

Brak precyzyjnych danych do postawienia jakiejkolwiek diagnozy. No i najważniejsze zachowanie obrazu Izraela jako jedynego i głównego sprawcę immanentnego zła.

Wybrano drugą opcję, bo antyizraelska narracja jest rdzeniem lewicowej tożsamości. A to oznacza nieustającą konieczność dalszego ignorowania owego małego kamyka. Lewica nadal będzie podążać ku zachodzącemu słońcu w przekonaniu o swojej moralnej wyższości, lekko przy tym kulejąc. Ale nie takie rzeczy jak samooszukiwanie robiło się już „dla sprawy”.

Lewica i liberalne centrum milczą nie dlatego, że nie wiedzą, tylko dlatego, że nie mogą mówić, nie niszcząc własnej opowieści o świecie. Dotknął ich paraliż narracyjny.

Joseph Campbell w swojej niezwykle interesującej książce „Bohater o tysiącu twarzy” twierdzi, że mit działa tylko wtedy, gdy role są jednoznaczne, bowiem nie znosi sprzeczności ról. Mit potrzebuje bohatera, ofiary, oprawcy i wyzwoliciela. Każda z tych ról jest niezmienna i przypisana raz na zawsze.

Hamas, Hezbollah i „Palestyńczycy” zostali obsadzeni w micie jako „ruch wyzwoleńczy”, Izrael został jako „imperium/oprawca”. Bunt Irańczyków rozsadza ten mit od środka.

Iran jako poplecznik Hamasu i Hezbollahu jest ideologicznym centrum tej przemocy, jest jawnie antywolnościowy, antykobiety, antygejowski, antydemokratyczny. Gdy teraz Irańczycy buntują się przeciwko temu systemowi oznacza to, że Irańczycy chcą dokładnie tej wolności, którą Zachód deklaratywnie popiera. Mit się załamuje, ponieważ nie da się pogodzić ze sobą stwierdzeń, że Irańczycy walczą o wolność z tym, że Iran jest „antykolonialny” i „antysyjonistyczny”, że Iran wspierał Hamas i że Hamas jest „ruchem wolnościowym” – bo cała wcześniejsza konstrukcja okazuje się fałszywa.

Ruchy propalestyńskie milczą, bo popierając bunt przeciw ajatollahom popieraliby osłabienie Iranu, osłabialiby Hamas i Hezbollah, a więc wzmacnialiby Izrael. A Izrael w ich micie nie może zostać wzmocniony, bo jest obsadzony jako zło strukturalne.

W tej opowieści wolność nie jest wartością uniwersalną. „Słuszna wolność” to ta zgodna z narracją, antyzachodnia i wolność przeciw Izraelowi. Wolność, która obala ajatollahów, osłabia Hamas i rozsadza zielono-czerwony sojusz jest wolnością niedopuszczalną.

Według Campbella mit nie służy prawdzie, ale jest po prostu spoiwem tożsamości. Dlatego, gdy pojawia się fakt, który nie pasuje do ról, wymusza zmianę ich obsady i burzy emocjonalne inwestycje, mit reaguje milczeniem i wyparciem.

Logiczny i poprawny tok rozumowania powinien wyglądać następująco – ponieważ Hamas jest antywolnościowy, Iran go finansuje, a Irańczycy buntują się przeciw Iranowi. więc powinni być naturalnymi sojusznikami Zachodu.

Ale mit nie działa według logiki. Działa według wierności opowieści.

Irańczycy zostali wyrzuceni poza opowieść o „walce o wolność”, bo ich bunt obnaża, że ruchy, które Zachód przez lata wspierał jako wyzwoleńcze, były w istocie narzędziami reżimu, z którym dziś nie wiadomo co zrobić bez przyznania się do błędu.

Irańczycy buntują się nie tylko przeciwko teokratycznemu systemowi władzy, w którym religia i państwo są ze sobą ściśle splecione, a także przeciwko silnie scentralizowanemu modelowi gospodarczemu opartemu na regulacjach – czyli romantyzowanemu przez zachodnią lewicę socjalizmowi. Z Iranie skutki tego modelu są widoczne w postaci stagnacji, korupcji i zależności obywateli od aparatu władzy. W zachodnich instytucjach akademickich i kulturowych często idealizują państwową kontrolę jako moralnie „bardziej wrażliwą”. My tu w Polsce i generalnie w krajach, które przeszły przez przymusowy eksperyment z socjalizmem powinniśmy doskonale rozumieć, że ustrój ten niezależnie, czy połączony z pierwiastkiem religijnym czy też nie – prowadzi wyłącznie do patologii. Tego zachodnia lewica również nie chce przyjąć do wiadomości, nie zakosztowała socjalizmu i przez cały wiek dwudziesty, a nawet i wcześniej idealizowała go jako ustrój, który miałby być źródłem szczęśliwości dla mas.

Zachodnia lewica też musiałaby przyznać, że jednak to właśnie zachodnia cywilizacja, mimo że daleka od doskonałości, jest w tej chwili najlepszym z istniejących systemów i ustrojów na świecie. Rytualne obwinianie Zachodu o wszystkie winy tego świata należy do lewicowego katechizmu, podczas gdy w rzeczywistości to nie Zachód jest źródłem wszelakich „opresji”, ale tak zaciekle broniony przez progresywnych aktywistów i polityków islam.

I jak tu teraz żyć, kefijowa lewico?

Co ty wiesz o Iranie

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.