Uncategorized

„O Radzie Pokoju i świecie, który przestał istnieć”

Katarzyna Zmuda – Bryl

Dla większości uważnych obserwatorów wojny arabsko-izraelskiej od początku było jasne, że warunek rozbrojenia się Hamasu nie zostanie spełniony. Nie dlatego, że to zadanie przekracza możliwości militarne USA czy nawet samego Izraela. Problem jest inny. Świat wprawdzie deklaruje, że nie chce Hamasu w Gazie, ale nie robi niczego naprawdę realnego, żeby Hamas wyeliminować. A może inaczej — robi bardzo wiele, żeby Hamas tam się utrzymał.

Niedługo minie 70 lat od uchwalenia rezolucji 242 RB ONZ — dokumentu, który był prawdopodobnie ostatnim rzeczywistym kompromisem między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim dotyczącym wojny arabsko-izraelskiej. Daleki od doskonałości, niejednoznaczny, ale jednak kompromis, który stał się podstawą traktatów pokojowych z Egiptem i Jordanią oraz późniejszych porozumień z Oslo. Rezolucja 242 powstała w logice zimnowojennej równowagi i miała — zgodnie z intencjami jej twórców — stworzyć pole do negocjacji na zasadzie „ziemia za pokój”.

Ten świat już nie istnieje. Konflikt przestał być klasycznym sporem między państwami, a stał się polem rozgrywek wielu uczestników — państwowych i niepaństwowych, regionalnych i ideologicznych. I wbrew temu, co często słyszymy, nie odpowiada za to obecna administracja amerykańska. To proces znacznie wcześniejszy i głębszy.

Donald Trump nie stworzył tej sytuacji. To, co realnie zrobił, to użycie jedynego skutecznego dziś narzędzia — skrajnie transakcyjnej polityki interesu. W tej logice doprowadzono do uwolnienia izraelskich zakładników i kruchego zawieszenia działań wojennych w Gazie.

To, że podpisane w zeszłym roku porozumienie o zawieszeniu działań wojennych w Gazie jest dla krajów arabskich jedynie hudną, czyli przerwą w wojnie, było wiadome od początku. To, że Trump rozmawia z Turcją, Katarem czy Arabią Saudyjską wyłącznie w kategorii czystego interesu i potencjalnych korzyści, było i jest oczywiste. Oczekiwanie, że nagle Arabowie zmienią się w miłujących Izrael zwolenników normalizacji, jest naiwne.

Nie wiemy — i zapewne nigdy się nie dowiemy — czym przekonano Katar i Turcję, żeby wymusiły na Hamasie uwolnienie zakładników. Z pewnością nie były to względy humanitarne. Oczekiwanie, że Trump doprowadzi trwającą blisko 80 lat wojnę do końca, jest naiwne i w pewnym sensie irytujące. To nie jest konflikt, który rozwiązuje się jednym porozumieniem.

Rada Pokoju nie jest jednak wyłącznie polityczną inicjatywą jednego państwa. Została formalnie ustanowiona w rezolucji 2803 RB ONZ z 17 listopada 2025 roku, która przyjęła Kompleksowy Plan Zakończenia Konfliktu w Gazie i upoważniła do utworzenia tymczasowej administracji oraz Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Gazie. Oznacza to, że mamy do czynienia z projektem posiadającym mandat Rady Bezpieczeństwa, a nie wyłącznie inicjatywą jednej osoby.

Trzeba przy tym jasno oddzielić dwie kwestie. Państwa, które odmówiły przystąpienia do Rady Pokoju, nie dystansują się formalnie od ONZ ani od samej rezolucji. Dystansują się przede wszystkim od politycznego przywództwa projektu i od faktu, że jego architektem jest Donald Trump. To jednak oznacza, że sprzeciw nie dotyczy instytucjonalnej podstawy przedsięwzięcia, lecz osoby i stylu jej twórcy.

I właśnie w tym ujawnia się różnica między światem 242 a dzisiejszą rzeczywistością: formalne mandaty istnieją, lecz wola ich wspólnego wykonania jest rozproszona przez partykularne interesy i kalkulacje polityczne.

W Radzie Pokoju są kraje, które mają realny wpływ na Hamas i na Bractwo Muzułmańskie. Ale ogromną naiwnością jest oczekiwać, że pozbędą się narzędzia, które w polityce arabskiej funkcjonuje od blisko stu lat. Tzw. sprawa palestyńska od początku nie była wyłącznie kwestią mieszkańców Gazy czy Arabów z Autonomii Palestyńskiej. Była również elementem zimnowojennej rywalizacji między USA a ZSRR.

Po upadku Związku Sowieckiego konflikt rozlał się na znacznie więcej zainteresowanych stron i dziś każdy ma coś do ugrania. Osłabiony Iran jest dla Arabii Saudyjskiej, ZEA, Turcji i Kataru okazją do przejęcia jego miejsca w regionalnej układance. Sam fakt, że wszystkie te kraje znalazły się w Radzie Pokoju, jest sukcesem taktycznym. Co z tego wyniknie — nie wiemy.

Szczególnie skomplikowany jest wątek Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Gazie. Turcja bardzo naciska na udział, co jest zgodne z otwarcie deklarowaną przez Erdogana strategią neo-osmańską. Obecność w Gazie oznaczałaby realne rozszerzenie wpływów Ankary na obszary dawnego Imperium Osmańskiego. Izrael nie chce i nie może do tego dopuścić.

Sprawa jest o tyle trudna, że Turcja jest członkiem NATO, co sprawia, że mimo agresywnej polityki wobec Kurdów, półwiecznej okupacji północnego Cypru i działań w Syrii ani Stany Zjednoczone, ani Europa nie są w stanie realnie powstrzymać imperialnych ambicji Ankary.

Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, że żaden z czołowych światowych polityków nie próbuje jasno wyartykułować przyczyn trwającej wojny arabsko-izraelskiej. Przywódcy europejscy albo nabierają wody w usta, albo — kierując się krótkoterminowym interesem politycznym — wzmacniają oddziaływanie ideologii Hamasu i Bractwa Muzułmańskiego.

Mimo raportów służb w takich krajach jak Francja, Wielka Brytania czy Austria ostrzegających przed rosnącymi wpływami Bractwa Muzułmańskiego, sygnały te są bagatelizowane w obawie przed oskarżeniami o islamofobię.

Francja pomagała Autonomii Palestyńskiej w tworzeniu projektu konstytucji państwa Palestyna, zawierającego zapisy o prawie powrotu i kwalifikujące działania Izraela jako ludobójstwo, okupację bliżej nieokreślonych obszarów oraz usuwające odniesienia do judaizmu w kontekście miejsc świętych w Jerozolimie.

Jednocześnie francuski prezydent wciąż optuje za rozwiązaniem dwupaństwowym, choć proponowane zapisy praktycznie zamykają tę drogę i de facto podważają porozumienia z Oslo. UNRWA, szczodrze finansowana przez kraje europejskie, nadal funkcjonuje w formule utrwalającej dziedziczenie statusu uchodźcy, co w praktyce podtrzymuje konflikt zamiast go wygaszać.

Norwegia nie tylko nie uznała Hamasu za organizację terrorystyczną, ale przekazuje znaczne środki Autonomii Palestyńskiej, która nie zaprzestała systemu finansowania terrorystów i nie zmieniła konfrontacyjnego programu nauczania.

Kraje, które ostentacyjnie odrzuciły propozycję przystąpienia do Rady Pokoju, w pewnym sensie opowiedziały się za utrzymaniem obecnego kształtu ONZ wraz z osobami takimi jak Francesca Albanese czy Antonio Guterres — organizacji skrajnie upolitycznionej i nieskutecznej.

Nieprzypadkowo zarówno Hamas, jak i Autonomia Palestyńska za swój największy sukces uznają toczoną wojnę prawną i wizerunkową z Izraelem. Pojawiają się już listy i apele o ściganie żołnierzy IDF posiadających podwójne obywatelstwo, a wpisywanie do projektu konstytucji kategorii „ludobójstwa” mogłoby się stać się narzędziem presji prawnej w sytuacji, gdy służba wojskowa w Izraelu jest obowiązkowa.

Intencją twórców rezolucji 242 RB ONZ było stworzenie przestrzeni negocjacyjnej. W 1967 roku obowiązywała logika „ziemia za pokój”.

Dziś Izrael znajduje się w zupełnie innej sytuacji gospodarczej i militarnej. W praktyce coraz wyraźniej widoczna jest logika odwrotna — „pokój za ziemię”: najpierw trwałe bezpieczeństwo i realne uznanie, potem ewentualne ustępstwa.

Potwierdza to także sama konstrukcja rezolucji 2803 RB ONZ, która warunkuje wycofanie IDF od procesu demilitaryzacji Strefy Gazy, wiąże bezpieczeństwo z jasno określonymi kamieniami milowymi oraz zakłada trwałe rozbrojenie struktur zbrojnych. To nie jest już logika deklaratywnego „ziemia za pokój”, lecz model, w którym bezpieczeństwo staje się warunkiem wstępnym, a nie konsekwencją politycznego porozumienia.

Konflikt trwa i będzie trwał dlatego, że zbyt wielu uczestników ma interes w jego utrzymaniu. Trump tej wojny nie stworzył i sam jej nie zakończy.

Ostentacyjne krytykowanie inicjatyw Trumpa przy jednoczesnej odmowie realnego udziału i wzięcia odpowiedzialności jest w istocie wygodnym gestem dystansu — w białych rękawiczkach — gestem, który niczego nie rozwiązuje.

link do pełnego tekstu rezolucji 2803 RB ONZ.

„O Radzie Pokoju i świecie, który przestał istnieć”

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.