
Kto tam dziś wie, jak tam słówka i półsłówka losy swoje przędą.
Winternetach grasuje jeden taki łobuz. Elitarny. Tak przynajmniej się zwie. Ów zadziorny, choć pełen uroku młodawy pan naucza drobnomieszczańską aspiracyjną gawiedź, czym się różnią pospolite snoby od ludzi z kategorii old money, co bodajże jest wyspiarskim odpowiednikiem naszej kontynentalnej arystokracji. Można się od naszego słodkiego łobuziaka dowiedzieć, co i jak się nosi na grzbiecie i na odnóżach, co i czym się jada i pija, a nawet co mają w domu ludzie tak bardzo i od tak wielu pokoleń bogaci, że robią sobie z chałupy niezłą graciarnię.
Nasz łobuziak jest zabawny, filuterny i w ogóle mucha na nim nie siada. Jego filmiki są urocze, ciekawe i pouczające. W każdym razie dla kogoś, kto ma potrzebę unikania zawstydzających wpadek i gaf. Mądra jest też naczelna prawda łącząca wszystkie popisy naszego celebryty, a mianowicie, że wcale nie trzeba być bogaczem i mieć wielkich manier, jeśli tylko jest się miłym i uprzejmym człowiekiem, który nie udaje kogoś innego. Pozdrawiam więc pana łobuza, zapewniając, że jestem jego wdzięcznym widzem. Jeśli za coś bym mu jednak przyganił, to za tego „łobuza” właśnie. Będąc rodowitym konstancinianinem, czyli z grubsza warszawiakiem, powinien zdawać sobie sprawę, że w uchu warszawskim „łobuz” to nic zabawnego. To nie szaławiła, psotnik ni wesołek, lecz regularny rabuś i bandyta
No ale niech mu będzie. Kto tam dziś wie, jak tam słówka i półsłówka losy swoje przędą. Ciekawi mnie za to, jak bardzo ja i moi liczni przyjaciele jesteśmy nieelitarni w świetle łobuzowego elitarności pojmowania. A swoją drogą, wiedza, którą nas raczy, jest tak głęboka, że wydaje się raczej sumą zawodowych wtajemniczeń kamerdynerów, winiarzy, kucharzy, meblarzy i wszelkich sług niż panów we własnych osobach. Bo pan to nie ma czasu ani cierpliwości się na takich szczegółach wyznawać. Może więc łobuz to nie arystokrata, tylko jakiś mistrz kamerdynerski albo nauczyciel domowy parweniuszowskich synków?
Kimkolwiek jest, dobrze swoją sztukę uprawia. Niechaj więc robi swoje. Ale co z nami? My, nieelitarni polscy inteligenci, w bloku chowani, bułgarskim winem pojeni, umiemy tylko mocną herbatę zaparzyć i Wolną Europę na skali radia Jowita odnaleźć. Co poza tym? Może wierszyk napisać (nie za dobry), „Mistrza i Małgorzatę” wymęczyć, a od wielkiego dzwonu nawet do teatru się wybrać. No i jeszcze POLITYKĘ czytamy tydzień w tydzień przez całe życie. Więcej grzechów nie pamiętamy.
I co? Jesteśmy elita czy nie jesteśmy? Ależ skąd! Aniśmy o tym nie marzyli, ani się na elitę nie prosili. Nic nam o langustach, truflach i kupażach bliżej nie wiadomo ani o widelczykach, ani nawet o wykałaczkach. Groszem nie śmierdzimy, językami mówimy źle, bo nie mamy z kim, trzy wiersze znamy za to na pamięć, ku sromocie oczami przewracających potomków, a nasze ubrania nie do rymu i nie do taktu. Zamiast starych pieniędzy mamy stare i rozpadające się książki, stare telewizory i stare komputery. Mamy też nieumyte okna i groszowe okulary porozrzucane po naszych ciasnych i zabałaganionych mieszkaniach.
Niektórzy z nas uciekają od tej nieporadności i szarzyzny, dochrapując się pięknych mieszkań, godnych wyższej klasy średniej, i upodobniając się do niej tak bardzo, że już tylko gęsty czaj pity z prostej szklanki przypomina tym wybrańcom, skąd się wzięli. No i może jeszcze te nieszczęsne regały, od podłogi po sufit, pełne osieroconych i pozbawionych już nadziei na przeczytanie książek.
No dobrze, dwa zdania umiemy, owszem, sklecić, wiemy, gdzie Rzym, gdzie Krym, ale nie za dokładnie. Pożytku z nas nie ma, nikt się nami nie przejmuje ani nas nie naśladuje. Nikt się na nas nie ogląda ani nie zgrywa. A jedynie, gdy się zdarzy, że jeden z drugim jest profesorem albo dyrektorem jakiegoś zacnego muzeum, to ma szacuneczek. Jednakże taki z bloku, bez doktoratu i na marnej posadce, to jest jak szara myszka – po kątach i dziurach się chowa, kotom z drogi swym mysim truchcikiem ustępując.
Nie ma nas właściwie. Nasz byt, niegdyś samozwańczy i nielegalny, dziś stał się widmowy i urojony. Jeno ta herbata się ostała, jak stary, wytarty glejt szlachetki siódmej wody. „Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej zostanie nam po latach herbaty szklanka wierna. I nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej: a, trudno, lecz herbaty szklanka mocnej. Póki nam ciebie, ciebie nam pić, póty jak w niebie jak w niebie nam żyć, herbatko”. A więc łobuzie nasz elitarny! Pachnący, elegancki łobuzie, pedikury pełen! Powiedzże nam, bladaczkom, szaraczkom, jak dziś nam tę herbatę pić? Którą byś nam doradził? W czym parzoną i podaną? Czy z ciasteczkiem? A może z konfiturką na talerzyku malutkim jak łupinka orzecha i z łyżeczką ciupuchną jak dla lalki? A może z musztardówką żytniej gorzałki byłoby stylowo? A lepiej na koślawym krześle czy może na dołowatej kanapce pokrytej narzutą o historii długiej jak Polska Ludowa, plamami znaczonej. Ta plama to ’56, tamta – ’68. A ta świeża to ze stanu wojennego. Przyjdź raz, stary pieniądzu, do naszej starej biedy, to się pobratamy! Odnajdziemy się jak dwie zgubione rękawiczki, jak mieczyk i pochewka. Bo my tak do ciebie tęsknimy i do splendorów twoich, że wstyd się przyznać. A i ty przecież zerkasz ku nam i naszej pragniesz herbatki. Więc przybywaj, byle nie z gołą ręką. A my ci herbatki nie poskąpimy, i to z dolewką. A jak się postarasz, łobuzinku, to nawet ci którąś z naszych córek okularniczek za żonę damy!
Kategorie: Uncategorized


Bardzo trafne spostrzeżenia. Szczególnie ta – być może najsmutniejsza – uwaga: ”No i może jeszcze te nieszczęsne regały, od podłogi po sufit, pełne osieroconych i pozbawionych już nadziei na przeczytanie książek”. To proble, ccałego naszego pokolenia. Sny o potędze najczęściej nawiedzają impotentów, a sny o pieniądzach – takich jak my, niedorobiwszych się inteligentów.
Gombrowicz pisał o tym , że na niuansach bycia arystokrata zna się tylko ich służba. Sami arystokraci wcale nie są arystokratyczni, a ich maniery często wołają o pomstę do nieba . Dlatego tak potrzebni są im różni butlerzy, kamerdynerzy i cała ta znająca się na dobrych manierach służba.
Bardzo uroczy artykuł ..Dziękuję .