
W miarę jak ten front się rozpada, w tle Iran i Rosja są coraz bardziej zaniepokojone. Adam Boehler, wysłannik prezydenta elekta Donalda Trumpa ds. zakładników, przebywa w regionie, a prezydent USA Joe Biden oświadczył, że wie, iż sprawy posuwają się naprzód. W Kairze lub w innym miejscu strony spotkały się i zaangażowały w intensywne dyskusje. Jest to najlepszy sposób dla premiera Izraela Benjamina Netanjahu, aby raz na zawsze zademonstrować, jak dąży do prawdziwego zwycięstwa – takiego, które przyniesie korzyści wszystkim, zwłaszcza narodowi izraelskiemu – i jak wyobraża sobie Bliski Wschód uwolniony od pokonanych terrorystów.
Mówi się, że decyzja Netanjahu o walce z Hamasem, a później z Hezbollahem, bez poddania się amerykańskiemu dyktatowi bitwy, nie miała strategicznych podstaw. I że działał z powodu ostrej reakcji na ataki terrorystyczne z 7 października lub, bardziej cynicznie, że działał w celu ochrony swojej koalicji poprzez wojnę. Zniósł on najostrzejszą krytykę bez ugięcia się, pozostając niezłomnym w tym, co ukształtowało się w strategiczne ramy.
Jednak jeden kluczowy punkt pozostaje do zakończenia: druga faza sprowadzenia zakładników do domu. Zakładnicy reprezentują kawałek serca narodu żydowskiego.
Niektórzy z najsilniejszych przeciwników Netanjahu domagali się bezwarunkowej wymiany, sprzymierzając się ze zdesperowanymi rodzinami, a czasami niszcząc negocjacje. Ale dzięki sukcesom Izraela na polu bitwy Netanjahu może negocjować z pozycji siły, ustępując w sprawie liczby więźniów terrorystów bez rezygnacji z kontroli nad korytarzem Filadelfijskim i szlakami Katzrin, zapewniając w ten sposób, że Hamas nie będzie mógł się przegrupować, co z pewnością zamierza zrobić.
Rodziny zakładników nadal domagają się jednoczesnego powrotu wszystkich zakładników, podczas gdy prawica sprzeciwia się uwolnieniu terrorystów, aby to osiągnąć. Netanjahu pójdzie własną drogą. Hamas złagodził swoje stanowisko po tym, jak Trump zagroził, że go zniszczy, jeśli nie uwolni zakładników przed swoją inauguracją 20 stycznia 2025 roku. Izrael jest teraz znacznie silniejszy, a Netanjahu może być postrzegany jako zwycięzca w historii, mimo że niekończące się konflikty między prawicą a lewicą w Izraelu będą kontynuowane nawet po powrocie zakładników do domu.
Potrzeba wielkiego cynizmu, aby krytykować premiera – tak jak robi to prasa, która poluje na niego codziennie – za to, że poprosił o urlop od sześciu godzin w sądzie, gdzie jest przesłuchiwany trzy dni w tygodniu na temat cygar i potencjalnych przysług dziennikarskich. Mimo to Netanjahu nadal jest tym, który ustala ostateczne szczegóły możliwego porozumienia bez kapitulacji – wspaniałomyślny, ale ostrożny.
Zakładnicy są kochani indywidualnie. Każdy z nich ma imię bardziej znane niż gwiazda i twarz, którą rozpoznają wszyscy Izraelczycy. Oded, Liri, Romi, Segev, Ariel – każdy z nich zdobył kawałek serca każdego z nas. Podobnie, oczywiście, jak mały Kfir, który spędził więcej czasu w rękach swoich oprawców i porywaczy, niż żyjąc na wolności ze swoimi rodzicami i starszym bratem, praktycznie niemowlęciem, gdy został zabrany w wieku 4 lat do ich domu w Izraelu.
Rodziny mają rację, gdy twierdzą, że nie będzie zwycięstwa, dopóki wszyscy zakładnicy nie wrócą do domu, ponieważ zasadą Izraela – i tylko Izraela – jest nigdy nikogo nie zostawiać.
Obecne negocjacje w sprawie uwolnienia zakładników, niezależnie od tego, czy zostały sfinalizowane, czy nadal trwają, są dość znaczące, podobnie jak nagły upadek reżimu Baszara Assada oraz upadek Hamasu i Hezbollahu, ponieważ są kolejnym murem upadającym w ramach zaciekłego i zdeterminowanego frontu mającego na celu zniszczenie państwa Izrael.
W miarę jak ten front się rozpada, w tle Iran i Rosja są coraz bardziej zaniepokojone. Adam Boehler, wysłannik prezydenta elekta Donalda Trumpa ds. zakładników, przebywa w regionie, a prezydent USA Joe Biden oświadczył, że wie, iż sprawy posuwają się naprzód. W Kairze lub w innym miejscu strony spotkały się i zaangażowały w intensywne dyskusje. Jest to najlepszy sposób dla premiera Izraela Benjamina Netanjahu, aby raz na zawsze zademonstrować, jak dąży do prawdziwego zwycięstwa – takiego, które przyniesie korzyści wszystkim, zwłaszcza narodowi izraelskiemu – i jak wyobraża sobie Bliski Wschód uwolniony od pokonanych terrorystów.
Mówi się, że decyzja Netanjahu o walce z Hamasem, a później z Hezbollahem, bez poddania się amerykańskiemu dyktatowi bitwy, nie miała strategicznych podstaw. I że działał z powodu ostrej reakcji na ataki terrorystyczne z 7 października lub, bardziej cynicznie, że działał w celu ochrony swojej koalicji poprzez wojnę. Zniósł on najostrzejszą krytykę bez ugięcia się, pozostając niezłomnym w tym, co ukształtowało się w strategicznych ramach.
Jednak jeden kluczowy punkt pozostaje do zakończenia: druga faza sprowadzenia zakładników do domu. Zakładnicy reprezentują kawałek serca narodu żydowskiego.
Niektórzy z najsilniejszych przeciwników Netanjahu domagali się bezwarunkowej wymiany, sprzymierzając się ze zdesperowanymi rodzinami, a czasami niszcząc negocjacje. Ale dzięki sukcesom Izraela na polu bitwy Netanjahu może negocjować z pozycji siły, ustępując w sprawie liczby więźniów terrorystów bez rezygnacji z kontroli nad korytarzem Filadelfijskim i szlakami Katzrin, zapewniając w ten sposób, że Hamas nie będzie mógł się przegrupować, co z pewnością zamierza zrobić.
Rodziny zakładników nadal domagają się jednoczesnego powrotu wszystkich zakładników, podczas gdy prawica sprzeciwia się uwolnieniu terrorystów, aby to osiągnąć. Netanjahu pójdzie własną drogą. Hamas złagodził swoje stanowisko po tym, jak Trump zagroził, że go zniszczy, jeśli nie uwolni zakładników przed swoją inauguracją 20 stycznia 2025 roku. Izrael jest teraz znacznie silniejszy, a Netanjahu może być postrzegany jako zwycięzca w historii, mimo że niekończące się konflikty między prawicą a lewicą w Izraelu będą kontynuowane nawet po powrocie zakładników do domu.
Potrzeba wielkiego cynizmu, aby krytykować premiera – tak jak robi to prasa, która poluje na niego codziennie – za to, że poprosił o urlop od sześciu godzin w sądzie, gdzie jest przesłuchiwany trzy dni w tygodniu na temat cygar i potencjalnych przysług dziennikarskich. Mimo to Netanjahu nadal jest tym, który ustala ostateczne szczegóły możliwego porozumienia bez kapitulacji – wspaniałomyślny, ale ostrożny.
Zakładnicy są kochani indywidualnie. Każdy z nich ma imię bardziej znane niż gwiazda i twarz, którą rozpoznają wszyscy Izraelczycy. Oded, Liri, Romi, Segev, Ariel – każdy z nich zdobył kawałek serca każdego z nas. Podobnie, oczywiście, jak mały Kfir, który spędził więcej czasu w rękach swoich oprawców i porywaczy, niż żyjąc na wolności ze swoimi rodzicami i starszym bratem, praktycznie niemowlęciem, gdy został zabrany w wieku 4 lat do ich domu w Izraelu.
Rodziny mają rację, gdy twierdzą, że nie będzie zwycięstwa, dopóki wszyscy zakładnicy nie wrócą do domu, ponieważ zasadą Izraela – i tylko Izraela – jest nigdy nikogo nie zostawiać.
Mury otaczające wrogów Izraela wciąż padają
Kategorie: Uncategorized


@MEF
”Jakiej tam wolnej Palestyny. W żadnym scenariuszu uwolnienia Jerozolimy od „zaboru żydowskiego”, Palestyna nie stanie się wolna”
Ja po prostu usiłowałem naśladować terminologię i poetykę Sił Pokoju i Postępu, które tak zajadle drą ryja na temat ”wolnej Palestyny” i Uciemiężonego Narodu Palestyńskiego. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że ”Palestyńczyków” wzmiankowane SPiP (można w skrócie?) mają głębiej niż głęboko i że to tylko marny pretekst do marzeń o jakiejś Treblince 2.0.
I nadal twierdzę, że cała zabawa ograniczy się do darcia ryja. Co innego bowiem drzeć tego ryja – a całkiem co innego w tego ryja zarobić. Gdyby jakaś kolejna próba ”uwolnienia Jerozolimy od „zaboru żydowskiego”” miała się powieść (wszystko w końcu w ręku Przedwiecznego), to spece od uwalniania zainkasowaliby co nieco bardzo solidnych głowic, takich zdecydowanie niekonwencjonalnych. Takich na ”A”, na ”H”, na ”N” i na całą resztę alfabetu. I w tym się właśnie rzecz ma cała. Nawet najbardziej żarliwy marzyciel, taki, który już oczyma wyobraźni widzi kolejową rampę i dym z kominów, raczej nie chce zmienić stanu skupienia, razem ze swoim bliższym i dalszym otoczeniem.
MEF
Nie będzie żadnych dostaw broni z EU: bo jej nie mają, ale chcieliby sie pozbyć migrantów z Syrii. Są gotowi zaoferować pomoc w odbudowie. Broń może im dostarczyć Turcja . Na Turcję jest bicz – Kudrowie.
TP:
Jakiej tam wolnej Palestyny. W żadnym scenariuszu uwolnienia Jerozolimy od „zaboru żydowskiego”, Palestyna nie stanie się wolna. Albo wpadnie pod władzę turecką, albo irańską albo stanie się protektoratem Europy. Palestyńczyków nikt nie pyta o zdanie, bo są tylko narzędziem imperialistów różnej maści. Mieli szansę dogadać się z Żydami i mieć dobre życie, ale nie chcieli. Ewentualni większość ich wyląduje w Europe, Kanadzie i Australii.
”Darcie ryja było do teraz. Czuję oznaki szerokiej koalicji anty izraelskiej. Czynnej i uzbrojonej. … Zobaczymy kiedy Europa podpisze pierwsze umowy dostawy broni do Syrii”
Kto zapłaci za te dostawy? Francuscy czy skandynawscy podatnicy? Francuzi rzeczywiście budowali kiedyś Saddamowi fest reaktor, cały świat się cieszył. Tyle, że Saddam był wypłacalny, bo miał ropę. A co ma Syria?
A w tej ”koalicji…Czynnej i uzbrojonej” to kto będzie walczył? Jakby nie było, ”„odebranie Jerozolimy z rąk żydowskich” i uruchomienie jakiejś Treblinki 2.0 oznacza, że ehmm… _koalicjanci_ zainkasują co nieco solidnych głowic. I w tym się właśnie rzecz ma cała. Nawet najbardziej żarliwy zwolennik Wolnej Palestyny, znaczy ”from the River to the Sea” raczej nie chce zmienić stanu skupienia, razem ze swoim bliższym i dalszym otoczeniem.
TP:
Darcie ryja było do teraz. Czuję oznaki szerokiej koalicji anty izraelskiej. Czynnej i uzbrojonej. Pielgrzymka polityków europejskich do Syrii wróży poważne kłopoty dla Izraela.
Zobaczymy kiedy Europa podpisze pierwsze umowy dostawy broni do Syrii.
ml
Teraz wszyscy czekają na Trumpa, miejmy nadzieję, że nie jest to czekanie na Godota…
@MEF
„Francja już pęta się tam między nogami i dalsze państwa Europy stoją w kolejce ucałować stopę”
Hmm… Miłość francuska?
Nota bene – „odebranie Jerozolimy z rąk żydowskich” to chyba jednak nie taka prosta sprawa. Nie żeby chętnych brakowało, ale jakoś ci chętni ograniczają się wyłącznie do darcia ryja. Nawet kraje arabskie jakoś nie śpieszą z pomocą swoim braciom w Allachu.
Euforia jest zdecydowanie przedwczesna bo ”oś-zła” wykazuje coraz silniejsze oznaki życia. Równolegle powstaje poważniejsza groźba – oś sunnicka arabsko – turecka. Francja już pęta się tam między nogami i dalsze państwa Europy stoją w kolejce ucałować stopę nowego Saladina. To krucjata chrześcijańsko -muzułmańska której celem jest odebranie Jerozolimy z rąk żydowskich. Trudno jednak zrozumieć co robi tam Ukraina.
Ostrożnie załóżmy że USA tam nie będzie. Może się jeszcze okazać się że Izrael poprosi szyitów o pomoc.
*
”Hierosolyma est perdita”- hasło przypisywane Krzyżowcom którego znaczeniem jest ”Jerozolima stracona” i było stosowane w pogromach w Europie i na BW.
Jedni sie rozpadaja inni sie wzmacniaja, jak Houthis w Jemenie.
Amerykanie i Brytyjczycy ”probowali” sie tym zajac od ponad roku, dochody Egiptu z Kanalu Suezkiego spadly o polowe, olbrzymie tankowce plyna dookola Afryki-i nic.
Ci co wrzeszczei o ” environment”, ”oil” siedza cichutko. Nie narazac sie Bidenowi i jego zgrai, ktora z kolei kierowana jest usluznoscia wobec Arabii Saudyjskiej. Houthi wygrali wlasciwie z A.S., niszczac ich rurociagi i rafinerie i grozac ze jak cos to znowu to zrobia.
Wiec spadlo znowu na Izrael, 2 tysiace kilometrow odleglym, zeby zakonczyc ciagle ostrzeliwanie rakietami z Jemenu i upadek portu w Eilacie, pustym teraz wlasciwie.
Niektorzy mowia ze tylko zdruzgotanie Iranu to sprawi, inni ze zabicie glownych hersztow Huthi-jedno jest pewne-USA okazalo sie Paper Tiger, GB wiadomo ze bylo od dziesiatkow lat.