
Po własnych ścieżkach oboje daleko zaszli. Razem. A przecież pochodzą z innych kontynentów, zupełnie innych rodzin, kultur i środowisk. Mało takich związków, nawet w szerokim świecie.
Jak to działa? 61-letni Radosław Sikorski, dziś minister spraw zagranicznych, i jego żona, 59-letnia Anne Applebaum, dziennikarka, historyczka i pisarka. Zobaczcie np. ich wspólne wystąpienie na kampusie Polska Przyszłości (dwa lata temu na YouTube). Jedno przepytuje drugie na zmianę: o politykę międzynarodową, o populizm, o dziennikarstwo, o Kaczyńskiego. Absolutny parytet. Mogliby bez trudu zamienić się rolami. „To partnerski związek, w którym każde z małżonków ma wyraźną ścieżkę kariery i z sukcesami nią podąża” – oceniał 20 lat temu Piotr Paszkowski, dawny rzecznik prasowy MSZ.
Anne
Jej życiorys byłby scenariuszem na ciekawy i ważny dla Polaków film. Urodziła się w Waszyngtonie w dość zamożnej amerykańsko-żydowskiej rodzinie i miała szczęście chodzić do dobrej szkoły – Sidwell Friends School, prowadzonej przez kwakrów, liberalnej (w sensie światopoglądowym i obyczajowym), wyzwolonej, z lekką skłonnością do bohemy. W kwakierskich szkołach nie klasyfikuje się uczniów, bo to wbrew ich równościowej doktrynie, ale Anne byłaby w rankingu wysoko, o czym świadczy jej wyjątkowa lista lektur literatur świata: Prousta, Sartre’a, Camusa oraz literatury rosyjskiej, zwłaszcza Nabokova, najpierw po angielsku. To były literackie zatopienia.
Miała też szczęście, bo była z ostatniego pokolenia amerykańskich studentów, którzy spędzili lato w Leningradzie, jeszcze za epoki Breżniewa, a więc lepiej rozumiała postalinowską Rosję, bo już za Gorbaczowa było inaczej. To głębokie rozumienie nie tylko Zachodu, którego jest dzieckiem, ale i Wschodu, daje jej przewagę nad większością komentatorów.
Ciekawy jest jej początek drogi do polskości, przez szkolny chór. Trafiła bowiem na nauczycielkę muzyki i kierowniczkę chóru, bardzo kreatywną kobietę, którą mocno poruszyły Solidarność i stan wojenny. Nauczycielka zdobyła gdzieś partytury polskiej muzyki dawnej i nastolatka Anne śpiewała nasze pieśni renesansowe, co nawet w polskiej szkole byłoby rzadkością. Śpiewała, trzeba zaznaczyć, fonetycznie, bo nie tylko nie znała języka, ale i ów język był poezją słów już przez Polaków zapomnianych. Ta nauczycielka – jak wspomina Anne – uczyła nie tylko śpiewu, ale i współpracy, odwagi, a przede wszystkim różnorodności i ciekawości świata. Po latach, przepytywana na uniwersytecie o receptę na sukces, powiedziała, że trzeba się nauczyć dziwnego języka, którego nie zna nikt inny, co da dostęp do innych kultur. Ale drugie, pewnie ważniejsze: zająć się czymś, co naprawdę cię obchodzi, i być ekspertem w tej dziedzinie.
Może takie właśnie jest wyjaśnienie sukcesu jej książek: „Gułagu” o stalinowskich represjach (za który w 2004 r. otrzymała Nagrodę Pulitzera, czyli amerykańskiego Nobla), a zwłaszcza „Czerwonego głodu” o wielkiej rosyjskiej zbrodni na Ukraińcach w latach 30. „Od kiedy o tym wiem, czułam niemal zobowiązanie, by mówić o ukraińskiej historii, bo tak niewiele o tym ludzie wiedzą” – wyjaśni w jednym z wywiadów. Anne Applebaum jest uważana w Ameryce za ogromny autorytet w sprawie Rosji i całej Europy Wschodniej. Często komentuje wojnę w Ukrainie w telewizjach CNN i MSNBC. Chyba sympatyzowała z Partią Republikańską, choć na pewno nie teraz, kiedy tą partią zawładnął Trump. Pewien angielski komentator określa ją jako liberalnego jastrzębia, to jest komentatorkę gotową bronić demokracji i praw człowieka twardym orężem.
Pierwszy raz Anne przyleciała do Polski w 1987 r. jako dziennikarka zafascynowana ruchem przemian. Przywiozła pieniądze dla Solidarności od sympatyków z Oxfordu, gdzie studiowała. To były środowiska związane z historykiem Timothym Gartonem Ashem i filozofem Rogerem Scrutonem. A w Polsce poznała licznych działaczy ówczesnej Solidarności. Pierwszy w prasie zagranicznej tekst o Pomarańczowej Alternatywie i „Majorze” Frydrychu z Wrocławia wyszedł spod jej pióra. Przyszłego męża poznała podczas zorganizowanej naprędce wyprawy do Berlina, gdzie akurat runął mur.
W książce pod prowokacyjnym mickiewiczowskim tytułem „Matka Polka” (nawiasem mówiąc, „Pan Tadeusz” był pierwszą książką przeczytaną przez nią po polsku, co za wyczyn!) prezentuje swoje pojmowanie Polski, polskości, patriotyzmu, polskiego serca i interesu narodowego w taki sposób, jaki przypisywałbym wzorowemu, rozmiłowanemu w historii oraz tak w Mickiewiczu, jak i Gombrowiczu rodowitemu Wielkopolaninowi. Jej spostrzeżenia o Polsce można by bez trudu brać za napisane przez komentatorów POLITYKI, a często wyrazistsze. Pamiętam tytuł jednego z nich: „Polacy, Rosja wyciąga was z Europy. Naprawdę tego nie widzicie?”.
Słowem znakomicie zna realia Wschodu, nie wiem, czy wśród Amerykanek ma dziś pod tym względem kogoś równego sobie. Zna tu mnóstwo ludzi. Kto np. jest po imieniu z Tuskiem i prowadził z nim wielogodzinne rozmowy? Owocem tych rozmów był książkowy wywiad rzeka „Wybór”. Z lektur książek i wywiadów wyłania się bogata złożoność tożsamości Applebaum. W tym i część żydowska, która – jak to w Polsce – spowodowała antysemicki hejt, który się objawił, kiedy Sikorski kandydował na prezydenta. „Prawdziwy katolik” mu to wytknął. „Faktycznie, mam żonę Żydówkę. A Pan się do Żydówki modli” – odciął się Radek na Twitterze. Anne mieszkała w Waszyngtonie, podczas studiów na Yale w New Haven, a także w Anglii, podróżuje po świecie, ale jej jedyny dom to jest ich wspólny w Chobielinie, w Kujawsko-Pomorskiem. „Nie mam innego” – podkreśla.
Sikorscy mają dwóch synów, którzy jako mali chłopcy mieszkali w Ameryce, ale kiedy przyszedł czas na szkołę, rodzina wróciła do Polski. „Chcieliśmy, żeby chłopcy mieli katolicką edukację, żeby rozumieli kraj, z którego pochodzą” – powie potem Anne. Tak też się zaczęło, ale również wiele lat uczyli się za granicą. Są w pełni dwujęzyczni, czyli utrzymali znajomość polskiego, co jest niemałym osiągnięciem. Tych naszych rodaków, którzy mieszkają za granicą i mówią o swoim patriotyzmie, a dzieci nie uczą polskiego, Sikorski uważa za skrajnych hipokrytów. Ale swoich spraw rodzinnych Sikorscy bronią przed mediami. Kiedyś pytałem o studia ich dzieci i miejsce na ziemi, wtedy Sikorski sucho to uciął: broni ich prywatności. Dlatego zaskoczeniem było niedawne wyznanie, że 22-letni syn Tadeusz jest amerykańskim żołnierzem w oddziałach Cyber Corps. Tadeusz ma imię patriotyczne, po Kościuszce, ale przecież jego patron także walczył dla Ameryki. Starszy syn Aleksander, urodzony w Londynie, ma imię z tradycji militarnej po Aleksandrze Macedońskim.
Życie płynie. Rozchodzą się drogi wielu kolegów i przyjaciół. Swoją kapitalną analizę populizmu w książce „Zmierzch demokracji” Anne zaczyna od opisu sylwestra 1999 r., wydanego w ich dworze w Chobielinie (taka pasja wejścia w tradycje polskiego ziemiaństwa, ach szkoda, że nie mam już na to miejsca) dla przyjaciół i znajomych. To koniec tysiąclecia, optymizm i nadzieje. Po 20 latach – konstatuje Anne – niektórzy z tych przyjaciół rozpowszechniają w internecie antysemickie teorie spiskowe. W najmniejszym stopniu nie można ich zaliczyć do kategorii „pozostawionych w tyle”, są dobrze wykształceni i dużo podróżują. Dlaczego więc przyjmują i rozpowszechniają kłamstwa i półprawdy głoszone przez PiS? Jej ważna lekcja historii: rodząca się dyktatura potrzebuje nie tylko poparcia pokrzywdzonych mas, ale – tak jak faszyści w latach 30. – kolaboracji chętnych elit.
Radek
Sikorski jest dumny z żony. Jej artykuł o wojnie w Ukrainie w „The Atlantic” jest dziś najbardziej czytaną pozycją, budzi poruszenie poważnych komentatorów – potrafi napisać np. na swoim profilu. Jak sam traktuje tandem wynikający z pracy na tym samym polu? – pytałem. Wydaje się, że przedstawia duży atut dla naszej narracji historycznej i politycznej. Jest naszą bronią, której nie zawahamy się użyć – powiedział już jako minister.
Na starcie ich związek mógł się wydać społecznym mezaliansem. Chłopak z blokowiska w Bydgoszczy, z rodziny średniozamożnej, na amerykańskie stosunki – biednej. W dodatku z Polski, o której rodzice Anne znali tylko amerykańskie stereotypy: zimny, źle położony kraj, niedźwiedzie na lichych ulicach. Chyba byli zdziwieni wyborem córki, ale nie dali jej tego odczuć. Nie ulega wątpliwości, że Radek – jako człowiek i jako polityk – niezwykle dużo zyskał na tym związku, bo zaczął lepiej rozumieć i Amerykę i wschód Europy, widziane przez inny pryzmat. To jego atut.
Radek wtedy i Radek dziś to inne światy. Jak się tak wywindował? Był bardzo dobrym uczniem, z angielskiego prymusem i laureatem ogólnopolskiej olimpiady. Chciał studiować angielski na UJ, a przedtem podszlifować język w Anglii, dokąd zabrał trochę bibuły z bydgoskiej Solidarności.
W Anglii Radek zamieszkał u znajomych babci, pracował w pubie i hotelowej recepcji. W 1981 r., w stanie wojennym, wystąpił o azyl polityczny. Otrzymał go i co więcej zdał do Oxfordu, gdzie najlepiej chyba wybrał tzw. PPE, czyli filozofię, politykę i gospodarkę. W Polsce, przy okazji którychś wyborów, jego wrogowie zarzucali mu, że to tylko studia trzyletnie, ale znam Oxford i mogę zaświadczyć, że student musi przez te lata napisać ponad sto esejów i w dodatku jego tutor (opiekun) spotyka się z nim dwa razy w tygodniu, a ma pod opieką kilku najwyżej studentów. Radek więc, podobnie jak jego żona, jest dobrze wykształcony, choć pewnie nie zna tak dobrze jak ona francuskiego, rosyjskiego czy niemieckiego.
Oxford ma też swoje ciemniejsze strony. Sikorski trafił do środowiska snobów, ludzi nawet niestarających się ukryć przekonania, że należą do klasy, która ma prawo na innych patrzeć z góry. Owszem, ukończyli bardzo dobre szkoły i uniwersytety, ale ich charakter okazał się skoncentrowany na własnym ego. Wygląda na to, że ci ludzie mu imponowali, zaprzyjaźnił się z nimi, a wyrośli na konserwatywną polityczną elitę, która rządzi Wielką Brytanią. Środowiska lewicowe mają niezwykle krytyczną ocenę tej klasy. David Cameron zdyskredytował się, zapoczątkowując brexit, po nim Boris Johnson okazał się po prostu kabotynem i pajacem, który nie pasował do tak odpowiedzialnego stanowiska. Radek obracał się wśród nich, miał brytyjski paszport i pewien angielski sznyt, pracował potem dla brytyjskich mediów. Ale chyba się do dawnych kolegów rozczarował, o czym mogłoby świadczyć głośne przemówienie w Pałacu Blenheim w 2012 r., kiedy – na cztery lata przed referendum – punkt po punkcie wykazywał, jak niekorzystny i głupawy byłby brexit dla samej Wielkiej Brytanii. (Poza tym na szczęście ma obok siebie żonę z głębszym, krytycznym spojrzeniem, która zupełnie do stylu tamtego towarzystwa nie pasuje).
Oboje w młodości ruszyli na nieprzetarte dziennikarskie szlaki, on w podróż do napadniętego przez Związek Radziecki Afganistanu, ona później do Warszawy. Mieli wtedy po dwadzieścia parę lat. Młodzi są odważniejsi i lepiej znoszą niewygody, ale przede wszystkim chcą się wybić w zawodzie. Z Afganistanu Radek pisał korespondencje, fotografował, zrobił m.in. zdjęcie martwej kobiety z dziećmi, które w 1988 r. zdobyło prestiżową nagrodę World Press Photo.
Sikorski przeszedł polityczną ewolucję; początkowo miał opinię młodego człowieka z radykalnej prawicy, ostrego antykomunisty, domagał się np. zburzenia Pałacu Kultury. Zarzucano mu brak umiaru, prezentował – jak na przyszłego dyplomatę – wizerunek trochę egzotyczny. Nie ukrywał prawicowych poglądów, wstąpił do Ruchu Odbudowy Polski. To Jan Parys, działacz prawicy premiera Jana Olszewskiego, protegował go na wiceministra obrony. Radek mocno atakował Wałęsę za upadek rządu Jana Olszewskiego. Od konfliktu przy kompozycji listy wyborczej w 1997 r. rozchodzą się drogi Sikorskiego i Macierewicza, wtedy szefa sztabu ROP. Długa to ewolucja polityczna. Jako jej skrót potraktujmy informację, że wywiad rzekę z Sikorskim „Strefa zdekomunizowana” zrobił Łukasz Warzecha (pracujący dziś w „Do Rzeczy”), a na rzecznika MSZ Sikorski wybrał teraz Pawła Wrońskiego z „Gazety Wyborczej”.
Inny aspekt jego ewolucji: od trochę snobistycznej angielskości, potem zafascynowania amerykańską Partią Republikańską, po rozczarowanie, że ta formacja nie jest dość zaangażowana w Europę. Sikorski prezentuje dziś, można powiedzieć, atlantyzm zaangażowanego Europejczyka. W europarlamencie zajmował się stosunkami Unii z NATO. Śmiało rozkręca obecną dyskusję o europejskich strukturach obronnych, czyli autonomicznych w stosunku do amerykańskiego przywództwa: dawniej to było tabu, żeby przypadkiem nie naruszać więzi z Ameryką, jedyną solidną polisą ubezpieczeniową. Dziś w projektach większej samodzielności nie ma nic dziwnego; odwrotnie – Sikorski przypomina, że europejska struktura obronna, czyli Unia Zachodnioeuropejska (UZE), powstała wcześniej niż EWG, czyli poprzedniczka Unii Europejskiej.
Czasem za szybko mówi i pisze to, co myśli. Swoje gafy tłumaczy prosto: minister średniej wielkości kraju musi mówić barwnie, bo nudziarzy nikt nie słucha. Jego wice różnego kalibru też ewoluują: kiedy Nelli Rokita, żona jednego z ówczesnych liderów PO, przeszła do obozu braci Kaczyńskich, Sikorski wypalił, że on po takiej wolcie żony wymieniłby w domu zamki. Dziś jest ostrożniejszy, chociaż przed objęciem funkcji puścił tweet sugerujący, że to Amerykanie storpedowali rurociąg Nord Stream. – Wiadomo, że miewa odrobinę koszarowe poczucie humoru, często niepasujące do otoczenia – mówi inny dygnitarz, ale zaraz dodaje, że to „takie brytyjskie” i że właściwie do powiedzenia o Radku ma same dobre rzeczy.
– Nie widzę żadnej innej postaci w Polsce, która by tak dobrze odpowiadała potrzebom tej chwili. Od czasu nowej nominacji nie popełnił żadnego błędu, a wiele rzeczy zrobił optymalnie – mówi np. prof. Adam Daniel Rotfeld, który i temperamentem, i wyważeniem, i typem refleksji tak bardzo różni się od Radka.
Najważniejsze jest to, że Sikorski jest dobrze przygotowany do roli dziś, w trudnej sytuacji – zarówno agresji Putina, kłamliwej propagandy rosyjskiej, jak i ospałości części Zachodu. Przykładem, który poszedł w polityczny i medialny świat, była riposta Sikorskiego w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na kłamstwa przedstawiciela Rosji. Rutynowo prezentuje się tam nudnawe referaty z przygotowanych raportów. Sikorski ex promptu krótkimi zdaniami i po kolei zbił wszystkie nadmuchane frazesy Rosjanina. Dał świadectwo polityka, który jest nie tylko inteligentny, ale w mig dostrzega istotę rzeczy i umie rzeczowo, bez inwektyw i zużytych komunałów, znokautować przeciwnika. Nie wiem, czy dziś jest ktoś w Polsce, kto by to potrafił zrobić równie dobrze.
Także po rozmowach Tuska i Dudy w Białym Domu Sikorski w wystąpieniach w Waszyngtonie zwrócił uwagę na istotę rzeczy: już nie pomoc Ukrainie, ale jedność Zachodu wobec sytuacji zupełnie nowej, mianowicie pytania, czy dojdzie do wojny światowej, czy jej unikniemy. Ta jedność zapewnia Zachodowi ogromną przewagę nad Rosją. Sikorski dziś ostrzega, że jeśli Zachód pozwoli Putinowi podbić Ukrainę, to on pójdzie dalej i będzie silniejszy, gdyż zagarnie potencjał przemysłowy i ludzki całego dużego przecież kraju.
Jest bardzo przywiązany do wojska. Funkcja ministra obrony w jego karierze zapewne była ważniejsza niż ministra spraw zagranicznych. „Podróżując po Afganistanie w latach 80., nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi jako ministrowi obrony wolnej Polski, uzasadniać wysłanie naszych wojsk do tych samych prowincji, które kiedyś przemierzałem razem z partyzantami” – napisze w swej głośnej książce „Prochy świętych”, relacji z młodzieńczej, bardzo śmiałej wyprawy do mudżahedinów walczących z sowieckim najazdem. Jakiż zwrot dokonał się w tym czasie! Rosjanie przegrali, ale potem przegrali też Amerykanie, a uzasadnienie interwencji z dzisiejszej perspektywy wydaje się wątpliwe.
W każdym razie ta żyłka energicznego wojownika przydaje się dziś Sikorskiemu jako ewentualnemu kandydatowi do międzynarodowych stanowisk. Na pewno wie, co to jest kałasznikow i bombardowanie. Pamiętam, z jakim wzruszeniem, ze łzą w oku, przyklękając, całował sztandar wojska i z pewnością nikt nie widział w tym gry. Czyli Radek jest też dobry na czasy wojenne. A takie idą.
Sikorscy, silna para z Chobielina. Mało jest takich związków, nawet w szerokim świecie
Kategorie: Uncategorized


Ta para prywatnie wywołuje oglednie mówiąc mieszane uczucia – żona akulturowana Zydowka wychowująca synów po katolicku, on szafujacy chętnie polprawdami na doraźne potrzeby. No i ten kadzacy Ostrowski z Polityki, ta nieomal hagiografia wywołuje niesmak.
a Raduś to pałętał się nawet po afganistanie
Chciala dac synom ” katolickie wyksztalcenie” .Nic im to nie pomoze, ani tej napuszonej „Znawczyni”.
Nie w tym artykile, ale czytalem poprzednio jej „wspomnienia”, jak to w ZSRR, przechodnie slyszac jej amerykanski akcent , ” wprost uciekali”.
Bzdury i wymysly, po pierwsze w ZSRR olbrzymia wiekszosc po prostu nie wiedziala jaki ten amerykanski akcent w rosyjskim jest, Wszyscy Rosjanie sa przyzwyczajeni do nierosyjskich akcentow, jak u Stalina, Uzbekow, Polakow, itp. itd.
Sa zazwyczaj uprzejmi i uczynni, wiec nie ” uciekali ” od niej z powodu akcentu.
Wozila ” pieniadze dla Solidarnosci”, mimo ze wiedziala ze jej przywodcy to antysemici.
Nowa chytra Swieta .