Przyslala Ewa Korulska

Wyobraź sobie lata 40. XX wieku, ale ze smartfonami. Hitler mógłby transmitować cierpienia niemieckich cywilów prosto do każdej kieszeni. Nagrania z bombardowania Drezna, gdzie w ciągu jednej nocy zginęły dziesiątki tysięcy osób, stałyby się viralowe pod hasztagiem #AllEyesOnDresden.
Druga wojna światowa dostarczyłaby państwom Osi nieograniczonej ilości materiału. Straty wśród ludności cywilnej w Niemczech sięgałyby milionów, znacznie przewyższając dziesiątki tysięcy ofiar w Wielkiej Brytanii i zaledwie kilka tysięcy w Stanach Zjednoczonych.
Nazistowscy propagandyści mogliby zmobilizować światową opinię publiczną do powstrzymania bombardowań aliantów, nawet gdy Hitler dążył do swojego prawdziwego celu: dominacji Niemiec za wszelką cenę. W „Mein Kampf” napisał, że propaganda nie potrzebuje prawdy, a jedynie powtarzania, aż zabrzmi prawdziwie.
Goebbels nazwał propagandę bronią o nieograniczonym zasięgu. Dzięki smartfonom mógłby przedstawić Niemcy jako ofiary, zalewając media obrazami gruzów i ciał.
Wiemy, że taka była ich instynktowna reakcja: w Norymberdze naziści twierdzili, że ich przemoc była jedynie samoobroną, odpowiedzią na śmierć cywilów. Trybunał odrzucił to jako propagandę, ale wyobraźmy sobie, że ta wymówka została wzmocniona przez smartfony i przyjęta przez odbiorców, którzy nie rozumieli wojennych oszustw. Powtarzana w nieskończoność, mogła zmienić sprawców w ofiary, a aliantów w rzeźników.
Japonia mogłaby nadawać relacje z bombardowania Tokio, w którym w ciągu jednej nocy zginęło ponad 100 000 osób. Pozbawione kontekstu, aby przedstawić się jako ofiara okrucieństwa Amerykanów.¹ Gdyby Churchill musiał zmierzyć się z edycjami na TikToku dotyczącymi Blitzu, Wielka Brytania mogłaby się poddać.
To może brzmieć naciąganie, ale dzisiejsze linie frontu nie znajdują się tylko w Gazie, na Ukrainie czy w Teheranie. Znajdują się w naszych telefonach.
Po raz pierwszy zwykli ludzie obserwują wojnę w czasie rzeczywistym i są zszokowani tym, czym wojna zawsze była: brutalna, chaotyczna, pełna ofiar cywilnych, błędów i okrucieństw. Algorytmy nie pokazują nam jednak wszystkiego. Bardziej śmiertelne konflikty w Etiopii, Sudanie czy Jemenie nie pojawiają się w naszych feedach. Wyjątkowość Strefy Gazy nie polega na wojnie, ale na tym, jak łatwo możemy ją oglądać.
Hamas nigdy nie oczekuje zwycięstwa na polu bitwy. Prowokuje porażkę, wiedząc, że zniszczenia będą żyły w obrazach długo po zakończeniu walk. Jego celem jest przetrwanie, a media są bronią, która to umożliwia. Jak zauważa John Spencer, kierownik studiów nad wojną miejską w West Point: „Podmioty niepaństwowe i wielkie mocarstwa mogą wykorzystywać wojnę miejską i manipulację mediami, aby nastawić ludność swoich przeciwników przeciwko nim, zmuszając ich rządy do ustępstw”.²
Hamas, podobnie jak nazistowskie Niemcy, zaczynał od ekspansjonistycznych, ludobójczych ambicji. Jego patron, Islamska Republika Iranu (IRGC), od 1979 roku przysięga unicestwić Izrael. Różnica polega na tym, że dziś media społecznościowe mogą odwrócić rzeczywistość, zamieniając zalew cierpień ludności cywilnej w samą historię, pozbawioną kontekstu i przekształconą w dowód, że sprawcy są ofiarami.
Współcześni dżihadyści i autorytarne reżimy wiedzą, że nie mogą pokonać zachodnich sił zbrojnych, ale mogą je pokonać w internecie. Obrazy zniszczonych domów i ciał wyciągniętych z gruzów rozprzestrzeniają się szybciej i wywierają większy wpływ niż jakikolwiek dokument programowy. Cierpienie ludności cywilnej nie jest skutkiem ubocznym; jest strategią.
Pomyślcie o niebezpieczeństwie, jakie się z tym wiąże: wzmacnianie własnego cierpienia ludności cywilnej, aby wygrać wojnę. Poprzez pobłażanie temu, nagradzamy to. Zawodzimy przyszłe pokolenia, pozwalając, aby ta diaboliczna strategia się zakorzeniła. Każda pro-palestyńska manifestacja lub artykuł redakcyjny na temat Izraela, który odmawia nazwania taktyki Hamasu, pomaga ją utrwalić.
Strategia ta działa, ponieważ cała wina spada na Izrael, a Hamas znika z pola widzenia. Odsuń sprawcę i pozostaw tylko skutki, a powtarzanie zrobi resztę. Historia nie staje się „grupa terrorystyczna ukrywa się wśród cywilów”, ale „Izrael morduje dzieci”.
Psychologowie nazywają to efektem iluzorycznej prawdy: powtarzaj obraz lub twierdzenie wystarczająco często, a zacznie się ono wydawać prawdziwe. W mediach społecznościowych ten sam klip przedstawiający gruzy lub zakrwawione dziecko może pojawiać się setki razy dziennie. Oskarżenia o zbrodnie wojenne, ludobójstwo i głód powtarzają się, aż utrwalają się jako „prawda”. Hamas doprowadził tę strategię do perfekcji, a świat, zamiast odrzucić ją jako manipulację, połknął ją w całości.
Nasza otwarta prasa i nieuregulowane platformy pozwalają Instagramowi i TikTokowi karmić propagandą nastolatków oddalonych o tysiące kilometrów. To, co kiedyś wymagało lat cenzury i indoktrynacji, można teraz osiągnąć za pomocą mediów społecznościowych jako broni.
Rosja uczyniła z tego sztukę. Od farm trolli w Sankt Petersburgu po sieci botów zalewające Twittera skoordynowanymi tematami do dyskusji – Kreml rozumie, że zamieszanie jest bronią. RAND nazwał to **„strumieniem fałszu”**³: wieloma kanałami, w dużych ilościach i w szybkim tempie rozpowszechnianymi dezinformacjami, które wyczerpują odbiorców do tego stopnia, że nie są w stanie się im oprzeć. Celem nie jest perswazja, ale paraliż. Zalewając obszar kłamstwami, ludzie przestają wierzyć w cokolwiek.
Dla wszystkich detektywów cyberbezpieczeństwa polujących na ukryte sygnały, prawda jest oczywista. Islamska Republika wykorzystuje media społecznościowe za granicą poprzez sieci marionetek, które propagują narrację reżimu w Europie, Ameryce Łacińskiej i Stanach Zjednoczonych. Jej jednostki cybernetyczne rozsiewają antysemickie treści wśród diaspor, piorąc je poprzez konta zachodnich aktywistów.⁴
Zanim mem trafi na Instagram, jego pochodzenie zostaje zapomniane. Wygląda na oddolny, a nawet humanitarny, ale jest to propaganda wojenna. Ajatollah skanduje „Śmierć Zachodowi”. Huti drukują „Śmierć Ameryce” na swojej fladze. Nie ma w tym nic subtelnego. Nic tajnego. Jednak przez nasze eurocentryczne uprzedzenia odmawiamy im godności, nie wierząc im na słowo.
Niebezpieczeństwo polega nie tylko na tym, że państwa te produkują kłamstwa. Chodzi o to, że obywatele Zachodu chętnie je powtarzają, przekonani, że stoją po stronie sprawiedliwości. Maszyna propagandowa nie musi już zrzucać ulotek za liniami wroga. Opiera się na wpływowych osobach o dobrych intencjach, które wykonują tę pracę za darmo. Politycy czują presję, aby odpowiadać nie na fakty, ale na wirusowe klipy, które doprowadzają ich społeczeństwa do szaleństwa.
W przeszłości decyzje wojenne były podejmowane przez rządy i wojsko, a opinia publiczna dowiadywała się o nich później z gazet lub radia. Miało to swoje wady, ale oznaczało również, że ludzie przyswajali wspólny zestaw faktów i wspólnie stawiali czoła konfliktowi. Dzisiaj najgłośniejsze głosy nie należą do generałów ani dziennikarzy, ale do celebrytów i influencerów posiadających platformy. Większość z nich nie ma pojęcia o zbrodniach wojennych, strategii wojskowej czy dyplomacji międzynarodowej. Reagują na wszystko, co pojawia się w ich feedach, a następnie rozpowszechniają swoje nieprzemyślane opinie wśród milionów ludzi, wpływając na opinię publiczną z siłą, o jaką kiedyś walczyły rządy.
Szczególnie TikTok wzbudził niepokój w Waszyngtonie, nie tylko ze względu na swoje treści, ale także kontrolę nad nimi. Chińska aplikacja, z której korzystają setki milionów użytkowników z Zachodu, daje Pekinowi niezwykły wpływ na umysły amerykańskiej młodzieży. Niezależnie od tego, co ktoś sądzi o zakazach i przesłuchaniach, obawy są realne: propaganda nie tylko przepływa przez te platformy, ale może być w nie wbudowana.
Sowieci próbowali wymazać wiarę za pomocą szkół i tajnej policji. Mao stosował sesje walki i hasła z Czerwonej Księgi. W ubiegłym wieku do przeprogramowania umysłów potrzebne było imperium. Dzisiaj wystarczy smartfon. Kreml może opublikować film, podpalić zapałkę i obserwować, jak rozprzestrzenia się on w milionach kanałów informacyjnych. Jest to tak samo skuteczne jak państwowe pranie mózgu.
Jonathan Haidt wykazał, w jaki sposób platformy społecznościowe współgrają z rosnącą liczbą chorób psychicznych i polaryzacją wśród młodych ludzi. Pokolenie wychowane na niekończących się kanałach informacyjnych jest nasycone obrazami wojny i dezinformacją, nie mając narzędzi do ich przetworzenia. Jak ostrzegł Herbert Simon: **„Bogactwo informacji powoduje ubóstwo uwagi”**⁵.
Dzieci zawsze były pierwszym celem propagandy, ponieważ są one przyszłymi wyborcami, żołnierzami i przywódcami. Kształtując ich rzeczywistość teraz, kształtujesz wybory następnego pokolenia.
Powód jest prosty: platformy są zaprojektowane tak, aby angażować użytkowników. Nagradzają oburzenie i promują myślenie grupowe. Fałszywe wiadomości rozprzestrzeniają się o około 70 procent szybciej niż prawdziwe⁶, a algorytm TikToka może skierować nowych użytkowników do treści ekstremistycznych w mniej niż 40 minut⁷.
Są one zaprojektowane tak, aby uzależniać, a ludzie, którzy je tworzą, doskonale o tym wiedzą. Dlatego wielu dyrektorów z Doliny Krzemowej opóźnia lub ściśle ogranicza dostęp swoich dzieci do platform, które stworzyli.
Reszta z nas nie jest tak ostrożna. Nastolatki spędzają prawie połowę swojego życia na tych platformach⁸, co oznacza, że połowa ich rzeczywistości jest kształtowana nie przez rodzinę, szkołę czy społeczność, ale przez to, co serwuje im algorytm. Mamy więcej informacji na wyciągnięcie ręki niż jakiekolwiek pokolenie w historii, ale jesteśmy głęboko nieprzygotowani do oddzielenia prawdy od manipulacji.
W czasie wojny ta dysfunkcja jest bezcenna. Każdy wyrwany z kontekstu fragment podsyca tłum. Gdy coś staje się viralem, utrwala się w narracji. Spróbuj to skorygować, a zostaniesz wygwizdany jako współwinny.
Propaganda sama w sobie nie jest niczym nowym. Każda wojna miała swoją propagandę. Różnica polega teraz na skali i szybkości. Podczas II wojny światowej nazistowska dezinformacja rozprzestrzeniała się za pośrednictwem fal radiowych i taśm filmowych. Media społecznościowe uczą nas tworzyć plemiona wokół tego, czego nienawidzimy, i traktować kanały informacyjne jako moralne pola bitwy. „Spójrz na to martwe dziecko” nie jest argumentem, ale bronią emocjonalną. Udostępnij to, a będziesz sprawiedliwy. Zakwestionuj to, a będziesz potworem.
Reżimy autorytarne rozumieją to lepiej niż my. Ich zwycięstwa nie są wygrywane na polach bitew, ale kształtowane przez algorytmy.
Gdyby media społecznościowe istniały w latach 40. XX wieku, Niemcy mogłyby wygrać. Nie dzięki czołgom, ale dzięki propagandzie, która zagłuszyła przemówienia Churchilla.
Ten koszmar nigdy się nie spełnił, ponieważ nie istniała odpowiednia technologia. Ale teraz istnieje. Żyjemy w hipercyfrowej erze natychmiastowego Wi-Fi i sztucznej inteligencji.
Jutrzejsze dowody mogą oczyścić wiele zarzutów, ale szkoda została już wyrządzona. Internet dostarczy gotowych materiałów, w których wszystko, co pozytywne o Izraelu, jest propagandą. Gdy antysemityzm zostanie uruchomiony, rzadko zatrzymuje się sam. Historia sugeruje, że perspektywy są ponure.
Warto zatrzymać się nad pewną ironią. Wolność, którą cieszymy się dzisiaj, w tym możliwość publikowania i konsumowania wszystkiego, co chcemy w Internecie, została zapewniona w wojnie, którą alianci wygrali tylko dlatego, że ich wrogowie nie dysponowali siłą mediów, którą obecnie uważamy za coś oczywistego. Ta sama wolność, nasza otwarta przestrzeń informacyjna, jest wykorzystywana jako broń do ataku na te same swobody, które kiedyś chroniła.
W gospodarce opartej na uwadze zwycięża najbardziej przerażający obraz. Najpotężniejszą bronią XXI wieku nie jest bomba ani czołg, ale algorytm. Jednak algorytmy są tworzone przez ludzi, a ludzie mogą się im przeciwstawić.
Gdyby media społecznościowe istniały w latach 40. XX wieku, nazistowskie Niemcy wygrałyby wojnę.
Kategorie: Uncategorized


W rzeczywistosci Goebbels wykorzystal media, rozglaszajac poprzez ” neutralna” prase, ze Szwecji( nie zaskakuje to), ze bombardowanie Drezna pociagnelo ”200 tysiecy zabitych. ”
Teraz prasa szwedzka ma napewno Hamas zamiast Goebbelsa za ostoje prawdomowstwa i sprwiedliwosci.