
Wypowiedź Emily Damari, skierowana do brytyjskiego premiera Keira Starmera, odzwierciedla rosnące zaniepokojenie Izraela dążeniami Europy do uznania państwa palestyńskiego.
Uznając państwo palestyńskie w ONZ, Wielka Brytania i inne kraje europejskie ryzykują wzmocnienie terroryzmu, przedłużenie konfliktu i utrudnienie odzyskania izraelskich zakładników. To surowe ostrzeżenie skierowała Emily Damari – obywatelka Izraela i Wielkiej Brytanii, która spędziła 471 dni w niewoli Hamasu – bezpośrednio do brytyjskiego premiera.
„Ten ruch nie przyczynia się do pokoju – on grozi nagrodzeniem terroryzmu. Wysyła niebezpieczny sygnał, że przemoc prowadzi do legitymizacji” – napisała na platformie X.
„Uznając byt państwowy, podczas gdy Hamas nadal kontroluje Strefę Gazy i kontynuuje kampanię terroru, nie promujemy rozwiązania, a jedynie przedłużamy konflikt. Uznanie w tych warunkach ośmiela ekstremistów i podważa wszelkie nadzieje na prawdziwy pokój. Wstydźcie się”.
Damari zadała Starmerowi druzgocące pytanie na Instagramie: „Premier Starmer nie stoi po właściwej stronie historii. Gdyby sprawował władzę podczas II wojny światowej, czy opowiadałby się za uznaniem nazistowskiej kontroli nad okupowanymi krajami, takimi jak Holandia, Francja czy Polska?”. Dodała, że „to nie jest dyplomacja – to moralna porażka”.
Wypowiedź Damari oddaje rosnące w Izraelu zaniepokojenie przyspieszeniem europejskich działań na rzecz uznania państwa palestyńskiego – mimo że Hamas wciąż kontroluje Gazę, odmawia uwolnienia zakładników i nieustannie wzywa do zniszczenia Izraela.
Propozycja Starmera, aby głosować za uznaniem państwowości palestyńskiej w ONZ wraz z wezwaniami do zawieszenia broni, spotkała się z oburzeniem izraelskiego Forum Rodzin Zakładników i Osób Zaginionych. Grupa ostrzegła, że ta presja dyplomatyczna tylko pomaga Hamasowi, osłabiając pozycję negocjacyjną Izraela.
Minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar ujął to wprost: „Jeśli organizacja terrorystyczna cię popiera, to znaczy, że znalazłeś się w złym miejscu”.
Francja przewodzi działaniom na rzecz wrześniowego głosowania w ONZ, a prezydent Emmanuel Macron podobno pracuje za kulisami, aby zbudować większość poparcia dla państwowości palestyńskiej. Krytycy wskazują jednak, że moment, w którym izraelskie wojska nadal prowadzą działania bojowe, a dziesiątki zakładników pozostaje w niewoli, jest bardzo niepokojący.
Narracja humanitarna rozpada się pod wpływem krytycznej analizy. „The New York Times” wycofał niedawno szeroko rozpowszechnione zdjęcie głodującego dziecka z Gazy, które wywołało oburzenie na świecie. Tymczasem Izrael, Egipt i Arabia Saudyjska ułatwiają masowe zrzuty pomocy humanitarnej i dostawy. Setki ciężarówek z żywnością i zaopatrzeniem nadal przekraczają granicę z Gazą. Jednak Hamas przekierowuje większość tej pomocy na cele wojskowe lub wewnętrzną kontrolę, podważając wszelkie wysiłki humanitarne.
Wezwania do utworzenia państwa palestyńskiego nie są niczym nowym. Historia jest jednak jasna: gdy Egipt okupował Gazę, a Jordania rządziła Zachodnim Brzegiem (Judeą i Samarią), nikt nie proponował utworzenia takiego państwa. Od 1948 roku Izrael proponował to rozwiązanie co najmniej dziesięć razy. Za każdym razem przywódcy palestyńscy – od OWP po Hamas – odrzucali pokój na rzecz walki zbrojnej.
Nawet po nieudanych porozumieniach z Oslo i rozlewie krwi podczas drugiej intifady, w 2005 roku Izrael jednostronnie wycofał się ze Strefy Gazy, likwidując 21 osiedli i ewakuując 9000 Izraelczyków. Szklarnie i infrastruktura pozostały nienaruszone, aby stać się podstawą przyszłej palestyńskiej gospodarki. Zamiast tego Strefa Gazy stała się bazą wypadową dla terroryzmu – uzbrojoną, finansowaną i umocnioną przez Iran.
Świat nigdy nie zadał Hamasowi, ani nawet Autonomii Palestyńskiej, podstawowych pytań: Czy przyszłe państwo palestyńskie będzie demokratyczne? Czy zostanie zdemilitaryzowane? Czy przestanie indoktrynować dzieci nienawiścią do Żydów? Czy będzie chronić kobiety i mniejszości? Czy przestanie wypłacać stypendia terrorystom?
Dzisiaj Macron i Starmer kontynuują wysiłki na rzecz uznania, nie żądając w zamian żadnych ustępstw. Nie ma obietnicy zaprzestania podżegania, gwarancji uwolnienia zakładników, zobowiązania do przepisania podręczników ani likwidacji tuneli terrorystycznych.
W 1988 roku kilka państw Europy Wschodniej uznało państwo palestyńskie na papierze. W 2014 roku dołączyła Szwecja. W 2024 roku w jej ślady poszły Hiszpania i Irlandia. Rezultat? Brak pokoju – jest tylko dalsza przemoc. Uznanie bez reform nie jest dyplomacją. Jest ustępstwem.
Izrael poczynił bolesne ustępstwa w dążeniu do pokoju. Nie może jednak zaakceptować – i żadna demokracja nie powinna tego akceptować – legitymizacji państwa terroru, które odrzuca współistnienie i dąży do jego zniszczenia.
Jeśli Zachód naprawdę pragnie pokoju, musi domagać się odpowiedzialności, a nie nagradzać brutalności.”
„Nagradzanie terroryzmu tylko podsyca dalszy rozlew krwi
Kategorie: Uncategorized

