Joshua Hoffman

Zdjęcie: Brett Jordan/Unsplash
Hejterzy potępiają Izrael jako niemoralny i nielegalny, jednocześnie polegając na technologiach, które zabezpieczają ich dane, zasilają ich platformy i po cichu podtrzymują współczesny świat, który ci sami ludzie próbują bojkotować.
W zeszłym miesiącu odwiedziłem moich izraelskich kuzynów, którzy kilka lat temu przeprowadzili się do Holandii. Taksówkarz, który odebrał mnie z lotniska w Amsterdamie, wpisał adres hotelu do aplikacji Waze, a następnie przez całą drogę narzekał na holenderski rząd za to, że „kupuje broń od tych pieprzonych syjonistów”.
W tym zdarzeniu kryje się osobliwy współczesny rytuał, celebrowany codziennie przez zbyt wielu najgłośniejszych krytyków Izraela.
Odblokowują smartfony. Otwierają aplikacje. Nawigują, wysyłają wiadomości, publikują posty, szyfrują, przesyłają dane, streamują i transmitują na żywo swoje oburzenie – często prosto z protestów potępiających Izrael. Używają GPS-u, by uniknąć policji, szyfrowanych komunikatorów do koordynacji działań, usług w chmurze do przechowywania nagrań i bezpiecznych sieci do wzmacniania swojego przekazu.
A potem atakują Izrael.
To nie jest ironia w potocznym znaczeniu tego słowa. To uzależnienie przebrane za teatr moralny. Znaczna część infrastruktury cyfrowej napędzającej dzisiejszy antyizraelski aktywizm – narzędzia używane do organizowania się, moralizowania i mobilizacji – opiera się na izraelskich innowacjach. Czasami bezpośrednio, często w sposób niewidoczny, ale prawie zawsze bez słowa uznania.
Aplikacja Waze, dzięki której kierowcy omijają korki? Izraelska. Czujniki dbające o zdrowie pszczół w komercyjnych pasiekach? Izraelskie. Systemy wizyjne, uczenie maszynowe, mapowanie oraz rozwiązania sprzętowe dla zaawansowanych systemów wspomagania kierowców i autonomicznych pojazdów? Izraelskie. Nieinwazyjna technologia monitorowania poziomu glukozy? Izraelska.
Okazuje się, że Izrael jest wystarczająco dobry, by z niego korzystać – ale zbyt „zły”, by istnieć.
Izrael to nie tylko chwytliwy slogan czy nazwa handlowa. To filar technologicznego kręgosłupa współczesnego świata. Izraelscy inżynierowie współtworzyli fundamenty bezpieczeństwa mobilnego, szyfrowania, zapór ogniowych (firewalls) i architektury cyberbezpieczeństwa. Optymalizacja chmury, rozpoznawanie obrazu oparte na AI, systemy geolokalizacji czy zaawansowane obrazowanie medyczne – to ich zasługa. Nie są to jedynie efektowne gadżety z metką kraju pochodzenia. To głębokie systemy, licencjonowane i wbudowane tak szczelnie w tkankę technologii, że łatwo (i wygodnie) jest zapomnieć o ich korzeniach.
To zapomnienie jest sednem sprawy. Izraelska innowacyjność jest tolerowana tylko wtedy, gdy pozostaje anonimowa. Żydowska pomysłowość jest mile widziana, dopóki pozbawi się jej żydowskiego autorstwa. Gdy technologia zostaje wchłonięta przez „globalną” platformę, Izrael znika z historii, mimo że to jego praca napędza cały system. Jednak w momencie, gdy sukces zostaje powiązany z żydowską suwerennością, zaczyna się opór.
Żydowskie osiągnięcie, które jest niezależne i niepowiązane z władzą państwową, może być celebrowane jako sprytne i pożyteczne. Jednak gdy to samo osiągnięcie jest zakorzenione w państwie żydowskim – państwie z granicami, armią, interesami politycznymi i możliwością powiedzenia „nie” – innowacja przestaje być postrzegana jako wkład w rozwój, a zaczyna jako narzędzie nacisku. Kompetencje budzą podejrzliwość, a siła staje się wykroczeniem moralnym.
Wtedy zmienia się ton. Ta sama technologia, którą chwalono jako „globalną”, nagle trafia pod lupę, gdy ujawnia się jej pochodzenie. Pomysłowość, którą akceptowano jako abstrakcję, zostaje potępiona, gdy służy suwerennemu narodowi, który odmawia powierzenia swojego przetrwania w obce ręce. Sukces Żydów jest tolerowany, dopóki pozostaje zależny od innych. Sukces oparty na własnej inicjatywie traktuje się jako prowokację.
Suwerenność to granica, której nie da się przekroczyć po cichu. Oznacza ona, że Żydzi nie są już gośćmi w cudzym systemie. Nie tylko wnoszą talent do świata rządzonego przez innych, ale sami decydują o tym, jak budowana jest technologia i jak ich naród będzie bronił warunków umożliwiających jej tworzenie. Dla wielu krytyków to jest właśnie prawdziwe przewinienie.
Suwerenność burzy bowiem wygodną fikcję: że Żydzi są akceptowalni tylko jako abstrakcja moralna, a nie jako rzeczywistość polityczna. Państwo żydowskie zmusza świat do konfrontacji z Żydami jako decydentami, a nie tylko twórcami idei; jako podmiotami, a nie symbolami. A to wymaga uczciwości moralnej, której wielu wolałoby uniknąć.
W tym miejscu oburzenie staje się puste. Współczesny ruch antyizraelski karmi się potępieniem bez konsekwencji. Można lżyć Izrael, nie rezygnując z telefonu, aplikacji, opieki medycznej czy cyfrowego bezpieczeństwa. Spróbujcie zrobić to samo z ropą, Chinami czy Doliną Krzemową – prawdziwy bojkot wymagałby realnych wyrzeczeń. Bojkot Izraela wymaga jedynie wykrzykiwania haseł. Izrael jest wystarczająco mały, by go oczerniać, i wystarczająco kluczowy, by go eksploatować. To idealny cel dla „moralności” bez kosztów własnych.
To, co jest tu karane, to nie polityka Izraela, lecz jego siła. Izrael narusza niepisane oczekiwanie, że Żydzi powinni być bezbronni, a nie kompetentni; zależni, a nie niezbędni. Potężne technologicznie państwo żydowskie zaburza hierarchię, na której opiera się współczesna polityka żalu. Odmawia wejścia w rolę wiecznego oskarżonego, a ta odmowa rodzi urazę.
Ta dynamika nie jest nowa. Żydzi od dawna byli cenieni za to, co wytwarzają, i nienawidzeni za to, kim są. Witani z radością za swój wkład, piętnowani za swoją obecność. W poprzednich stuleciach dotyczyło to finansów, medycyny, handlu czy nauki. Dziś dotyczy kodu, mikroprocesorów i algorytmów. Zmieniło się medium, instynkt pozostał ten sam: żydowska praca jest chwalona, gdy zaciera się jej pochodzenie, a podważana, gdy potwierdza swoją tożsamość.
Ludzie, którzy twierdzą, że Izrael jest niemoralny, codziennie polegają na izraelskiej nauce, by leczyć choroby, chronić dane i komunikować się ze światem. Chcą owoców izraelskich innowacji, odrzucając prawo Izraela do samostanowienia. To nie jest aktywizm – to wyzysk.
Oto niewygodna prawda: nie da się zrezygnować z Izraela, żyjąc w nowoczesnym świecie. Można skandować hasła i używać hashtagów, ale jeśli nie jest się gotowym na całkowite odcięcie się od cywilizacji, to Izrael jest już obecny w twojej kieszeni, w twoim szpitalu i w infrastrukturze twojego biura.
Pod tym wszystkim kryje się ostateczna ironia: jednym z głównych powodów, dla których Izraelczycy są tak innowacyjni, jest właśnie to, co ich krytycy potępiają najbardziej – izraelska armia.
Kultura innowacji nie powstała tam w próżni. Rodzi się pod ekstremalną presją. Obowiązkowa służba wojskowa stawia młodych ludzi w sytuacjach wymagających błyskawicznego rozwiązywania problemów, improwizacji i brania odpowiedzialności w warunkach rzeczywistego zagrożenia. Są szkoleni, by myśleć systemowo i adaptować się, gdy plan zawodzi. Tam porażka nie jest teoretyczna – ma realną cenę.
To doświadczenie formuje budowniczych. Niosą oni ze sobą mentalność ukształtowaną przez poczucie misji: jak działać szybko i skutecznie, jak zabezpieczać systemy przed atakiem, jak tworzyć innowacje nie dla samej nowości, ale dla przetrwania. Kiedy ci ludzie przechodzą do cywila, przenoszą ten model pracy do startupów, laboratoriów i globalnych korporacji.
Firma Check Point Software, założona przez weteranów jednostek wywiadowczych, stworzyła nowoczesny firewall. Szyfrowanie w WhatsApp opiera się na standardach bezpieczeństwa wypracowanych w izraelskim wywiadzie wojskowym. Waze zmieniło nawigację dzięki doświadczeniom technicznym zdobytym w armii. Podobnie rzecz ma się z analizą Big Data czy telemedycyną – techniki integracji danych wywiadowczych ratują dziś życie w cywilnych szpitalach na całym świecie.
Technologie te nie powstały jako ciekawostki, ale z konieczności obrony kraju. Świat codziennie korzysta z owoców tej obrony, jednocześnie potępiając suwerenność, która ją umożliwiła.
Kiedy Izrael jest lżony za to, że się broni, a jednocześnie jego obywatele są po cichu podziwiani za swój geniusz, hipokryzja sięga zenitu. Świat chce konsumować owoce żydowskiej suwerenności, nie tolerując warunków, w jakich te owoce dojrzewają.
Innowacyjność Izraela nie jest przypadkiem. To cywilny wyraz narodu, który nauczył się, że przetrwanie wymaga budowania przyszłości szybciej, niż wrogowie zdołają ją zniszczyć.
Przeklinają syjonistów, a potem korzystają z ich innowacji.
Kategorie: Uncategorized


Kilkanascie delegacji Armii z roznych krajow Swiata zjawilo sie w Izraelu na Wyklad ” Doswiadczenia z walk ulicznych w Gazie”. I to z krajow tak wyjacych o ” zbrodniach” i zatrzymujacych eksport broni do Izraela, jak Francja czy Anglia.
Nie trzeba bylo robic tych wykladow, niech ich zolnierze gina w przyszlosci.
Albo danie Polsce pozwolenia na produkcje ” Spike”, izraelskiej rakiety przeciwczolgowej.
Tn przeklety kraj ciagle glosuje przecw Izraelowi, niech zmierza sie z Rosja przy pomocy kos domowej produkcji.