IAutor Chana

Zatłoczony schron publiczny w Holonie, w środkowej części Izraela.
Od porannych syren po noc spędzoną w schronach – historia jednej rodziny podczas święta Paschy na izraelskiej linii frontu.
Pascha miała rozpocząć się wieczorem 1 kwietnia, około godziny 18:30. Jak zapewne Państwo wiedzą, żydowskie święta zawsze zaczynają się o zachodzie słońca poprzedniego dnia. Do tego czasu wszystko musi być zapięte na ostatni guzik – jedzenie ugotowane, stół nakryty, a domownicy ubrani w świąteczne stroje.
Ponieważ trwa wojna, wszyscy spodziewali się, że zarówno Iran, jak i libański Hezbollah będą próbowały zakłócić święto ostrzałem rakietowym. Zaczęło się wcześnie. Około godziny 6:30 rano – na dwanaście godzin przed rozpoczęciem święta – obudził nas komunikat ostrzegający, że rakiety nadlecą „za kilka minut”.
Kiedy dotarliśmy do schronu i sprawdziłem wiadomości, okazało się, że to nie Iran ani Hezbollah, lecz jemeńscy Huti – kolejny, obok Hezbollahu, sojusznik Iranu, który ostatnio stał się bardziej aktywny i włączył się do gry. Syreny rozległy się tylko na południu Izraela, gdzie mieszkamy.
Około godziny później do akcji włączył się Iran, wystrzeliwując pociski w kierunku centrum i południa kraju, podczas gdy Hezbollah symultanicznie ostrzeliwał północ. W centrum, gdzie mieszka moja córka Hila, w ciągu zaledwie dwóch godzin syreny wyły cztery razy. Do godziny 10:00 rano każdy mieszkaniec Izraela musiał przynajmniej raz uciekać do schronu, a wielu robiło to wielokrotnie.
Potem nastąpiła przerwa. Wszyscy rzucili się do kontynuowania przygotowań. Ja zaczęłam gotować tradycyjny rosół z kurczaka i kneidle. Zazwyczaj w naszym domu gromadzi się od dziesięciu do dwudziestu osób, jednak w tym roku, zaledwie kilka dni przed świętem, odwołaliśmy kolację. W obliczu nieustannego ostrzału wszyscy bali się opuszczać swoje miasta i podróżować – nawet półgodzinna trasa bez dostępu do schronów wydawała się zbyt ryzykowna.
Rodzice mojego męża zrezygnowali jako pierwsi, co było całkowicie zrozumiałe – mając ponad 80 lat, niezwykle trudno jest im szybko biec do schronu czy szukać osłony na otwartej drodze. Nasze dzieci planowały przyjechać z partnerami, ale dwoje z nich służy w wojsku i nie otrzymało przepustek. Po naradzie z pozostałymi członkami rodziny mieszkającymi w innych miastach uznaliśmy, że odwołujemy tegoroczną kolację, by nie narażać nikogo na niebezpieczeństwo. Ostatecznie świętowaliśmy tylko z naszym najmłodszym dzieckiem, które wciąż z nami mieszka.
Sytuacja miała jeden mały plus – nie musieliśmy gotować i piec przez dwa dni bez przerwy. Przygotowaliśmy tylko to, co niezbędne: rosół z całym kurczakiem i dużą ilością warzyw, kneidle, tradycyjny talerz sederowy oraz kilka dodatków. Dla trzech osób było to aż nadto.
Zaczęłam gotować, gdy tylko rano ucichły syreny. Nawet jeśli alarm nie dotyczy bezpośrednio naszej okolicy, zawsze sprawdzam, czy u wszystkich bliskich wszystko w porządku. Trudno się na czymkolwiek skupić, mając świadomość, że nad głowami twoich dzieci przelatują pociski.
Zaczęłam od wielkiego garnka zupy, przygotowując jednocześnie lunch. Jedliśmy, a ja kontynuowałam pracę nad kolacją, czując ulgę, że żaden alarm nie przerywa mi gotowania. Rzeczywiście, tego dnia (ani następnego) w Negewie nie było już więcej syren, dzięki czemu zjedliśmy kolację paschalną w spokoju.
Jednak w centrum kraju rozpętało się piekło. Około godziny przed rozpoczęciem święta moja córka Hila, mieszkająca w Tel Awiwie, napisała na rodzinnej grupie:
17:20: Jesteśmy na klatce schodowej. Nie zdążyliśmy do schronu.
Ona i jej chłopak mieszkają w starym budownictwie bez własnego schronu. Za każdym razem, gdy wyje syrena, muszą zbiec z trzeciego piętra, wybiec na ulicę i pokonać kilkaset metrów do najbliższego schronu publicznego. Tym razem nie było wczesnego ostrzeżenia – tylko nagły alarm – i nie dali rady dotrzeć na miejsce.
W takiej sytuacji zaleca się pozostanie na klatce schodowej (ale nie na najwyższym piętrze). Schody są uznawane za najsolidniejszą część budynku; często, gdy konstrukcja się zawala, klatka schodowa pozostaje nienaruszona. Mimo to jest to znacznie mniej bezpieczne niż przebywanie w atestowanym schronie.
Jak dowiedzieliśmy się później, był to skoordynowany atak Iranu i Hezbollahu. Pociski z Libanu nadlatują niemal bez ostrzeżenia ze względu na niewielką odległość – czas na reakcję jest minimalny. A to był dopiero początek.
O 17:23 rozległ się drugi alarm, o 17:27 trzeci, a o 17:29 czwarty – każdy oznaczał kolejną salwę. W międzyczasie pojawiały się komunikaty o pociskach lecących z Iranu, ale to niewiele zmieniało w ich sytuacji. Utknęli na schodach, nie mogąc ruszyć się do schronu.
W tamtym momencie byłam bliska płaczu. Zazwyczaj zachowuję spokój, wiedząc, że moje dzieci sumiennie pilnują bezpieczeństwa, ale tym razem ogarnął mnie lęk. Moja córka siedziała na schodach w niechronionym budynku, podczas gdy nad miastem latały rakiety.
Zadzwoniłam do niej. Zwykle tego nie robię, bo w schronach o grubych ścianach i tak nie ma zasięgu, ale ona była przecież na klatce. Brzmiała spokojniej, niż przypuszczałam – być może po to, by dodać mi otuchy. W trakcie rozmowy znów zawyły syreny i musiała się rozłączyć.
Przed atakami Hila i jej chłopak czekali na jego ojca, który miał ich zabrać na Seder do swojej rodziny w Tel Awiwie (zrezygnowali z pokonywania 100 km do nas). O 18:04 napisała:
Jesteśmy w miklat (schronie) z ojcem i bratem Nadava.
Dotarli na miejsce tuż przed kolejnym alarmem. Szczęśliwie podczas samej jazdy nie było syren. Jednak tuż po rozpoczęciu posiłku, po godzinie 20:00, bez żadnego uprzedzenia znów rozległ się dźwięk ostrzegawczy.
Ostatni sygnał tej nocy Hila odnotowała nad ranem:
01:37: Idziemy do schronu obok domu.
01:38: Ale mamy mnóstwo pysznego jedzenia i wina, więc nie jest tak źle.
Tak wyglądał początek tegorocznej Paschy oczami Izraelczyków z południa i centrum kraju. Nie wspominam nawet o północy, która od dni znajduje się pod nieustannym ostrzałem Hezbollahu. To obecnie prawdopodobnie najniebezpieczniejsze miejsce do życia – im dalej na północ, tym gorzej.
Dziś, gdy to piszę, odnotowano tylko jedną lub dwie rakiety z Iranu. Kilka nadleciało z Jemenu, a ponad sto wystrzelił libański Hezbollah, uderzając głównie w północ. Wygląda na to, że reżim irański mógł wczoraj wystrzelać większość swoich zasobów, ale czas pokaże, czy to prawda, czy też nagle otworzą ukryte magazyny i wznowią ataki.
DZIEŃ, W KTÓRYM PASCHA SPOTKAŁA SIĘ Z WOJNĄ
Kategorie: Uncategorized


Am Israek hai