
Dokładnie 40 lat temu kończył się 1984. Ten rok posłużył Georgowi Orwellowi jako tytuł opowieści o totalitaryzmie, który zniewala człowieka i czyni wszystkich kontrolowanymi, bezwolnymi istotami.
Do Misia w Mullsjo, 2005
W 2004 20 lat po Roku 1984,odbył się w Kopenhawskiej Synagodze koncert ku uczczeniu 90 urodzin Marka Immerglucka, który u schyłku swojego życia stał się rozsławionym wykonawcą jidisze lieders. Akompaniowałem Markowi na pianinie od połowy lat 1970ych. Skomponowalem na jego okrągłe urodziny dłuższy utwór na klarnet i pianino, „Melodie mojego życia”. Wykonawcą był Lee Morgan, klarnecista Orkiestry Królewskiej w Kopenhadze i profesor Kopenhawskiego Konserwatorium.
Po koncercie podszedł do mnie Alek Górski: „Nie przyjechalbyś do Mullsjo w Szwecji, gdzie, może jak wiesz, mamy coś w rodzaju kolonii żydowskich, tylko że większość uczestników jest w wieku dobrze dojrzałego wina? Potrzebna jest nam do tańca żywa muzyka. Szwedzka grupa, która dotychczas nam grała to mocny beat a my chcemy różne rytmy i evergreens”. „OK, przyjadę. Inga zna wiele standartów, a jeśli będzie Freda, to i po polsku i hebrajsku będą numery”. Dostałem telefon do Misia. Na lipiec zostaly zaklepane moje i Ingii muzyczne wakacje.
Pierwsze wykłady, 2005
Pod koniec 1984 wiedzialem już, że będę wykładał w Instytucie Socjologii, Kopenhawski Uniwersytet. Przygotowywałem pensum, materiał do nauczania i artykuly. Kursy miały bazować na mojej pracy doktorskiej. Pracowałem intensywnie; Nie jest łatwo skondensować rezultaty 3,5 rocznej pracy do materiału, który ma się wykładać w ciągu jednego semestru.
Na Liście Wildsteina 2005
Pod koniec 2004 przyszły z Polski wieści, że niejaki Bronisław Wildstein zrobił listę nazwaną jego nazwiskiem. Wykradł on z archiwów nazwiska współpracowników bezpieki/UB. Na liście było początkowo prawie ćwierć miliona osób. W lutym 2005 ja i mój dobry znajomy drinkowaliśmy u mnie w domu na Østerbro. Wśród wielu tematów rozmowaliśmy o Liście Wildsteina. Jak ta lista wygląda? Zaczęliśmy szukać dla zabawy jakieś tam nazwiska, i w końcu swoje. Są sytuacje, które są bardzo kreatywne dla przysparzenia ataku serca. Zzieleniałem na twarzy, kiedy zobaczyliśmy, że stoi tam jak byk moje nazwisko i imię, a przy tym jakieś symbole i kody. Znajomy też zaniemówil. Po chwili pocieszył mnie: to może być jakaś pomyłka. „Jaka pomyłka? Przecież chyba nie ma innych osobników w Polsce nazywających się Leopold Galicki?” Byłem pewny o wyjątkowości kombinacji mojego nazwiska i imienia.
Internet jako zródło kłamstwa
Jest luty 2005. Za pól roku mam jechać na wakacje do Misia. Czy nie będą tam strzelać do pianisty, który według internetowej strony Instytutu Pamięci Narodowej, dostępnej dla każdego, był agentem bezpieki, donosicielem, sprzedajaną duszą. A we wrześniu zaczynam wykłady. Jeśli jakiś student posluży się internetem, aby więcej wiedzieć o swoim profesorze, klapa.
Sposób rozprawiania się Wildsteina ze sługami totalitaryzmu, dał mi kilka miesięcy wielu bezsennych nocy. Co oni tam w Polsce wyprawiają? – pytałem siebie samego.
Ja miałbym być agentem czy też współpracownikiem polskiej bezpieki? Na pożegnanie się z ojcem, który w maju 1969 siedział we więzieniu dostałem pól godziny. Ojciec po ponad 2 latach więzienia został uniewinniony (link do stron wyroku uniewinniającego, poniżej). W Zebrzydowicach tajniacy kazali mi wysiąść z pociągu i razem z matką, która odprowdzała mnie aż do czeskiej granicy, musieliśmy czekać 24 godziny na następny pociąg do Wiednia, podczas gdy tajniacy pracowali w pocie czoła, i przeczesywali wszystkie tobołki z pościelą, dwoma kołdrami, poduszkami, itp., bo matka myślała, że przyda się jej jedynakowi gdzieś tam w świecie. A ile ci dwaj tajniacy nasłuchali się taśm mojego magnetofornu Grundiga wyprodukowanego na licencji w Łodzi?
A tu teraz 20 lat po Orwellsa Roku 1984, doświadczam, że internet może być narzędziem pomocnym sianiu kłamstwa o mnie i w 2005 jest ryzyko, że kłamstwo o mnie dotrze do ludzi z którymi będę blisko obcować 10 dni, ludzi z którymi dzielę los uchodzcy, ludzi którzy tak jak ja, w 1968-69 zostali postawieni pod pręgierz publiczny, poniżani, tylko za to, że mieli żydowskie etniczne pochodzenie. Moja praca, jako wykładowcy, którą zaczynam we wrześniu 2005, może też być dotkniętna tym kłamstwem. Krótko mówiąc: polskie rozrachunki z totalitarnymi formami sprzed 1989 przyniosły mi kilkumiesięczne życie w bojazni i traumatycznymi obrazami z 1969 roku. Ten rozrachunek Wildsteina z totalitaryzmem, stał się dla mnie, na kilka miesięcy, o ironia losu, totalitarnym prześladowaniem.
Z Kopenhagi na ulicę Soltysowicką 21A we Wrocławiu, IPN.
Zacząłem szukać w internecie i dzwonić „kto jak co” może mi wyjaśnić, że znalazłem się na osławionej liście Wildsteina. Dowiedziałem sie, że listę administruje Instytut Pamięci Narodowej. Ponieważ mój ostatni adres zamieszkania w Polsce był we Wrocławiu, powinienem się osobiście zgłosić z paszportem i aktem urodzenia w oddziale IPN we Wrocławiu, Sołtysowicka 21A. Przedtem muszę zlożyć pisemną umotywowaną prośbę o wszczęcie sprawy zbadania mojej osoby na liście Wildsteina.
Jest marzec. Jadę więc do Wrocławia. Pracownik IPN we Wrocławiu przyjmuje mnie grzecznie. Przed naszym spotkaniem przeczytał moje wyjaśnienie. Robi kopię paszportu i świadectwa urodzenia. Na odpowiedz trzeba czekać kilka miesięcy.
Oby jak najmniej objaw totalitaryzmu
maja przyszła odpowiedz z Warszawy, a 3. czerwca z Wrocławia. (Link do kopii tych dwóch pism poniżęj)
Mam potwierdzenie IPN, że Leopold Galicki na liście Wildsteina to nie ja.
Rok 1984 przyniósł mi przeżycie, które przeniosło mnie 15 lat wstecz, kiedy bezpieka przeczesywała wszystko w moich walizkach uchodzcy. Ciekawe czy tym agentom polskiego państwa spodobały się moje majtki.
W tych dniach kończy się 2024. Jest dziś 40 lat po 1984, a 75 lat po 1969. Nowy Rok za kilka dni. Oby ten 2025 przyniósł jak najmniej fragmentów z orwelowskiej wizji świata, który daje się zniewolić niekontrolowanym siłom. Wszystkim i sobie tego życzę. Pomyślnego, dobrego 2025!
Link do videa zawierającego zaświadczenia z IPN, z maja i czerwca 2005, jak i wyrok uniewinniający mojego ojca z 1971.
Kategorie: Uncategorized


Racja Tomcio. 55 lata a nie 75.
Przy okazji link do wymienionych w artykule komentarzy :
https://youtu.be/p2m61fjPMjQn
Racja Tomcio. 55 lata a nie 75.
Przy okazji link do wymienionych w artykule komentarzy :
https://youtu.be/p2m61fjPMjQn
”W tych dniach kończy się 2024. Jest dziś 40 lat po 1984, a 75 lat po 1969.”
75 lat?? Serio?
Ja jakoś uzyskuję ciutkę inny rezultat.