Andrzej Brzeziecki

Mieczysław Rakowski w 2005 r. (Fot. Igor Morye / Agencja Wyborcza.pl)
Jeśli postawa „Polityki” w marcu 1968 roku sprawiła, że choć kilku Żydów zostało w Polsce, warto wymieniać jej redaktorów wśród tych, którzy zachowali się, jak trzeba.
Opinie publikowane w serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie zawsze muszą odzwierciedlać stanowiska całej redakcji
Kolejna rocznica Marca’68. Choć w sumie nie wiadomo, czy wraz z upływem lat oddalamy się, czy przybliżamy do ówczesnej atmosfery. Minęło ponad pół wieku, a problemy wciąż te same. Zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w Polsce. Z tą jedynie różnicą, że Żydów zastępują Ukraińcy.
Pod hasłem Marzec’68 właściwie należy rozumieć czas od czerwca 1967 roku do opuszczenia ostatnich marcowych emigrantów w bodajże w roku 1970. Bo przecież szykanowanie Żydów w Polsce zaczęło się po izraelskim zwycięstwie nad państwami arabski
Kwestia żydowska splątała się ze sprawą wolności słowa i buntem studentów. Partia szczuła przeciw syjonistom, studentom, pisarzom i innym inteligentom. Niektórzy chętnie przyłączali się do tego szczucia. Nie był to chwalebny okres polskich dziejów, ale nawet wtedy znajdywali się ludzie, którzy potrafili się zachować przyzwoicie. Niektórzy protestowali, inni nie przyłączali się do nagonki, choć tego od nich oczekiwano.
Z marca zapamiętano głównie protest studentów oraz postawę posłów ruchu Znak, którzy domagali się wyjaśnienia przyczyn pobicia młodzieży po wiecu na Uniwersytecie Warszawskim i którym w późniejszej debacie sejmowej partia zgotowała lincz. Ale posłowie Znaku związani byli z „Tygodnikiem Powszechnym”, a to środowisko po 1945 roku było impregnowane na antysemityzm.
Rakowski nie przyłączył się do nagonki
Zdecydowana większość polskich mediów zaangażowała się w antysemicką nagonkę. Wyjątkiem była „Polityka” kierowana przez Mieczysława F. Rakowskiego. Gdy jakiś czas temu spytałem niedawno zmarłego Mariana Turskiego, co – jego zdaniem – sprawiło, że Rakowski zachował się wówczas przyzwoicie, ten wskazał kilka możliwych przyczyn. Rakowski jako młody chłopak, otrzymał spory kredyt zaufania i sporą dawkę edukacji od starych żydowskich działaczy komunistycznych. Możliwe więc, że wdzięczność wobec nich sprawiła, iż nie wplątał się w działania wymierzone w syjonistów.
Inną, niewykluczającą pierwszej, podpowiedzią może być jego małżeństwo ze znaną skrzypaczką, Wandą Wiłkomirską, która „ucywilizowała” Rakowskiego do tego stopnia, iż brzydził się antysemityzmem. W jej rodzinie i środowisku dominowali ludzie szczepieni na antysemityzm.
Prawdą jest, że Rakowski, syn wielkopolskiego zamożnego chłopa, miał wszelkie dane ku temu, by przyłączyć się do obozu Mieczysława Moczara — naczelnego wówczas polskiego antysemity i nacjonalisty. A jednak przetrzymał naciski partii. Z „Polityki” już wcześnie uczynił głos polskiej liberalnej inteligencji. Przyznam, że wychowany w kulcie „Tygodnika Powszechnego” i legendy KOR lekceważyłem dorobek inteligencji bardziej lub mniej związanej z elitami PRL. Zwłaszcza jeśli w tym związku trwali do 1989 roku.
Dlaczego Turski był lojalny wobec Rakowskiego
W 1968 roku Polska straciła wielu wybitnych obywateli – ludzi kultury i nauki, którzy porobili kariery na Zachodzie. Część z nich utrzymywała kontakt z polską opozycją i wspierała ją. Inni zachowali uraz do państwa, które je wyrzuciło.

Marian Turski na cmentarzu żydowskim w Łodzi obok grobu swojego szkolnego kolegi Dawida SierakowiakaFot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl
Marian Turski także miał propozycję, by dostatnio żyć w USA. Odmówił, kierując się lojalnością wobec zespołu „Polityki”. Uważał, że skoro ci ludzie ryzykowali swoje kariery w geście solidarności m.in. z nim, to on teraz nie może ich opuścić.
W ten sposób Rakowski przysłużył się do pozostania w Polsce co najmniej jednego mądrego człowieka. Turski do końca pozostał lojalny wobec Rakowskiego, za co przyszło mu potem płacić, gdy naczelny „Polityki” na dobre wszedł w politykę, gdy stracił nimb liberała, gdy kojarzył się głównie z rzeczywistością stanu wojennego i kryzysem gospodarczym.
Porażka Mieczysława Rakowskiego to przestroga dla centrystów, którzy wpadli w pośrodkizmZapisz na później
Turski nie zaangażował się w opozycję – widziano w tym koniunkturalizm. Wybór komunizmu po piekle Auschwitz był dla wielu zrozumiały (Turski zresztą identyfikował się z tą ideą już wcześniej), ale formalne trwanie przy PZPR, gdy znikły już wszelkie złudzenia, nie.
Można nie popierać politycznych wyborów Turskiego, zarazem można być mu wdzięcznym za tę naukę przyjaźni i lojalności. To w trudnych czasach też wartość.

Andrzej Brzeziecki
Historyk, dziennikarz i publicysta. Autor książek, m.in. „Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera”, „Wielka gra majora Żychonia. As wywiadu kontra Rzesza”, „Kocio, Kozioł, „Senator. Biografia Krzysztofa Kozłowskiego”.
Marian Turski w 1968 odmówił wyjazdu z Polski. Kierował się lojalnością wobec zespołu „Polityki”
Kategorie: Uncategorized


@Leon Rozenbaum
”Ignorancja … Bez mała 10% ogółu pracowników bezpieki aż do 36% średnich i wyższych stanowisk była pochodzenia żydowskiego”
Zaczynając od końca: To nie jest ignorancja. Spece od nakręcania nienawiści i dolewania cuchnącej oliwy do ognia kłamią z pełnym rozeznaniem swoich czynów. Nienawiść to nie chwast, to roślina uprawna. Sama z siebie nie wyrośnie. Żeby zebrać burzę, trzeba najpierw starannie zasiać wiatr.
Po drugie – ichni Instytut Pamięci Narodowej doliczył się kilkuset Żydów na ogółem dwadziećcia pieć tysięcy funkcjonariuszy UB. Do dziesięciu procent bardzo daleko.
Po trzecie – jak się ma PZPR w herbie a Układ Warszawski w klejnocie, to trzeba to na kogoś zwalić. Tak w ogóke to akurat Moczar był w okresie stalinowskim szefem UB w województwie łódzkim. No ale on był cacy, bo to był aryjczyk.
@Tomcio Paluch:
Ignorancja ściele wiele ofiar i tak wiara w mit o stalinowcach uciekających po Marcu przed karą ma wielu wielbicieli. Istniejące i dostępne dane Biura Paszportów MSW pokazują: „176 (1.35%) byłych pracowników MBP/MSW wyemigrowało po Marcu 1968 [D. Stola – „Kampania Anty-Syjonistyczns”, str. 215,216]. Żądania ekstradycji Heleny Wolińskiej i Stefana Michnika służyły celowi pokazania rzekomego masowego udziału Żydów w aparacie represji, wiedząc że do ekstradycji nie dojdzie. Bez mała 10% ogółu pracowników bezpieki aż do 36% średnich i wyższych stanowisk była pochodzenia żydowskiego. A co z resztą czyli z większością? Służyli stalinowskiemu reżimowi w charakterze tapet?
.Malzenstwo z Wiłkomirską, która mialaby „ucywilizowac” Rakowskiego do tego stopnia, iż brzydził się antysemityzmem.,”bo w jej rodzinie i środowisku dominowali ludzie szczepieni na antysemityzm” nie mowi jasno ,ze Wilkomirska byla Zydowka ,wiec pozwalam sobie powiedziec .
Matka Wandy Wilkomirskiej byla Zydowka z rodziny Temkinow . Ciekawe ,czy byly jakes konotacje rodzinne z Basia Temkin ,dzialaczka ruchu oporu getta warszawskiego ?
„W 1968 roku Polska straciła wielu wybitnych obywateli – ludzi kultury i nauki, którzy porobili kariery na Zachodzie. Część z nich utrzymywała kontakt z polską opozycją i wspierała ją. Inni zachowali uraz do państwa, które je wyrzuciło.”
Dziwna sprawa, bo głównie słyszy się głosy o tym, że emigranci marcowi to „stalinowscy zbrodniarze”, którzy „uciekali przed odpowiedzialnością” „za „zbrodnie”. Niemniej jednak, póki Żydzi byli potrzebni, to ich nawet paryska „Kultura” drukowała. A potem czasy się zmieniły i zaczęły się wnioski o „ekstradycję”.
A poza tym – Gomułka taki najgorszy nie był. Kop w cztery litery i „dokument podróży” to jednak nie oblana benzyną stodoła.