
Rozumie on bardzo dobrze, że najlepszym sposobem na stępienie zarzutów o antysemityzm jest zgromadzenie wokół siebie grupy żydowskich pochlebców.
Kandydat na burmistrza Nowego Jorku z ramienia Partii Demokratycznej, Zohran Mamdani, organizuje wydarzenie kampanijne z udziałem związku pracowników służby zdrowia przed szpitalem St. Barnabas w dzielnicy Bronx w Nowym Jorku, 24 września 2025 r. Zdjęcie: Stephanie Keith/Getty Images.
Jeżeli nie wydarzy się żaden „czarny łabędź”, kandydat Partii Demokratycznej, Zohran Mamdani, wygra wybory na burmistrza Nowego Jorku 4 listopada. Obecne sondaże wskazują, że ma on niepokonaną przewagę nad swoimi trzema rywalami, a zbliżający się Dzień Wyborów prawdopodobnie jeszcze bardziej umocni jego pozycję.
Jest to zatem moment rozrachunku dla nowojorskiej społeczności żydowskiej, ponieważ zdeklarowany wróg Państwa Izrael przejmie stery miasta tak ściśle związanego z populacją żydowską, że niegdyś z pogardą nazywano je przez wielebnego Jesse’ego Jacksona „Hymietown” (dosł. Żydowo). Dziś „Mamdanistan” może być trafniejszym określeniem tego, co czeka to miasto.
Mamdani to typ kandydata, który mógł się pojawić tylko w czasach, gdy teorie spiskowe ogarnęły dużą część zarówno lewicy, jak i prawicy, a oba krańce spektrum pogrążone są w polityce tożsamości. Izrael jest jedną z kwestii, w której obie skrajności się przecinają, a ich stanowiska mają korzenie w głęboko antysemickich poglądach.
Podobnie jak obecnie, antysionizm był szeroko rozpowszechniony w skrajnie lewicowych kręgach w szczytowym okresie zimnej wojny. Różnica polega na tym, że gdyby wówczas prawicowy komentator polityczny, taki jak Tucker Carlson, który został wyrzucony z posady gospodarza telewizji kablowej Fox News jesienią 2023 r., przywołał ukrzyżowanie Jezusa jako sposób na wyjaśnienie rzekomej chęci Izraela do eliminowania swoich antagonistów, zostałby głośno potępiony w prasie lewicowej za wskrzeszanie starożytnych antysemickich oszczerstw. Obecnie lewica albo ignoruje takie rzeczy, albo — o czym świadczy reakcja na obłąkańczą tyradę Carlsona na temat morderstwa Charliego Kirka — się z nimi zgadza.
Zwycięstwo Mamdaniego będzie dodatkowym potwierdzeniem zwrotu Partii Demokratycznej w stronę antysemickiej skrajnej lewicy, z centrystami zmarginalizowanymi w miarę jej dalszego zacieśniania więzi ze sprawą socjalizmu. Podobnie jak nowojorska kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, Mamdani jest sztandarowym przykładem tego zwrotu: młody, sympatyczny, fotogeniczny, zawsze uśmiechnięty, obeznany z mediami społecznościowymi i lubujący się w słowach takich jak „uzdrowienie”.
Jak to zawsze bywa na lewicy, w miarę jak Mamdani chwyci za stery władzy, pojawi się grupa aktywistów — ani trochę niefotogenicznych, ani trochę niesympatycznych, a swoje przemówienia okraszających słowami takimi jak „rewolucja” i „imperializm” — która prędzej czy później ogłosi go „sprzedawczykiem”.
Większość z nas, na szczęście, nie żyje sektariańskimi bitwami lewicy. Dlatego wszelkie utyskiwania na Mamdaniego ze strony jego byłych towarzyszy będą miały niewielki wpływ na to, jak postrzega go większość nowojorskich Żydów, chociaż, jak wyjaśnię, jego żydowscy zwolennicy mają do odegrania kluczową rolę.
Mamdani jest produktem organizacji Students for Justice in Palestine, gwałtownie antysemickiej grupy, która z dumą identyfikuje się z gwałcicielami i mordercami z Hamasu. Popiera ruch Boycott, Divestment and Sanctions (BDS), który dąży do „globalizacji Intifady”. Odrzuca prawo Izraela do istnienia jako państwa żydowskiego i demokratycznego. Innymi słowy, nie jest on po prostu przeciwny trwającej wojnie Izraela w Strefie Gazy. Jest przeciwny idei i samemu istnieniu Izraela, i był temu przeciwny na długo przed pogromem 1200 osób prowadzonym przez Hamas 7 października 2023 r.
Podczas swojej kampanii Mamdani umiejętnie próbował złagodzić te stanowiska, starając się przypodobać żydowskim wyborcom, a także uspokoić tych nowojorczyków, którzy nie wierzą, że jego poglądy na temat przestępczości, policji i mieszkalnictwa są odpowiedzią na narastające problemy tego miasta związane ze złą infrastrukturą, ograniczonymi usługami publicznymi i oszałamiającymi wydatkami, od artykułów spożywczych po czynsze.
Możemy w bolesnej nadziei liczyć, że nie będzie miał czasu martwić się o Izrael i Palestyńczyków, biorąc pod uwagę zarówno te wyzwania, jak i niewątpliwą wrogość, z jaką spotka się ze strony administracji Trumpa w Waszyngtonie. Jednak ignoruje to siłę, jaką sprawuje polityka performatywna w tym gorączkowym okresie historycznym. Jak odkryli wpływowi ludzie, tacy jak Carlson, Jerozolima jest tematem ożywiającym. Tak jak arabscy przywódcy wykorzystywali „Izrael” jako wymówkę dla swojej niezdolności do zapewnienia swoim poddanym podstawowych praw, pracy i edukacji, tak samo zrobią Mamdani i jemu podobni.
Jednocześnie Mamdani przechodzi od profesjonalnego aktywisty do profesjonalnego polityka. Rozumie on bardzo dobrze, że najlepszym sposobem na stępienie zarzutów o antysemityzm jest zgromadzenie wokół siebie grupy żydowskich pochlebców, umiejętnie wykorzystując ich zaściankowe obawy, że natrętny, kolonialny Izrael wbija klin między nimi a resztą lewicy.
Dlatego w Rosz Haszana Mamdani był gościem honorowym w Kolot Chayeinu, brooklyńskiej synagodze znanej, jak zauważył The New York Times w obszernym reportażu z tego wydarzenia, ze swojego progresywnego aktywizmu i obecności żydowskich antysionistów w zgromadzeniu. Zdecydowana większość Żydów – ortodoksyjnych, konserwatywnych i reformowanych – wzdrygnęłaby się na myśl o synagodze, w której rabin wykorzystuje swoje kazanie do oskarżania Izraela o „ludobójstwo” i gdzie jarmułki (kippahs) są opcjonalne, ale maski na twarz już nie. Ktoś noszący jarmułkę i szal modlitewny (tallit), ale bez maski, zostałby wyrzucony z obrzędów. Ktoś noszący maskę ozdobioną kolorami flagi palestyńskiej zostałby powitany z otwartymi ramionami.
Dla Mamdaniego jest to akceptowalne oblicze społeczności żydowskiej. Dla większości Żydów nie jest to synagoga godna tej nazwy.
Dopóki Mamdani będzie obcował tylko z Żydami, których tożsamość opiera się na denuncjowaniu Izraela i syjonizmu, nie korygując ani nie przepraszając za swój własny, długi dorobek w kwestii nienawiści do Izraela, nie poczyni żadnych postępów w kontaktach z głównym nurtem społeczności żydowskiej. Wręcz przeciwnie, nieufność i alienacja tylko się nasilą, jeśli jedynymi Żydami, z którymi będzie się pokazywał, będą ci tacy jak Brad Lander, kontroler miasta Nowy Jork, który nienawidzi Izraela i który ma odegrać podobną rolę do „Jewsekcji” (Yevsektsiya): żydowskiej sekcji Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, której celem było eliminowanie praktyk religijnych, nauczania hebrajskiego i szerzenia syjonistycznych przekonań wśród Żydów w rewolucyjnej Rosji.
W takim środowisku jedyną dostępną drogą dla pro-izraelskich Żydów w Nowym Jorku jest bojkot Mamdaniego. Żadna szanująca się instytucja żydowska nie powinna mu oferować platformy. Jego administracja powinna być poddana szczegółowej kontroli pod kątem wszelkich aktów dyskryminacji antyżydowskiej przebranych za sprzeciw wobec syjonizmu.
Każdy polityk, zarówno Demokrata, jak i Republikanin, który pojawia się u jego boku, powinien być traktowany jako podejrzany — chyba że, oczywiście, robi to jako przeciwnik. Wreszcie, kampania mająca na celu jego usunięcie za cztery lata musi rozpocząć się już teraz.
Mamdani brata się z Żydami, którzy nas nie reprezentują
Kategorie: Uncategorized


Walerian D. Domanski – Mamdani wprowadzi nowe zarządzenia już po wygraniu wyborów a wtedy będzie za późno. Czy mamy czekać na klęski jego programu? Tu nie tylko chodzi o wyższe podatki! Mowa też o drastycznych cięciach w budżecie policji i co za tym idzie wzrost przestępczości a też o idiotycznym pomyśle stworzenia miejskich sklepów żywnościowych co doprowadzi do bankructwa małych, sąsiedzkich sklepików.
Kampania przeciwko Mamdani rozpocznie się tuż po jego zarządzeniach wprowadzających komunizm w nowym Yorku. New York zacznie upadać pod wielkimi podatkami i to będzie najlepsza kampania wyborcza.