
Po dwóch wojnach światowych przyzwyczailiśmy się powtarzać, że każda wojna jest złem absolutnym. Jednak Bernard-Henri Lévy przypomina, że istnieją konflikty, które mogą być sprawiedliwe. Tak właśnie zaczyna się jego wywód w artykule opublikowanym na łamach Le Point. Nie jest to zwykła polemika publicystyczna – Lévy sięga do głębokiej tradycji filozoficznej, tej samej, która od czasów św. Augusta i św. Tomasza z Akwinu próbowała odpowiedzieć na pytanie, czy użycie siły może być moralnie uzasadnione. Później refleksję tę rozwijał Hugo Grocjusz, współtwórca nowoczesnego prawa międzynarodowego, a współcześnie powrócił do niej filozof polityki Michael Walzer.
To właśnie na tym fundamencie Lévy buduje swój argument. Warto zaznaczyć, że jego tekst nie stanowi analizy wojskowej ani geopolitycznej; jest eseistyczną próbą zastosowania klasycznych kryteriów „wojny sprawiedliwej” do współczesnego konfliktu. Według tej doktryny starcie zbrojne jest dopuszczalne wyłącznie przy spełnieniu rygorystycznych warunków: musi istnieć realne i bezpośrednie zagrożenie, widmo nadchodzącej katastrofy, a wszystkie inne środki – zwłaszcza dyplomacja – muszą zostać wyczerpane. Ostatecznie, użycie siły ma na celu zapobieżenie większemu złu.
Argumentacja Lévy’ego
Zdaniem Lévy’ego, w przypadku Iranu warunki te zostały spełnione. Autor przywołuje ostrzeżenia amerykańskiej dyplomacji dotyczące tempa rozwoju irańskiego programu nuklearnego. Kluczowa jest tu przytoczona wypowiedź sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który ostrzegał, że Iran może w krótkim czasie osiągnąć próg umożliwiający zbudowanie broni atomowej. Ten szczegół ma istotne znaczenie dla czytelników mniej zorientowanych w polityce USA: Blinken nie należał do obozu Donalda Trumpa ani do izraelskiego rządu. Jako bliski współpracownik Joe Bidena reprezentował administrację Demokratów – środowisko tradycyjnie kojarzone z prymatem dyplomacji nad rozwiązaniami militarnymi. Przywołując jego słowa, Lévy pokazuje, że alarm podnoszą nawet kręgi skłonne do negocjacji.
Drugim filarem argumentacji jest retoryka samego Teheranu. Lévy przypomina, że irański reżim od dziesięcioleci deklaruje wrogość wobec Izraela i aktywnie wspiera organizacje zbrojne w regionie, w tym Hamas. W tej interpretacji zagrożenie nie jest hipotetyczne, lecz stanowi otwarcie deklarowany projekt polityczny. Trzeci argument dotyczy fiaska dyplomacji – autor twierdzi, że wieloletnie próby porozumień nuklearnych nie przyniosły trwałego rozwiązania. Na tej podstawie Lévy konkluduje, że interwencja przeciwko irańskiemu programowi militarnemu mieści się w ramach klasycznej doktryny. Nie widzi w niej wojny o dominację, lecz próbę zapobieżenia scenariuszowi, który zniszczyłby stabilność regionu.
Podziały na europejskiej scenie
Taka argumentacja musiała wywołać we Francji silne reakcje. Tamtejsza scena polityczna od dekad jest głęboko podzielona w kwestii zachodniego interwencjonizmu. Środowiska liberalne i atlantyckie traktują tekst Lévy’ego jako przestrogę przed naiwnością – przypomnienie, że istnieją reżimy głuche na presję dyplomatyczną. Z kolei radykalna lewica oraz część świata akademickiego oskarżają filozofa o powielanie logiki, która w przeszłości prowadziła do destabilizacji całych regionów. Podnoszony jest również argument realizmu politycznego: nawet jeśli zagrożenie jest realne, skutki wojny pozostają nieprzewidywalne.
Ten spór nie jest nowy. Od lat Lévy dzieli opinię publiczną: dla jednych jest moralistą przypominającym Europie o odpowiedzialności za ofiary tyranii, dla innych – publicystą zbyt chętnie popierającym rozwiązania siłowe. Niezależnie od ocen, jego głos pozostaje słyszalny dzięki konsekwencji. Wspierał Bośnię w latach 90., sprzeciwiał się dyktaturom, a po inwazji Rosji na Ukrainę stał się jednym z najgłośniejszych orędowników pomocy dla Kijowa. Ta ciągłość sprawia, że jego stanowisko jest traktowane poważnie – to nie doraźny komentarz, lecz część szerszej refleksji o moralności w świecie, w którym przemoc polityczna nie zniknęła wraz z końcem XX wieku.
Geopolityczny kontrast
Reakcje europejskich liderów dobitnie pokazują dzisiejsze pęknięcia wewnątrz Zachodu. Prezydent Emmanuel Macron zachowuje daleko idącą ostrożność, niemal instynktownie wybierając rolę mediatora i apelując o deeskalację. Tymczasem w Berlinie kanclerz Friedrich Merz wykonał gest o dużym znaczeniu symbolicznym: osobiście udał się do Waszyngtonu na spotkanie z Donaldem Trumpem, by aktywnie uczestniczyć w decyzjach strategicznych dotyczących Bliskiego Wschodu. Na przeciwległym biegunie znajduje się rząd Pedro Sáncheza, którego ostra krytyka operacji przeciwko Iranowi wywołała oskarżenia o jednostronność.
Najbardziej uderzający kontrast widać jednak w reakcji państw autorytarnych. Władimir Putin zareagował w sposób przewidywalny: w kondolencjach po śmierci Alego Chameneiego nazwał go „wybitnym mężem stanu”, podkreślając jego rolę w budowaniu sojuszu rosyjsko-irańskiego.
Podsumowanie: Siła czy moralność?
W tym miejscu zarysowuje się najostrzejsza linia podziału współczesności. Z jednej strony mamy filozofa, który – niezależnie od tego, czy się z nim zgadzamy – próbuje rozstrzygać kwestie wojny w kategoriach moralnej odpowiedzialności i tragicznych wyborów. Z drugiej strony widzimy lidera autorytarnego, dla którego sprawa sprowadza się do odruchu solidarności między reżimami.
Stara Europo, lubisz wierzyć, że politykę można prowadzić wyłącznie za pomocą konferencji i dyplomatycznych formułek. Tymczasem gdzie indziej logika jest brutalnie prosta: dyktatura pozdrawia dyktaturę, władza oddaje hołd władzy. Nie ma tam miejsca na filozofię ani moralność. Można uważać wnioski Lévy’ego za zbyt niebezpieczne lub radykalne, ale patrząc na kondolencje krążące między autorytarnymi stolicami, trudno uznać jego pytania za abstrakcyjne. W rzeczywistości nie chodzi już tylko o Iran. Chodzi o to, czy nasz świat będzie jeszcze próbował odróżniać dobro od zła, czy uzna, że jedyną zasadą polityki jest naga siła.
Jedni wciąż zadają pytania. Drudzy nie pytają o nic – po prostu podnoszą słuchawkę, dyktują kondolencje i wysyłają je do innej dyktatury. Tyle.
Wszystkie wpisy Anny TUTAJ
Bernard-Henri Lévy i dylemat „wojny sprawiedliwej”
Kategorie: Uncategorized

