
Gilles-William Goldnadel (ur. 1954) to francuski adwokat i publicysta, syn polskich Żydów ocalałych z Zagłady. Od lat angażuje się w obronę Izraela i nie unika sporów. Pisze ostro, polemicznie, z ryzykiem, że wzbudzi tyle samo sprzeciwu, co poparcia. W najnowszej kronice w Causeur, zatytułowanej „Le triomphe de l’empire du mensonge”, jego słowa brzmią jak cios wymierzony w media i instytucje, które dla wielu wciąż uchodzą za autorytety.
Kiedy czytam Goldnadela, nie odbieram go jak kolejnego prawnika czy felietonisty, ale jak kogoś, kto odważył się nazwać coś, co od dawna czuję w powietrzu. To doświadczenie, które znam z własnych poranków, kiedy włączam radio, słucham wiadomości i nie mogę uwierzyć, że na trzeźwo można tak formułować nagłówki. Jest w tym coś duszącego, coś, co pachnie bardziej ideologią niż rzetelną informacją. Goldnadel mówi o tym wprost: „La désinformation pratiquée par France Inter, l’AFP et l’ONU au sujet de la guerre à Gaza.” – „Dezinformacja praktykowana przez France Inter, AFP i ONZ w sprawie wojny w Gazie.”
Czy to przesada? A może tylko brutalne stwierdzenie faktu, że dziś informacja jest zawsze skażona wyborem tego, co pokaże kamera i tego, co przemilczy mikrofon? Hannah Arendt pisała, że prawda w polityce jest bezbronna, bo nie ma za sobą aparatu przemocy. Właśnie dlatego łatwo nią manipulować: wystarczy podać dane z „wiarygodnego źródła”, a odbiorca nawet nie zapyta, kto naprawdę stoi za tym podpisem. Goldnadel trafia w samo sedno: „On lui donne des bilans précis de morts en lui disant qu’ils émanent de La Défense Civile en lui cachant que derrière se cache le Hamas.” – „Podaje mu się dokładne raporty liczby zabitych, mówiąc, że pochodzą one od Obrony Cywilnej, ukrywając, że za nimi stoi Hamas.”
To nie jest tylko problem jednego konfliktu, to jest problem strukturalny. Michel Foucault nazwałby to „reżimem prawdy”: systemem, w którym tylko wybrane instytucje mają prawo decydować, co jest faktem, a co nim nie jest. Ale jeśli w tym reżimie rządzi polityka, a nie rzeczywistość, to czy naprawdę możemy jeszcze mówić o prawdzie?
Goldnadel idzie dalej i oskarża dziennikarzy o obsesję, która przybiera formę deformacji. „L’idéologie journalistique n’a aucun sens critique envers une organisation qu’elle se refuse à appeler terroriste mais regarde les défauts d’Israël à la loupe obsessionnelle.” – „Dziennikarska ideologia nie ma żadnego krytycznego dystansu wobec organizacji, której odmawia miana terrorystycznej, ale przygląda się błędom Izraela przez obsesyjną lupę.” Znam to uczucie: jakby świat nagle przestał widzieć symetrię, a zobaczył tylko jedną stronę w roli kata.
Filozofowie mówili wielokrotnie, że człowiek widzi rzeczywistość nie taką, jaka jest, ale taką, jaką podpowiada mu język i kultura. Jeśli język zostaje zawłaszczony przez jednostronne narracje, to przestajemy widzieć całość, a zaczynamy patrzeć przez matowe szkło, które zniekształca każdy kształt. Dlatego właśnie Goldnadel przypomina o podwójnych standardach. „On ne sait pas que les Français en Syrie avaient eux aussi la main lourde quand il s’agissait de bombarder DAESH au milieu des civils.” – „Nie wie się, że i Francuzi w Syrii mieli ciężką rękę, kiedy chodziło o bombardowanie DAESH wśród ludności cywilnej.” Nikt nie krzyczał wtedy o zbrodniach wojennych, a przecież ginęli ludzie. Dlaczego więc dziś głos podnosi się tylko wobec jednego państwa?
Pisząc o triumfie imperium kłamstwa, Goldnadel nie mówi jedynie o dezinformacji. On dotyka czegoś znacznie głębszego: utraty zaufania. Bo jeśli raz zaczniemy podejrzewać, że ONZ, AFP czy radio publiczne nie są neutralne, to już nigdy nie uwierzymy im do końca. A bez zaufania nie ma wspólnoty, jest tylko cynizm i samotność w szumie informacyjnym.
Nie wiem, czy Goldnadel ma we wszystkim rację. Ale wiem, że jego diagnoza dotyka tego, co najboleśniejsze: kruchości prawdy w epoce, w której każdy cytat staje się bronią, a każde przemilczenie – wyrokiem. Może właśnie dlatego tak wielu ludzi czuje dziś, że pozostaje im tylko wątpić, sprawdzać, zadawać pytania. To trudne, to męczące, czasem nawet rozpaczliwe. Ale może to jedyny sposób, by nie ulec kłamstwu, które tak chętnie podaje nam gotowe odpowiedzi.
Ani polskie, ani żadne inne współczesne media nie mogą powiedzieć, że stoją samotnie wobec prawdy. Wręcz przeciwnie, stoją w szeregu, ramię w ramię, wypełnione fałszywymi narracjami i brukowymi tytułami, które przesłaniają to, co istotne. W takim chórze trudno usłyszeć pojedynczy głos sumienia, a jeszcze trudniej -prawdę.
Źródło: Causeur – Gilles-William Goldnadel, Triumf imperium kłamstwa
Wszystkie wpisy Ani TUTAJ
Kategorie: Uncategorized


Misiu, bardzo Ci dziękuję że jesteś i działasz.Serdeczności moc cała dla Ciebie ,Twojej rodziny i wszystkich którzy z Tobą współpracują!Zdrowia życzę !Wdzieczny Gabryś