Uncategorized

Cesia była polską patriotką mówiącą po hebrajsku. Do pewnego momentu to nie był problem

Anna Bikont

Tarnów, jak dziesiątki miast i miasteczek polskich, w czasie akcji deportacyjnej spływał krwią. Gdy czyta się książkę Agnieszki Wierzcholskiej, to określenie, tak często powtarzane w żydowskich relacjach, przestaje być abstrakcją, staje się czymś realnym. Widzimy ulice odchodzące od położonego na niewielkim wzniesieniu rynku, po których ta krew spływa. Niemcy nakazali straży pożarnej ją spłukiwać. Na zdjęciu: Żydzi na ulicy w Tarnowie niedługo po wybuchu II wojny. Zdjęcie z auta wykonane przez niemieckiego żołnierza

Tarnów, jak dziesiątki miast i miasteczek polskich, w czasie akcji deportacyjnej spływał krwią. Gdy czyta się książkę Agnieszki Wierzcholskiej, to określenie, tak często powtarzane w żydowskich relacjach, przestaje być abstrakcją, staje się czymś realnym. Widzimy ulice odchodzące od położonego na niewielkim wzniesieniu rynku, po których ta krew spływa. Niemcy nakazali straży pożarnej ją spłukiwać. Na zdjęciu: Żydzi na ulicy w Tarnowie niedługo po wybuchu II wojny. Zdjęcie z auta wykonane przez niemieckiego żołnierza (Fot. ze zbiorów United States Holocaust Memorial Museum, dzięki uprzejmości Valerie Rollins)

Marzyłoby się, by każde polskie miasto, które straciło swoich żydowskich mieszkańców, natrafiło na tak dociekliwą i empatyczną badaczkę jak Agnieszka Wierzcholska, która opisała Tarnów.

Dwunastoletnia Cesia Honig z Tarnowa poczuła, że została wykluczona z polskości w 1938 r. W jej domu mówiło się po polsku, a posłano ją do prywatnej szkoły Safa Berura, dwujęzycznej, polsko-hebrajskiej. Uważała się za polską patriotkę. W 1938 r. tarnowskie szkoły zorganizowały pochód, gdzie prezentowały swoje dary dla wojska. Podczas gdy inne były witane oklaskami, mieszkańcy obrzucali Cesię i inne dzieci z jej szkoły wyzwiskami, krzyczeli „Precz z Żydami”. Po latach pamiętała, jaki to był dla niej wstrząs

„Tak więc – pisze Agnieszka Wierzcholska – Cesia była Żydówką, a jej językiem ojczystym był polski, zarazem świadomie uczyła się hebrajskiego i postrzegała siebie jako polską patriotkę – ta wielorakość identyfikacji została jej w 1938 r. na ulicach Tarnowa odebrana przez nieżydowskich (współ)obywateli. Poliwalentne przynależności, z którymi wielu tarnowskich Żydów dobrze się czuło, przestały być akceptowalne”.

Polsko-żydowski Tarnów

Żydowski Tarnów ma zadziwiająco wysoki wynik w trudnej dyscyplinie przywracania pamięci. Do znakomitych książek Macieja Zaremby-Bielawskiego „Dom z dwiema wieżami” i Mikołaja Łozińskiego „Stramer”, poświęconych ich tarnowskim rodzinom, doszedł gruby tom. To mikrohistoria polsko-żydowskich interakcji w mieście, gdzie prawie połowę mieszkańców stanowili Żydzi, opowiedziana przez polsko-niemiecką badaczkę Agnieszkę Wierzcholską. Marzyłoby się, by każde polskie miasto, które straciło swoich żydowskich mieszkańców, natrafiło na tak dociekliwą i empatyczną badaczkę.

Praca Wierzcholskiej pokazuje, jak mikrohistoria – historia oddolna, przyglądanie się pod mikroskopem przemianom społecznych na poziomie struktur lokalnych, posiedzeń rady miasta czy rad pedagogicznych szkół – pozwala uchwycić to, co wcześniej nieopowiedziane. Gdy patrzymy wstecz na historię, z perspektywy Holokaustu, kategoria Polacy – Żydzi jawi się nam jako podstawowe rozróżnienie w przedwojennej Polsce. Nie bez powodu. I tak, jak podaje autorka, w Mościskach, nowo powstałej fabryce azotu pod Tarnowem, przed wojną symbolu nowoczesnej Polski, przyjęto do pracy 4327 Polaków i 14 Żydów! Nie zatrudniano tarnowskich Żydów (innych też nie) w instytucjach miejskich i komunalnych ani w zakładach kolejowych. Potem można było łatwo narzekać, że opanowali handel.

Tarnów - ratusz, przed 1939 r.

Tarnów – ratusz, przed 1939 r. Fot. NAC

Ale linie podziałów w Tarnowie szły często według klas społecznych i poglądów politycznych, nie podziałów etnicznych. W wyborach samorządowych w 1933 r. startował z jednej strony mieszczański blok chrześcijańsko-żydowski, skupiony wokół stowarzyszenia właścicieli nieruchomości, w którym syjoniści połączyli siły ze zwolennikami BBWR i sanacji, z drugiej – klub socjalistyczny, połączenie PPS-u z Bundem. Ci ostatni prowadzili spójną politykę, wspierali się nawzajem i gdy na przykład robotnicy żydowscy w Tarnowie, jak i w całej Polsce, zastrajkowali w proteście przeciw gettu ławkowemu na uczelniach, miejscowy PPS poparł ich protest.

Newsletter Oglądamy, słuchamy, czytamy

Mocna dawka kultury: o filmach, serialach, książkach, sztukach teatralnych i koncertach.

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Dopiero wraz narastaniem fali antysemityzmu, nawoływaniami do „odżydzenia Polski” i atakowaniem Żydów na ulicy przez bojówki nacjonalistyczne rozsypały się mieszane etnicznie bloki wyborcze. W wyborach z 1939 r. kandydatów wystawili oddzielnie Polacy (Stronnictwo Narodowe, Polskie Zjednoczenie Chrześcijańskie, PPS) i Żydzi (Zjednoczony Żydowski Komitet Wyborczy łączący syjonistów i ortodoksów oraz Bund z Poalej Syjon-Lewicą). Autorka pokazuje, że musiała nastąpić mobilizacja etniczności, żeby rozróżnienie Żydzi – Polacy (w istocie swojej wykluczające Żydów z polskości, stąd Wierzcholska używa określeń żydowscy Polacy i nieżydowscy Polacy) stało się podstawowym podziałem społecznym.

Co ciekawe, większość w radzie miejskiej zdobyli w 1939 r. socjaliści, tak że miastem przez krótką chwilę, do wybuchu wojny, rządził PPS z Bundem.

Zagłada w Tarnowie

W Tarnowie, jak w dziesiątkach miast i miasteczek polskich, zagłada miała miejsce w środku miasta, na widoku.

11 czerwca 1942 r. sześciuset uzbrojonych Niemców z pomocą 74 funkcjonariuszy granatowej policji i robotników ze Służby Budowlanej zgromadziło Żydów na głównym rynku. Operacja niezwykle brutalnego wyciągania ich z domu objęła całe miasto, w Tarnowie jeszcze nie było getta. Na rynku Niemcy kazali swoim ofiarom klęczeć z opuszczonymi głowami, strzelali do nich. To była publiczna orgia przemocy. Przez cały dzień przewożono ciała na cmentarz żydowski. Strzały było słychać w całym mieście. Wieczorem Niemcy przeprowadzili Żydów główną ulicą miasta, Krakowską, na dworzec kolejowy, skąd wywieźli ich do Bełżca.

Tarnów. Stary Rynek, 1944 r.

Tarnów. Stary Rynek, 1944 r. Fot. NAC

Z 12 tys. Żydów zgromadzonych na rynku, cztery tysiące zginęło na miejscu. Tarnów, jak dziesiątki miast i miasteczek polskich, w czasie akcji deportacyjnej spływał krwią. Gdy czyta się książkę Wierzcholskiej, to określenie, tak często powtarzane w żydowskich relacjach, przestaje być abstrakcją, staje się czymś realnym. Widzimy ulice odchodzące od położonego na niewielkim wzniesieniu rynku, po których ta krew spływa. Niemcy nakazali straży pożarnej ją spłukiwać.

A co stało się w czasie wojny z więziami, które łączyły żydowskich radnych z Bundu z nie-żydowskimi z PPS-u? Pomimo starannej kwerendy autorka nie znalazła ich śladu w czasie wojny, żadnej zawiązanej sieci pomocy. Może to temat na następną książkę…

Po wojnie

Cesia Honig przeżyła. Gdy była w getcie, wychodziła co rano do pracy w zakładzie rymarskim po tzw. aryjskiej stronie. Tuż przed akcją deportacyjną zapytała kolegę z pracy, czyby jej nie ukrył. Zaofiarowała mu pierścionek. Miała za to być przez tydzień u jego rodziny, ale ta, gdy zobaczyła, jak Cesia się zajmuje ich chorą na parkinsona matką, pozwoliła jej zostać. Chowała się w szafie, kiedy ktoś przychodził. Po wojnie została przywitana przez nową lokatorkę jej rodzinnego mieszkania pytaniem: „Jak to możliwe, że jeszcze żyjesz?”.

Agnieszka Wierzcholska

Cesia była polską patriotką mówiącą po hebrajsku. Do pewnego momentu to nie był problem

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.