
Daniel Greenfield
Islamska Republika Iranu od dziesięcioleci zabija Amerykanów. Odpowiedź na te działania nie jest eskalacją – to reakcja, która powinna nastąpić już dawno temu.
„Ameryka nie może nam nic zrobić” – przechwalał się ajatollah Ruhollah Chomeini, przetrzymując naszych zakładników. Administracja ówczesnego prezydenta Jimmy’ego Cartera osłabiła rząd szacha na korzyść islamistów. Gdy ci przejęli władzę, Waszyngton uniemożliwił strażnikom z amerykańskiej ambasady obronę placówki przed grupami muzułmańskich „studentów”, którzy twierdzili, że przychodzą w pokojowych zamiarach. Ci sami „pokojowi” studenci zajęli ambasadę i wzięli naszych ludzi jako zakładników.
W czerwcu najwyższy przywódca Ali Chamenei drwił z prezydenta Trumpa tym samym hasłem. Gdy poproszono go o rezygnację z irańskiego programu broni jądrowej, powtórzył słowa założyciela reżimu: „Nasza odpowiedź na bzdury Stanów Zjednoczonych jest jasna: nie mogą nic w tej sprawie zrobić”.
Dziesięciolecia bezkarności
Bierność Cartera sprawiła, że drwina Chomeiniego stała się pewnym siebie sloganem. Ameryka nie potrafiła powstrzymać porwania swoich dyplomatów i żołnierzy ani ich upokarzającego paradowania po ulicach. W kolejnych dekadach kolejne administracje nie były w stanie zapobiec torturom i egzekucjom kolejnych obywateli USA. Do końca wojen w Iraku i Afganistanie same irańskie ładunki wybuchowe (IED) spowodowały śmierć ok. 1000 Amerykanów.
Kassem Sulejmani – dowódca sił Al-Kuds, odpowiedzialny za tajne operacje zagraniczne – również wierzył w niemoc Ameryki. W styczniu 2020 r. prezydent Trump udowodnił mu błąd: atak drona typu Reaper zakończył życie generała. Był to pierwszy od lat przypadek, gdy Ameryka realnie odpowiedziała Iranowi.
Krwawe ślady Teheranu
W 1983 r. wspierani przez Iran terroryści zdetonowali ciężarówki-pułapki w Bejrucie, zabijając 220 marines i 21 innych żołnierzy. Mohsen Rafighdoost, współtwórca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, chwalił się później, że zarówno trotyl, jak i ideologia, które wysłały Amerykanów „do piekła”, pochodziły z Iranu.
Poza kilkoma nalotami Ameryka nie zrobiła niemal nic. Dowody wywiadowcze wskazujące na Iran zostały zatajone przed prezydentem Ronaldem Reaganem. Ostatecznie wyznaczono nagrody za głowy dowódców Hezbollahu – Ibrahima Aqila i Fuada Shukra. Żyli oni beztrosko aż do momentu, gdy wyeliminował ich Izrael po 7 października. W tym samym czasie administracja Joe Bidena gorliwie zapewniała media, że nie miała z tymi atakami nic wspólnego.
Przez dziesięciolecia bojówki Hezbollahu porwały dziesiątki Amerykanów. W 1984 r. uprowadzono i zamordowano szefa placówki CIA, Williama Francisa Buckleya. Był torturowany w Iranie, a nagrania pokazujące jego agonię służyły jako narzędzie terroru. Ameryka znów nie zareagowała. Rok później terroryści porwali samolot TWA lot 847. Nurek marynarki wojennej Robert Stethem został skatowany na śmierć, a jego ciało wyrzucono na pas startowy. Zamiast wyciągnąć konsekwencje wobec Teheranu, USA doprowadziły do układu, w ramach którego Izrael uwolnił setki dżihadystów.
Współpraca z Al-Kaidą
W 1996 r. terroryści wspierani przez Iran zbombardowali wieże Khobar w Arabii Saudyjskiej (19 ofiar). Iran wspierał także sunnicką Al-Kaidę. Komisja ds. 11 września zauważyła, że Teheran ułatwiał terrorystom podróże do Afganistanu, a członkowie grupy Bin Ladena szkolili się u Hezbollahu. Do 2010 r. Iran płacił 1000 dolarów za każdego zabitego amerykańskiego żołnierza.
Nawet dziś przywódcy Al-Kaidy, jak Saif al-Adel, rezydują w Teheranie. W 2024 r. Iran i jego sojusznicy wciąż zabijają amerykańskich żołnierzy, czego przykładem jest śmierć sierżanta Williama Riversa i jego towarzyszy na początku ubiegłego roku.
Koniec ery ustępstw?
Niezależnie od opinii influencerów, Islamska Republika Iranu prowadzi wojnę z USA od 47 lat. Do wojny wystarczy jedna strona. To nie kontratak sprawia, że konflikt się nie kończy – to odmowa skutecznej walki czyni go wiecznym.
Większość poprzednich administracji nie podejmowała działań, a rządy Obamy i Bidena wręcz Iranowi pomagały. Prezydent Trump w końcu postawił się państwu terrorystycznemu. Ci, którzy krytykują go za zbyt twardą postawę, nie są rozczarowani brakiem realizacji obietnic, lecz tym, że Trump je spełnia. Tęsknią za dawną polityką ustępstw Cartera i Obamy.
Ameryka nie bombarduje „przypadkowego kraju”. Po 47 latach terroru, tortur i morderstw, Stany Zjednoczone wreszcie odpowiadają na wojnę, którą Iran wytoczył im niemal pół wieku temu.
„Ameryka nie może nic nam zrobić”.
Kategorie: Uncategorized

