Uncategorized

Odnalazł komendanta obozu koncentracyjnego. „Mogłem go zastrzelić. Tak byłoby najprościej”

Joanna Banaś

Josef Lewkowicz mieszka w Jerozolimie, niedawno skończył 96 lat. Nadal boli go obojętność mieszkańców miejscowości, w których mieściły się nazistowskie obozy: 'Oni po prostu odwracali głowy i zamykali oczy. A w jednym wstydliwym i szokującym przypadku, zapamiętanym pod nazwą Hasenjagd - polowanie na zające - pomogli wyłapać kilkuset rosyjskich uciekinierów z obozu. Tylko jedenastu przeżyło'

Josef Lewkowicz mieszka w Jerozolimie, niedawno skończył 96 lat. Nadal boli go obojętność mieszkańców miejscowości, w których mieściły się nazistowskie obozy: 'Oni po prostu odwracali głowy i zamykali oczy. A w jednym wstydliwym i szokującym przypadku, zapamiętanym pod nazwą Hasenjagd – polowanie na zające – pomogli wyłapać kilkuset rosyjskich uciekinierów z obozu. Tylko jedenastu przeżyło’ (Fot. Blake Ezra i J Roots)

80 lat po wojnie Josef Lewkowicz wciąż ma blizny po zębach dwóch psów komendanta KL Plaszow szkolonych do atakowania więźniów

Podobnie jak wielu ocalonych z Holokaustu, dopiero pod koniec życia Lewkowicz, Żyd z Działoszyc, rocznik 1926, zdecydował się odwiedzić miejsca związane z kaźnią swojej rodziny i opowiedzieć o swoich wojennych losach.

Uznał, że jego wspomnienia, nawet te najstraszniejsze, są ceną za to, że przeżył Zagładę, więc powinien się nimi dzielić. W uporządkowaniu opowieści pomógł mu brytyjski dziennikarz Michael Calvin i tak powstała książka „Ocalony. Jak przetrwałem sześć obozów koncentracyjnych i zostałem łowcą nazistów”, która właśnie ukazała się w polskim tłumaczeniu.

Od KL Plaszow do KL Auschwitz

W czasie wojny zginęła cała rodzina Lewkowicza, 150 osób, w tym najbliżsi krewni – matka i rodzeństwo w Bełżcu, ojciec we Flossenbürgu. On sam jako nastolatek w ciągu trzech lat przeszedł przez sześć obozów koncentracyjnych: Plaszow, Auschwitz i Mauthausen z trzema podobozami — Melk, Amstetten i Ebensee. W każdym z nich co chwila ocierał się o śmierć.

Żydowscy więźniowie w obozie Płaszow na robotach przymusowych

Żydowscy więźniowie w obozie Płaszow na robotach przymusowych Fot. Raimund Titsch / ze zbiorów United States Holocaust Memorial Museum

Jednym z najbardziej przejmujących fragmentów książki jest opis transportu więźniów z obozu w Płaszowie do KL Auschwitz. „Chodźcie – wejdźcie ze mną do bydlęcego wagonu, który służył za salę tortur, by szybko stać się grobowcem” – pisze Lewkowicz. Wspomina, że chociaż miał zaledwie 160 cm wzrostu, to u kresu podróży dotykał głową sufitu wagonu wysokiego na 220 cm. Jak to możliwe? Pod stopami miał ciała tych, którzy zmarli w drodze.

W obozach dwa razy życie uratował sobie sam, bezczelnie oferując swoim oprawcom polerowanie butów, by „świeciły jak słońce”. Raz ocalił go kapo, który pobił go do nieprzytomności, by komendantowi obozu nie chciało się marnować na niego kuli.

Choć w czasie wojny przeżył tyle, że jego wspomnienia mogłyby budzić koszmary senne u tuzina ludzi, to Josef Lewkowicz zachował pogodę ducha. „Nie uważam się za mądrego człowieka, lecz wierzę w dobro. Ufam w dobre intencje do chwili, gdy ludzie mnie zawodzą” – podsumowuje swoje życie. Przypomina w tym Forresta Gumpa — podobnie jak on wyszedł w okrutny i niesprawiedliwy świat wyposażony w miłość rodziny i niezłomne zasady moralne, które dały mu niezwykłą siłę do walki z przeciwnościami.

Josef Lewkowicz odnalazł komendanta obozu koncentracyjnego

Ekstremalnych emocji w jego życiu nie brakowało także po wojnie – jako żołnierz amerykański brał udział w poszukiwaniu nazistowskich zbrodniarzy. Jego największym sukcesem było zidentyfikowanie „kata z Płaszowa” Amona Götha, znanego z książki Thomasa Keneally’ego „Lista Schindlera” i jej oscarowej ekranizacji, tego, który „zabijał bez przyczyny, losowo, bezustannie i od niechcenia”.

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Komendanta KL Plaszow odnalazł w obozie jenieckim dla żołnierzy Wehrmachtu, w poszarpanym mundurze za małym o kilka rozmiarów. „Mogłem go tam od razu zastrzelić. Tak byłoby najprościej, po prostu z nim skończyć. Dla mnie jednak ten sposób myślenia zakrawa na szaleństwo. Po pierwsze, nie potrafiłbym zastrzelić człowieka. Dlaczego miałbym odebrać komuś życie? W ten sposób stałbym się taki sam jak on”.

Komendant Amon Göth na balkonie swojej willi w obozie koncentracyjnym w Płaszowie

Komendant Amon Göth na balkonie swojej willi w obozie koncentracyjnym w Płaszowie Fot. Raimund Titsch / ze zbiorów United States Holocaust Memorial Museum

Po odejściu z wojska kolejną misją Lewkowicza było wyszukiwanie i odbieranie dzieci oddanych przez Żydów w czasie wojny na przechowanie Polakom. Dla wyższego celu nie wahał się współpracować z komunistycznym Urzędem Bezpieczeństwa.

Talentowi językowemu i umiejętności nawiązywania kontaktów zawdzięczał późniejsze sukcesy biznesowe (handlował diamentami), choć, jak przyznaje, zdarzały mu się także błędne decyzje. „Nigdy nie rozpaczaj po stratach, nawet jeśli można było ich uniknąć. Patrz w przyszłość i szukaj nowych możliwości” – Lewkowicz byłby świetnym mówcą motywacyjnym.

Holokaust. Pamięć i niepamięć

„Niektóre osoby i zdarzenia jestem w stanie przywołać z pamięci z zadziwiającą łatwością i bardzo wyraźnie, lecz daty i szczegóły innych zniknęły z mojej głowy, jakby nigdy się nie wydarzyły” – przyznaje Lewkowicz. Ubolewa, że dziury w jego pamięci nie pozwoliły mu odnaleźć Polaka, który w czasie wojny zamordował dwoje jego krewnych.

„Wojna odzierała z resztek godności i przyzwoitości. Ci, których ceniliśmy niegdyś jako sąsiadów, już nie ukrywali toczącego ich antysemityzmu” – wspomina. Doskonale pamięta, że nie otwierano mu drzwi, gdy pukał z prośbą o kawałek chleba.

„Żeby być ciemiężcą, nie trzeba nosić munduru.

Nie trzeba strzelać ani okładać batem czy pałką. Wystarczy nie kiwnąć palcem, by pomóc bliźniemu w potrzebie” – konkluduje.

Nadal boli go obojętność mieszkańców miejscowości, w których mieściły się nazistowskie obozy: „Oni po prostu odwracali głowy i zamykali oczy. A w jednym wstydliwym i szokującym przypadku, zapamiętanym pod nazwą Hasenjagd – polowanie na zające – pomogli wyłapać kilkuset rosyjskich uciekinierów z obozu. Tylko jedenastu przeżyło”.

Pamięta tragiczny los wielu ocalonych z Holokaustu, którzy po wojnie próbowali odzyskać swoje domy, zajęte już przez Polaków. Niewiele brakowało, a sam padłby ofiarą chciwości – gdy latem 1945 r. wrócił do Działoszyc, w mieszkaniu Lewkowiczów zastał dawną dozorczynię i jej synów, którzy potraktowali go wrogo. Ostrzeżony przez dobrych ludzi, szybko wyjechał. Nie odzyskał nawet bezcennej pamiątki po matce – kunsztownie haftowanego obrazu, który nowi lokatorzy zawiesili sobie na ścianie.

W 2011 r. po raz pierwszy od powojnia wrócił do Polski, by z bólem przekonać się, że z jego rodzinnej miejscowości zniknęły materialne ślady obecności Żydów, stanowiących w latach 30. XX w. nawet 80 proc. mieszkańców. Nieobecni pozostali tylko w pamięci tych, którzy ocaleli. I w naszej, jeśli chcemy o nich słuchać.

Josef Lewkowicz, Michael Calvin

„Ocalony. Jak przetrwałem sześć obozów koncentracyjnych i zostałem łowcą nazistów”,

tłum. Miłosz Urban

Media Rodzina

Ocalony. Jak przetrwałem sześć obozów koncentracyjnych i zostałem łowcą nazistów

Ocalony. Jak przetrwałem sześć obozów koncentracyjnych i zostałem łowcą nazistów Fot. Media Rodzina

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.