
FIAMMA NIRENSTEIN
Najważniejszą wartością dla premiera zawsze była przyszłość państwa żydowskiego.
Niemal natychmiast po niedawnym strasznym incydencie w Rafah, izraelski premier Benjamin Netanjahu przemawiał przed Knesetem. Jego gesty były zdecydowane, a twarz chuda, tak samo jak to miało miejsce 7 października.
Jego oświadczenie było czystym Netanjahu. Nazwał incydent „tragiczną pomyłką” i zobowiązał się do przeprowadzenia śledztwa. Niemniej jednak dał zdecydowane „nie” tym, którzy domagali się od Izraela zaprzestania operacji wojskowych w Rafah. Uderzył tym samym w jednostronne uznanie nieistniejącego państwa palestyńskiego przez Irlandię, Hiszpanię i Norwegię. Zganił Organizację Narodów Zjednoczonych, Unię Europejską i różne prześladowcze „sądy” międzynarodowe. Dał mocną ripostę prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi i wielu innym, wraz z medialnym chórem nawołującym do obwiniania Netanjahu za wszystko.
Wkrótce potem stało się jasne, że za ostrzał, w którym zginęło kilkudziesięciu cywilów w Rafah, odpowiada Hamas, który – jak to często bywa – ukrył broń wśród ludności cywilnej.
Netanjahu oświadczył przed Knesetem: „Obywatele Izraela, jeśli chcecie słabości, przygnębienia, poddania się – słuchajcie studiów [medialnych]. Ale jeśli chcecie siły, ducha i zwycięstwa – słuchajcie wojowników. Cele wojny nie uległy zmianie: zwycięstwo nad Hamasem, powrót wszystkich zakładników, zapewnienie, że Gaza nie będzie stanowić zagrożenia dla Izraela i bezpieczny powrót mieszkańców północy do ich domów. To pozostają nasze cele. Jeśli się poddamy, nie odzyskamy wszystkich zakładników. Jeśli się poddamy, damy wielkie zwycięstwo terroryzmowi, wielkie zwycięstwo Iranowi, jego osi zła i wszystkim tym, którzy dążą do naszego zniszczenia”.
Jest to jasny wyraz podstawowego celu Netanjahu: zapewnienia bezpieczeństwa Izraela przy jednoczesnym przestrzeganiu praw wojny. Rzeczywiście, nawet po incydencie w Rafah, Stany Zjednoczone dały jasno do zrozumienia, że żądane ewakuacje cywilów zostały przeprowadzone, wraz z dostarczeniem pomocy humanitarnej. Nie ma żadnego uzasadnienia dla presji wywieranej na Izrael, organizowanej z powodów politycznych przez ONZ i Europę. Nie lekceważmy prawdopodobieństwa, że czysty rasizm jest również czynnikiem tej presji.
Netanjahu wie o tym wszystkim. Wie również, że jego cel jest osobisty. Był premierem, gdy Izrael poniósł największą katastrofę od 1948 roku. Teraz walczy o przywrócenie bezpieczeństwa Izraela. To ważna bitwa zarówno dla Izraela, jak i dla niego samego. Kwestią otwartą pozostaje to, czy po jej zakończeniu Netanjahu będzie starał się pozostać premierem.
Nikt, kto czytał autobiografię Netanjahu, nie powinien być zaskoczony jego zdecydowanym stanowiskiem. Twierdzi, że jego przekonania zmuszają go do zrobienia wszystkiego, co możliwe, aby pomóc Izraelowi w jego dążeniu do zabezpieczenia nie tylko siebie, ale także przyszłości narodu żydowskiego. Od dzieciństwa nauczył się, że jest to najwyższa wartość. Jego ojciec Benzion Netanyahu był przyjacielem syjonistycznego przywódcy Ze’eva Jabotinsky’ego. Benjamin żył z pamięcią o swoim bracie Yoni, który zginął w oszałamiającej akcji ratowania zakładników w Entebbe w 1976 roku.
Netanjahu i jego brat Iddo poszli w ślady Yoniego, obaj służąc w izraelskiej jednostce sił specjalnych Sayeret Matkal. To dziedzictwo nigdy nie było bardziej widoczne niż w konfrontacjach Benjamina z prezydentem Barackiem Obamą w sprawie ambicji nuklearnych Iranu. Znalazło to również wyraz w jego wysiłkach na rzecz zabezpieczenia przyszłości gospodarczej Izraela poprzez innowacje technologiczne.
Ale dziś wierzy, że wszystko to może zostać utracone, jeśli Hamas nie zostanie zniszczony. Dlatego stawia opór. Chce, aby więcej krajów arabskich przyłączyło się do Porozumień Abrahama. Zdobył zaufanie wielu z nich dzięki swojej zdecydowanej postawie przeciwko proirańskiemu ustępstwu Obamy. Wie, że na Bliskim Wschodzie słabość rodzi wojnę, podczas gdy siła tworzy sojusze i pokój. Nigdy nie zaakceptuje Izraela, który jest, jak stwierdziła Golda Meir, małym krajem zależnym od opinii innych.
Niemniej jednak Netanjahu nie jest fanatykiem. Jest pragmatykiem świeckim, bardzo żydowskim. Stwierdził już, że nawet jeśli partie religijne w jego koalicji się sprzeciwią, nie zamierza okupować Gazy w nieskończoność ani odbudowywać osiedli zlikwidowanych 20 lat temu.
Ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenskij powiedział Amerykanom po rosyjskiej inwazji: „Potrzebuję amunicji, a nie przejażdżki”. Netanjahu potrzebuje amunicji, a nie sympatii. Jest przyzwyczajony do krytyki, nawet w domu. Izraelczycy są podzieleni 50-50 w swoich poglądach na jego temat. Niektórzy go kochają, a inni nienawidzą. Jest kontrowersyjny i zawsze taki był. Ale w swej istocie jest bojownikiem o jedyny ideał, który ma znaczenie: Że naród żydowski, jak każdy inny naród, ma prawo do życia w pokoju w swojej ojczyźnie.
Kategorie: Uncategorized

