Uncategorized

Śmierć, hołd i polityczne sidła

Jonathan Sacerdoti

Pytanie o politykę pojawiło się zaledwie kilka godzin po śmierci, która powinna pozostać czasem żałoby. 16 lutego Dana Eden, współtwórczyni i producentka izraelskiego serialu szpiegowskiego Teheran, została znaleziona martwa w pokoju hotelowym Gatsby Athens. Miała 52 lata. Grecka policja prowadzi dochodzenie, traktując zdarzenie jako możliwe samobójstwo. Eden przebywała w Grecji na planie czwartej serii produkcji.

Serial Teheran, który zadebiutował w 2020 roku, opowiada o agentce-hakerce Mossadu. Zostaje ona wysłana do Iranu z misją sabotażu elektrowni jądrowej, lecz utyka w samym sercu wrogiego kraju. Produkcja, kręcona częściowo w Grecji (odgrywającej rolę irańskiej stolicy), odniosła międzynarodowy sukces po zakupie przez Apple TV+, zdobywając w 2021 roku nagrodę Emmy dla najlepszego serialu dramatycznego. Hugh Laurie dołączył do obsady w trzecim sezonie, wcielając się w rolę południowoafrykańskiego inspektora jądrowego.

Ciało Eden znalazł jej brat, zaniepokojony brakiem odpowiedzi na wiadomości. Doniesienia medialne wspominają o zasinieniach na kończynach i szyi oraz dużej ilości tabletek znalezionych na miejscu. Policja bada, czy przed przedawkowaniem producentka nie próbowała odebrać sobie życia w inny sposób. Internetowe spekulacje szybko przypisały jej śmierć irańskim agentom, jednak firma produkcyjna stanowczo odrzuciła te oskarżenia.

Laurie opublikował hołd w serwisie X:

„Dana Eden, współtwórczyni i producentka serialu Teheran, zmarła w niedzielę, najprawdopodobniej z własnej ręki. To straszna tragedia. Była błyskotliwą, zabawną i wyjątkową liderką. Przesyłam wyrazy miłości i kondolencje wszystkim, którzy ją znali”.

Kontrowersje nie dotyczyły jednak wzmianki o samobójstwie, lecz kwestii znacznie bardziej zapalnej. Część krytyków zarzuciła Lauriemu, że wykorzystał hołd do publicznego wyrażenia poparcia dla syjonizmu, oddając cześć izraelskiej producentce związanej z serialem o Mossadzie. Aktor zareagował ostro:

„Nic, co kiedykolwiek powiedziałem lub zrobiłem, nie mogło skłonić rozsądnej osoby do uznania mnie za syjonistę. Jeśli jednak ktoś cieszy się ze śmierci mojej przyjaciółki, to tak – zablokuję go. Jeśli nie postąpiłby Pan tak samo na moim miejscu, to też może Pan spierdalać”.

To zaprzeczenie wywołało kolejną falę zarzutów – tym razem o to, że Laurie sugeruje bycie antysyjonistą. Rabin S. Litvin podsumował to w jednym z tweetów: „Czy Hugh Laurie mógłby wyrządzić Danie Eden większą zniewagę, niż wykorzystując jej śmierć do odcięcia się od niej, jej narodu i ojczyzny? Jakie to żałosne”. Laurie odpowiedział krótko: „Rabbi. Nie zrobiłem nic takiego i nigdy bym tego nie zrobił. Proszę przeczytać to ponownie rano”.

Sekwencja zdarzeń była błyskawiczna: śmierć, hołd, oskarżenie o syjonizm, zaprzeczenie tożsamości syjonistycznej, oskarżenie o odcięcie się od zmarłej i finalna riposta.

Wyjaśnienie Lauriego jest precyzyjne w jednym punkcie: twierdzi on, że nic w jego dotychczasowym dorobku nie wskazuje na bycie syjonistą. Jednocześnie nie deklaruje się jako antysyjonista ani nie potępia Izraela. Po prostu odrzuca przypisaną mu łatkę.

Powstaje jednak pytanie: po co w ogóle się tłumaczyć? Osoby publiczne doskonale znają siłę domysłów. W obecnym klimacie politycznym nawet pochwała izraelskiego współpracownika bywa interpretowana jako poparcie dla ideologii, o której w ogóle się nie wspomniało. Być może Laurie uznał, że milczenie oznaczałoby zgodę na narrację krytyków, więc postanowił się bronić.

Ale co właściwie oznacza „antysyjonizm” i czym jest oskarżenie o „syjonizm”? Termin ten bywa dziś używany jako „wygładzona” nazwa dla starego uprzedzenia: teorii o globalnej żydowskiej konspiracji manipulującej mediami i finansami. Ten spisek prześladował historię Europy i Bliskiego Wschodu przez wieki – od Protokołów mędrców Syjonu po pogromy. Dziś krąży w formie cyfrowej. Ubieranie tych fantazji w nowoczesny język polityczny nie nadaje im godności; pozostają one paranoiczną fikcją i oszczerstwem, które zasługuje na bezwarunkowe odrzucenie. Dla zwolenników teorii spiskowych sprzeciw wobec takiego „syjonizmu” jest aktem odwagi, a ich samych trudno przekonać do zmiany zdania za pomocą logicznych argumentów.

W rzeczywistości syjonizm to po prostu przekonanie, że naród żydowski ma prawo do samostanowienia w swojej historycznej ojczyźnie, Izraelu. Nic więcej i nic mniej. Nie oznacza dążenia do globalnej kontroli ani supremacji. Oznacza dążenie do posiadania własnego państwa. Nie determinuje też, czy krajem ma rządzić lewica, czy prawica, ani jaką politykę wojenną należy prowadzić. Odmowa tego prawa w obecnej sytuacji geopolitycznej, gdzie suwerenność Izraela jest jedyną gwarancją przed ponowną bezpaństwowością i prześladowaniami, niesie ze sobą konsekwencje, których krytycy rzadko analizują.

Jeśli syjonizm zdefiniujemy minimalnie – jako poparcie dla istnienia Izraela jako państwa żydowskiego – to antysyjonizm staje się sprzeciwem wobec tej zasady. Izrael jest domem dla ośmiu milionów Żydów. Postulat likwidacji państwa jako żydowskiej wspólnoty politycznej oznacza propozycję fundamentalnej restrukturyzacji regionu, w którym ochrona mniejszości – zwłaszcza żydowskiej – historycznie zawsze kończyła się tragicznie.

Judea Pearl, filozof i ojciec zamordowanego dziennikarza Daniela Pearla, twierdził, że należy „wytrącić antysyjonistów z ich pompatycznego przekonania o własnej nieomylności”. To niewygodne wyzwanie. Jeśli antysyjonizm zakłada likwidację żydowskiego samostanowienia, to co ma się stać z tą ludnością? Czy mają powierzyć swoje bezpieczeństwo systemom, które nigdy nie okazały się trwałe?

Laurie nie formułował żadnej doktryny. Opłakiwał koleżankę i nie chciał etykiet. Jednak dając się wciągnąć w tę grę, sugerując dystans wobec syjonizmu w odpowiedzi na ataki, sam wszedł w ideologiczne ramy narzucone przez innych.

Kiedy celebryci czują się zmuszeni do dystansowania się od syjonizmu w imię obrony własnej, potrzebna jest jasność. Jeśli sprzeciw dotyczy polityki rządu – należy to doprecyzować. Jeśli jednak dotyczy samej legitymizacji narodu żydowskiego w Izraelu, należy wprost zmierzyć się z konsekwencjami i przyjąć odpowiedzialność za implikacje takich przekonań.

Tragiczna śmierć Dany Eden wciąż jest przedmiotem śledztwa. Dyskusja, która po niej nastąpiła, pokazuje, jak szybko żal zostaje wchłonięty przez walkę ideologiczną. Hołd stał się testem tożsamości politycznej. Zanim przyjmie się lub odrzuci słowo tak obciążone jak „syjonizm”, warto zapytać, jaki świat buduje ten wybór. I czy naprawdę jesteśmy gotowi go bronić.


Śmierć, hołd i polityczne sidła

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.